Życie ze smakiem

Różności

niedziela, 02 września 2012

Zdarza się to po raz drugi w moim blogowym życiorysie. W zeszłym roku za sprawą Małgosi, a w tym dzięki Centce, uwielbianej przeze mnie za treść i formę swojej twórczości blogowej. Otóż mój skromny blog wyróżniony został i dostałam taką oto nagrodę:

 

Prawda, że ładna?

 

Skoro już się pochwaliłam, to teraz przejdę do konkretów, czyli do obowiązków wyróżnionej.

Po pierwsze:

- wyróżniony ma obowiązek zaprezentować nagrodę, co wyżej już uczyniłam

Po drugie:

- podziękować Blogerowi, który przyznał wyróżnienie, co też uczyniłam z radością i zakłopotaniem jednocześnie

Po trzecie:

- wyjawić 7 faktów o sobie - to chyba najtrudniejsze zadanie, więc połknę tę żabę od razu i będę miała święty spokój:

  • miewam huśtawki nastrojów - bardzo męczące dla mojej rodziny
  • gotuję i piekę nieregularnie - znaczy głównie wtedy, kiedy mam wenę, czasem z musu
  • uwielbiam rękodzieło, ale szybko się nudzę
  • często stawiam sobie nierealne cele, żeby później porzucić je nie doszedłszy nawet do połowy drogi - szalenie frustrujące
  • właściwie nie wiem, czy jestem leniwa czy pracowita - zdania moich znajomych znacznie odbiegają w tym względzie od moich wyobrażeń o samej sobie, w związku z tym nie wiem komu wierzyć
  • denerwuje mnie planowanie - zwykle nic nie idzie zgodnie z planem, ale bez planu nie potrafię
  • ćwiczę się w cierpliwości...

Po czwarte:

- nominować 15 blogów do wyróżnienia Versatile Blogger Award - tu postanowiłam odbiec nieco od zasad, albowiem gdyż ostatnimi czasy blogi odwiedzam rzadko i raczej tylko te ulubione i 15 z pewnością się nie uzbiera. Wyróżnię więc tyle ile mogę, czyli pięć. Oto one:

  • Smaki Alzacji - za bliskość myśli i uczuć, energię, pasję i chęć do życia
  • Bea w Kuchni - za domową atmosferę i bogactwo smaków
  • Around the kitchen table - za błędy i błądzenie i za to że o wszystkim tym szczerze i na blogu, oraz za nostalgiczne zdjęcia i ciepłe teksty
  • Makagigi i 55 pierników - choć nigdy nic nie ugotowałam na wzór i podobieństwo, bardzo cenię Buruuberii  za trud pokazywania i opisywania potraw o których nam się nie śniło.
  • Na koniec jeszcze Cooking & Eating - może to głupio nominować "nominanta", ale to tu właśnie spędzam największą część swojego blogowego życia, to śmiejąc się do łez to znów wycierając cieknącą ślinkę. Jak już coś w domu jem, to najczęściej to samo co Centka tylko parę dni później :)

Po piąte:

- mam jeszcze w obowiązku powiadomić nominowanych, co też za chwilę uczynię z pewną jednak nieśmiałością :)

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Nie będzie to niestety post kulinarny, za co przepraszam wszystkie osoby, zaglądające do mnie w oczekiwaniu na nowości.

Nie będzie to też post pożegnalny, bo nie mam zamiaru likwidować bloga, ani też czynić postanowień co do jego zawieszania, odwieszania i tym podobnych procedur.

Winna jestem jednak wyjaśnienie moim stałym czytelnikom.

Toteż niniejszym to wyjaśnienie czynię.

Moja praca zawodowa ma taki charakter, że w okresie ponoworocznym, do maja, a czasem nawet do czerwca pochłania mnie absolutnie. Często jest tak, że na pracę doba za krótka, a tu jeszcze dom, rodzina i okazyjnie wyskakujące inne atrakcje. W poprzednich latach starałam się, oczywiście kosztem tych najcierpliwszych (czyli domowników), jednak istnieć w sieci mimo nawału obowiązków. Ten rok jest jednak zdecydowanie inny niż poprzednie. Dlatego mnie tu nie ma i nie wiem kiedy będę. Życie wokół mnie i mojej rodziny jakoś tak się nieoczekiwanie zmieniło, że dotknęło nas dość mocno i nie pozostawiło obojętnymi. Zaangażowaliśmy się w nowe projekty, które pochłaniają resztki naszego wolnego czasu. Nie narzekamy jednak, bo to co robimy obecnie, robimy dla nas samych, ale nie tylko. Takiej energii nie mieliśmy od lat. Chcemy ją wykorzystać.

Dziękuję Wam wszystkim, moim czytelnikom, którzy mimo braku zmian na blogu, wciąż mnie odwiedzają. Zaglądam tu razem z Wami, widzę Wasze wizyty i cieszę się jak z najprawdziwszych gości.

Pozdrawiam wszystkich i cieszę się, że jesteście.

poniedziałek, 24 października 2011

 

Czy wiecie co jest na tej fotografii?

Jeszcze dziś słodki przepis na wykorzystanie tego co jest w misce :)

 

 


wtorek, 04 października 2011

Dzień dobry po wakacjach. Niektórym skończyły się wprawdzie całe wieki temu, ale ja byłam w tym roku mocno opóźniona i dlatego moje wakacje skończyły się dopiero dwa tygodnie temu. W dodatku w międzyczasie zaszwankował mi piekarnik, a poza tym, na skutek pięknej pogody wcale nie chciało mi się piec ani gotować. I chociaż w podróży powrotnej z wakacji obiecywałam sobie, że ta jesień będzie należała po raz pierwszy w moim domu do dyni, to moje postanowienia jak do tej pory spełzają na niczym. Dyni nie jadłam, nie wiem jak smakuje i w związku z tym wyzwanie miesza się u mnie z obawą, co sprawia, że przypływy energii natychmiast pożerane są przez potwory niechęci.

Tak więc zamiast przepisu na kolejne ciasto z dynią, dyniowe muffinki, lub sto trzydziestą siódmą odsłonę zupy dyniowej u mnie zagadka. Poniżej cytuję fragment tekstu piosenki o dyni. A pytanie brzmi: jaki jest jej tytuł?

   
Bo widzisz w tym świecie niestałym 
Trza się umieć cieszyć małym 
Jak dużo ma człowiek 
Mąci mu się w głowie 
I mogą nadwątlić mu zdrowie 
 
Więc ty mi nie marudź, Hinia 
Ty turlaj, bo to jest dynia 
A ten, co ma dynię 
To z dynią nie zginie 
Tylko jak statek 
Opływa w dostatek 
 

 

czwartek, 30 czerwca 2011

Czemu nie!

Siedzę sobie i myślę, że zrobię nowy sernik. Będzie z jagodami i bita śmietaną. To na pewno. W końcu mamy sezon na jagody, a co smakuje lepiej niż jagody z bitą śmietaną? NIC!

No może gofry z bitą śmietaną i jagodami :o) Gofrów jednak nie będzie. Sernik dopracowuję w proporcjach. Lada moment będzie gotowy.

Zapraszam wkrótce

 

niedziela, 29 maja 2011

Na szczęście dla niej i dla nas - trafiła do dobrych ludzi, który oddali ją nam dziś po południu.

Dziękuję wszystkim, którzy zaangażowali się w poszukiwanie mojego psa i wspólnie ze mną martwili się o niego.

Dziękuję :):):)

sobota, 28 maja 2011

Dziś około godziny 19.30 w okolicach Lublina - blisko trasy na Nałęczów zginął mój pies.

Jest to biało - ruda suczka setera irlandzkiego. Miała na szyi czarną, podniszczoną obrożę.

Reaguje na imię" Szanta".

Prosimy o pomoc w jej odnalezieniu.

W uchu ma tatuaż K012.

Znalazca może liczyć na nagrodę pieniężną.


wtorek, 28 grudnia 2010

A po świętach zostało już tylko wspomnienie i resztki niedojedzonych, wspaniałych potraw i pysznych ciast. Kilka zdołałam sfotografować zanim znikły w ustach gości. Żałuję że nie wszystkie. W tym roku odczarowałam czysty barszczyk, który do tej pory, choć prosty i zwyczajny, nie wychodził tak smaczny jak lubię. Do barszczu upiekłam fantastyczne kulebiaki - prawie tak dobre jak te u Sarzyńskich (to ci od kazimierskich kogutów). Po drobnej modyfikacji farszu zadowolą mnie z pewnością, bo ciasto jest idelanie takie jak powinno być. Po raz pierwszy zrobiłam też dojrzewający piernik - fantastyczny!!! A chleb był żytni razowy, domowy i na zakwasie - mój tato powiedział, że to taki chleb jaki sie kiedyś na wsiach jadało, gęsty, wilgotny i ciemny. Potraw było oczywiście więcej, ale tymi najbardziej chciałabym się pochwalić. Zapraszam więc już wkrótce na poświąteczny przegląd stołu:)

środa, 22 grudnia 2010

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia, oraz nadchodzącego Nowego Roku, wszystkim moim blogowym gościom chciałabym życzyć dużo miłości, ciepła i zrozumienia, prostych dróg i pomocnych dłoni, rozwiązania nierozwiązanych spraw, spłacenia niespłaconych długów i tego wszystkiego, bez czego Wasze życie nie ma większego sensu.

sobota, 18 grudnia 2010

Od dziś na blogu niewielkie udogodnienie. Dodany został przycisk zamieniający listy składników na listę zakupów. Przyznam, ze sama często korzystam z tej opcji i bardzo mi się ona podoba. Mam nadzieję, że będzie przydatna również dla Was. Pozdrawiam i prosze o jeszcze chwilkę cierpliwości. Za chwilę pojawią się nowe wpisy.

sobota, 20 listopada 2010

Ostatnio stałam się monotematyczna nieco, bo na blogu albo chleb w wielu odsłonach, albo kolejny sernik na zimno. Cóż poradzić, kiedy chleb trzeba jeść, a jeśli jeść to i piec. Proste. Piekę więc chleb za chlebem. Czasem po cztery bochny dziennie (spokojnie - tylko w weekendy mam taką moc). No a seniki - po prostu oszalałam na ich punkcie (nadrabiam zaległości z zamierzchłej epoki dzieciństwa, kiedy to sernik był trujący pod każdą postacią :). Ciągle przychodzą mi do głowy kolejne wariacje na ten sam temat. Trudno się opędzić od tych myśli, więc jak tylko przychodzi sobota, zakradam się do kuchni i klecę kolejny serniczek, a w głowie już pięć nowych się pojawia.

No ale rozmaitość już stoi za progiem. Od poniedziałku cytrusowy tydzień. Serniczka oczywiście nie zabraknie, ale chleb cytrynowy podaruję sobie. Przynajmniej tym razem.

Zapraszam więc do zabawy i do kosztowania cytrusowych pyszności. Zacznę od czegoś rozgrzewającego, boć to zima za pasem :)

czwartek, 14 października 2010

Tym razem wizualizacja przepisu, który zamieściłam na blogu już wcześniej, ale wówczas jeszcze nie robiłam zdjęć moim kulinarnym wyczynom. Ja wiem, że owsianka zasadniczo jest trująca :), ale tak jak zdarzają się jadalne i bardzo smaczne muchomory (kania na ten przykład), tak też zdarzają się takie wersje owsianki, które nie tylko nie trują, ale są bardzo smakowite. Tak jest moim zdaniem z tą owsianką (możecie ją znaleźć TUTAJ), oraz z owsianką z patelni, którą kilka dni temu znalazłam u Polki. Oczywiście - nie musicie mi wierzyć. Po prostu sami spróbujcie.

Smacznego :)

 

 

Bake Bread for World Bread Day 2011
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...