Życie ze smakiem

Weekendowa cukiernia

niedziela, 17 lipca 2011



 

Od dawna mnie zachwycał i od dawna obiecywałam sobie, że koniecznie, że napewno, że w najbliższym czasie, że na święta itd, itp. Aż tu nagle bomba pękła, bo okazało się że lipiec należy do Pawłowej. Małgosia, współwłaścicielka Weekendowej Cukierni i jednocześnie jej lipcowa gospodyni zaproponowała właśnie ten wypiek do wspólnego pieczenia. A ja znów zaczęłam swoją śpiewkę, że gorąco, albo że pada, może nie dziś, może w następny weekend... I trwałoby to tak zapewne do końca miesiąca, albo do momentu w którym obie Gosie przemówiłyby do mojej ambicji, gdyby nie nagła chęć zabłyśnięcia w towarzystwie :) Nieważne, że byłam nieprzygotowana. Wiedziałam, że to jest ten moment o którym mówi się "teraz albo nigdy". Dlatego też moja Pawłowa zamiast świeżych sezonowych owoców ma pokrojone w kostkę brzoskwinie z puszki :( Nieważne. Ważne jest tylko to że nic pyszniejszego w życiu nie jadłam!

Zapraszam więc do cukierni na Pawłową. Naprawdę warto, zwłaszcza, że włożony w jej przygotowanie wysiłek jest niewspółmiernie mały do walorów smakowych jakie nam oddaje :)

Cytuję za gospodynią:

Składniki:

  • 6 białek
  • 300 g drobnego cukru do wypieków
  • 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka octu (ja dodałam soku z cytryny)
  • 300 ml śmietany kremówki
  • owoce sezonowe (i tu pełna dowolność, ja użyłam truskawek :-), ale świetnie pasują również jagody, maliny czy porzeczki)


Wykonanie:

Białka ubić na sztywno. Pod koniec ubijania dodawać powoli cukier, skrobię ziemniaczaną i na końcu łyżeczkę octu. Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze narysować nieduży okrąg. Wyłożyć na niego masę białkową. Wstawić do nagrzanego wcześniej piekarnika (do temperatury 180 stopni). Po 5 minutach zmniejszyć temperaturę do 150 stopni i piec przez 1,5 godziny. Studzić w piekarniku przy otwartych drzwiczkach.
Wystudzoną bezę przełożyć na paterę, wyłożyć na nią ubitą śmietanę (bez cukru). Udekorować owocami.

 
piątek, 01 lipca 2011

Donoszę uprzejmie, że Cukiernia u Polki ma nową nazwę, czyli starą dobrą Weekendową Cukiernię. Ponadto, za zgodą Poli, mamy nowy - stary baner. Prawda, ze ładny? Jeśli chcecie mieć go na swoim blogu, zapraszam na stronę Weekendowej Cukierni. Znajdziecie tam kod do pobrania i nasze propozycje do upieczenia. A za chwilę pojawi się zapewne kolejna gospodyni i nowy wypiek do wypróbowania :)

niedziela, 19 czerwca 2011

Upiekłam dziś moją własną propozycję do czerwcowej Weekendowej Cukierni. Ciasto zagniotłam wczoraj i włożyłam do lodówki na całą noc i pół następnego dnia. I myślałam, że ich w końcu nie upiekę. Moje ciecię miało dzisiaj imprezę urodzinową. Biegałam więc od rana próbując jednocześnie ogarnąć dom, przygotować jakieś co nieco na imprezę, oraz skorzystać z niedzieli tak jak lubię (czyli trochę się poobijać przed poniedziałkiem). Nietrudno się domyślić, że wprawiłam się tym wszystkim w stan lekkiego wnerwienia. Dlatego też ciasteczka co chwilę schodziły na dalszy plan. W końcu przyszedł jednak ten moment, że musiałam zdecydować - upiec czy wyrzucić. Upiekłam. Wprawdzie poziom wkurzenia w trakcie jeszcze wzrósł, bo ciasto jest dość trudne i nie chciało się zlepić ani w usteczka, ani w miseczki ani w pierożki, ani w łódeczki, ani w żadną inną formę. W końcu mój brat (obecny przy walce z ciastem) poradził mi, żebym owoce położyła na krążki ciasta i nic już więcej z nim nie robiła. Posłuchałam, bo i tak nie miałam już wiele do stracenia. W końcu nie o wygląd tutaj chodzi tylko o smak. Chociaż z drugiej strony...

Popatrzcie sami

Ciasteczka są bardzo pyszne. Ciasto jest kruche, wytrawne i lekko się rozwarstwia. Dyskretnej słodyczy dodają owoce, które wcześniej były zasypane cukrem i pokryły się słodką glazurą. Jeśli uda wam się ulepić bardziej zamknięty kształt, wówczas możecie je z wierzchu posmarowac białkiem i posypać cukrem kryształem. Będą słodsze, ale to nie jest konieczne.

Życzę cierpliwości i smacznego.

Przepis i zeszłoroczne zdjęcia znajdziecie TUTAJ.

PS. W rzeczywistości wyglądały dużo lepiej niż na tym zdjęciu, ale w związku z imprezą nie udało mi się zrobić niczego lepszego. Jeśli foto was nie zachęca, to chociaż uwierzcie na słowo...

wtorek, 31 maja 2011

Tym razem, choć Cukiernia nadal oficjalnie nosi nazwę "u Polki" będzie to cukiernia Małgosi, tak samo jak majowa edycja. Przypomnieć sobie pozwolę, że dzieje się tak dlatego, że to właśnie Małgosia ze Smaków Alzacji przygarnęła porzucone dziecko Poli (Polu nie obraź się na mnie - tak mi pasuje napisać dla lepszej dramaturgii :). A ja niespodziewanie znów zostałam GOSPODYNIĄ (hura!!). Ponieważ lato mamy za pasem i wysyp przeróżnych owoców tuż, tuż, do zaproponowania mam ciasteczka uniwersalne. U mnie pojawiły się już w zeszłym roku w wersji z jabłkami, ale można je zastępować owocami dowolnej maści i przeznaczenia. Są pyszne, krucho - drożdżowe, niekłopotliwe, i pozwalają wykorzystać nadmiar nieskonsumowanych na świeżo owoców. Polecam je gorąco i zapraszam do udziału w Cukierni.

Dla pobudzenia wyobraźni, obejrzyjcie moje zeszłoroczne fotki. Są TUTAJ.

Składniki:

350 g mąki

200 g masła (część można zastąpić margaryną)

100g kwaśnej gęstej śmietany

1 jajko

1 żółtko

10 g drożdży

pół łyżki cukru (do drożdży)

500 g małych jabłek

pół szklanki cukru (do jabłek)

 

Wykonanie:

Mąkę przesiać, posiekać z masłem (wyjętym z lodówki) i drożdżami roztartymi z cukrem. Dodać śmietanę, jajko i żółtko i dalej wyrabiać siekając nożem. Potem jeszcze trochę wyrobić rękami. Ulepić kulę i włożyć do lodówki, najlepiej na noc. Ciasto w tym czasie trochę urośnie.

Jabłka obrać i pokroić w ósemki. Posypać cukrem i oczekać chwilę, aż puszczą sok i pokryją się glazurą. W tym czasie ciasto wyjąć z lodówki i rozwałkować na grubość ok 2-3 mm - podczas pieczenia urośnie, więc nie może być zbyt grube. Wycinać krążki - ja robiłam to okrągłą foremką do ciastek. Jabłka zawijać w ciasto jak pierożki, zlepić tylko końce. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przed pieczeniem posmarować pozostałym białkiem i posypać cukrem kryształem (niekoniecznie). Piec na złoto ok. 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180oC.

Smacznego :)



poniedziałek, 30 maja 2011

Właściwie miało jej nie być. Potem jednak miała być, ale potem zginął mój pies i znów jej miało nie być. Ale pies się jednak odnalazł i szarlotka jednak jest. Ostatnie tchnienie minionego weekendu, pełnego wrażeń i emocji, łez rozpaczy i łez szczęścia, jako zwieńczenie nieudanego przyjęcia z okazji rocznicy komunii mojej córki. Nieudanego, bo zamiast pełnego obiadu z deserem (w roli głównej miał wystąpić krem ze szparagów, a jako deser nowy sernik na zimno i szarlotka), podany został krem i szarlotka. Jednakże, jak mawiają Włosi: nieważne co na stole, ważne kto przy stole :)

Była tak dobra, że ledwo udało mi się uratować ostatnie jej szczątki do fotografii. Dzięki Gosiu za Twoje honorowe gospodarzenie. Dołączam swój wpis do Twojej Cukierni i szykuję się do czerwcowej edycji.

Ps. Przepis lekko zmodyfikowałam :)

Przy okazji dorzucam też przepis do akcji "Ra-bar-bar":

 

Składniki na ciasto:

  • cukier waniliowy lub łyżeczka esencji waniliowej (zapomniałam dodać)
  • 125 g cukru pudru
  • 250 g mąki
  • 125 g masła o temp. pokojowej
  • 1 jajko


Składniki na nadzienie:

  • 0,6 kg jabłek
  • 0,4 kg rabarbaru
  • 200 g cukru (użyłam tylko 1 łyżki)
  • 1 płaska łyżka mąki (pominęłam)

Kruszonka:

  • 40 g masła
  • 40 g cukru
  • 50 g mąki

Wykonanie:

Jabłka obrałam, pokroiłam w ósemki, a później w małe kawałki. Rabarbar umyłam i pokroiłam na kawałki ok 1,5 cm.

Zagniotłam szybko ciasto. Należy to robić tylko do czasu połączenia się składników, żeby nie było później twarde. Powinnam je zawinąc w kulę, owinąć folią i włożyć do lodówki, ale po atrakcjach minionej doby po prostu zapomniałam. Formę o wymiarach ok. 20x30 cm wyłożyłam papierem do pieczenia i wylepiłam ciastem spód foremki. W międzyczasie rozgrzałam piekarnik do 180oC. Podpiekłam ciasto (powinno być ponakłuwane widelcem, ale też zapomniałam) przez około 10 minut. W tym czasie w miseczce wymieszałam składniki kruszonki.

Na podpieczone ciasto wyłożyłam pokrojone owoce (tu celowo pominęłam etap ich wcześniejszej obróbki termicznej), posypałam łyżką cukru i kruszonką, po czym zapiekłam przez kolejne 30 minut.

Szarlotka przed pokrojeniem powinna ostygnąć, ale nie zdążyła. Zjedliśmy ja na ciepło :)

Mniam

piątek, 27 maja 2011

Sprawy jak widać lekko się skomplikowały. Polka straciła serce do zajmowania się cukiernią, ale w tym samym momencie Małgosia z bloga Smaki Alzacji poczuła poryw serca i natychmiast osieroconą cukiernię adopotowała. W związku z komplikacjami jakie sie pojawiły,  podsumowanie kwietniowej edycji robię ja, tu i teraz. Problem mam jedynie z ustaleniem, kto uczestniczył. Zamieszczam więc linki do wypieków, które udało mi się ustalić samodzielnie. Jeśli jest jeszcze ktoś kto uczestniczył w cukierni, a został pominięty - wystarczy że w komentarzu pod tym postem napisze, a ja natychmiast uaktualnię wpis.

Oto lista osób, które wzięły udział w kwietniowej edycji Cukierni u Polki:

Gosienkah z bloga "Z mojego podwórka" - przygotowała pieczony sernik z karmelkami daim

Margot11 z bloga "Kuchnia Alicji" - sernik pieczony z ciastkami oreo

Ko ko ko z bloga o tej samej nazwie - sernik pieczony z ciastkami oreo

MałgosiaZ z  bloga "Smaki Alzacji" - sernik na zimno z karmelkami daim

no i na końcu ja - zrobiłam dwa serniki z ciastkami oreo: na "ciepło" i na zimno

Wszystkim, którzy wzięli udział w "mojej" edycji cukierni bardzo serdecznie dziękuję. Mam nadzieję, że nie rozczarowały Was moje propozycje.

 

W związku z tym że Cukiernia u Polki została przygarnięta od maja przez Małgosię ze Smaków Alzacji zapraszam na jej bloga - jeszcze zdążycie wziąć udział w majowej edycji:

Cukiernia # 1- maj

 

A już niebawem edycja czerwcowa w której znów założę fartuch gospodyni :) Propozycja będzie letnia i uniwersalna. Jestem pewna, że wam posmakuje.

czwartek, 12 maja 2011

Witam wszystkie cukierniczki i cukierników, którzy piekli lub robili serniki w kwietniowej cukierni. Ponieważ Polka zrezygnowała całkowicie i nieodwołalnie z prowadzenia cukierni, usuwając ją ze swojej strony, proszę Was o zamieszczanie w komentarzach linków do Waszych prac. Zamieszczę własne podsumowanie, jak tylko wrócę do domu. Jednocześnie dziękuję wszystkim za udział w "mojej" cukierni już dziś, niezależnie od tego czy napiszecie do mnie czy nie. Mam też nadzieję, że serniki które zaproponowałam nie zawiodły Waszych oczekiwań.

Pozdrawiam i czekam na linki.

środa, 27 kwietnia 2011

Chociaż nie spodziewałam się, że sernik oreo na zimno będzie lepszy od pieczonego, nie mogłam go nie zrobić, po tym, jak rzuciłam wyzwanie innym w Cukierni u Polki. Rzeczywiście stało się tak jak przewidywałam. Sernik na zimno jest pyszny - nie można mu nic zarzucić. Problem w tym, że jego "ciepła" wersja, jak dla mnie była doskonała. Do tego ten uwodzicielski aromat, który roztaczał się podczas pieczenia...

Jeden i drugi sernik wart jest grzechu. Smakiem różnią się niewiele. Bardziej konsystencją. Pieczony jest grudkowaty, jak to sernik. Ten na zimno ma konsystencję zbliżoną do ptasiego mleczka. Obydwa są kwaskowe (jak na serniki przystało), bardzo białe (choć ten na zimno jest bardziej), w obydwu masa ciasteczkowa wyglądem i smakiem wyraźnie kontrastuje z serem.

Oto mój pomysł na sernik na zimno z ciasteczkami oreo:

Składniki na spód:

  • 160 g ciastek Oreo bez masy, czyli około 225 g ciastek z masą, którą usuwamy
  • 60 g masła, roztopionego

Ciastka rozkruszamy na piasek i mieszamy z roztopionym masłem. Dno tortownicy o średnicy 21 cm wykładamy folią aluminiową. Masę ciasteczkową wysypujemy na spód i wyrównujemy, lekko ugniatając. Wstawiamy do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

Składniki na masę:

  • 600 g twarogu (zmielonego przynajmniej dwukrotnie) lub twarogu śmietankowego - użyłam wiaderkowego
  • 1 szklanka (250 ml) creme fraiche (można kremówkę wymieszać z łyżką maślanki i odstawić na dobę do ukwaszenia)
  • 2 łyżki żelatyny
  • 4-5 łyżek wrzątku
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 3/4 szklanki cukru
  • 50 g ciastek Oreo bez masy (około 80 g z masą), pokruszonych, do posypania
  • opcjonalnie pół szklanki śmietany kremówki i 2 łyżeczki cukru pudru do dekoracji

Ser, creme fraiche, ekstrakt i cukier krótko miksujemy na gładką masę. Żelatynę rozpuszczamy w gorącej wodzie. Ponieważ jest to dość trudne - najlepiej wstawić szklankę z żelatyną do miski napełnionej gorącą wodą. Nie czekamy aż żelatyna ostygnie, ponieważ w kontakcie z zimnym serem natychmiast stężeje. Wlewamy ją więc do masy serowej kiedy jest jeszcze bardzo ciepła i szybko miksujemy.  Gotową masę wykładamy na ciasteczkowy spód.  Zostawiamy w lodówce do stężenia na całą noc. Przed podaniem dekorujemy bitą śmietaną i posypujemy rozkruszonymi ciasteczkami.


Wersja do druku

niedziela, 10 kwietnia 2011

 

Niezła zabawa. Pokruszone ciasteczka najpierw wyglądały jak najprawdziwszy torf, a po dodaniu stopionego masła zamieniły się w substancję do złudzenia przypominającą wyglądem wywalony z "plajdziarki" świeży asfalt. Te grudki, ten połysk... Nic dodać, nic ująć.

Podczas pieczenia wyglądał baardzo obiecująco. Mniej więcej po półgodzinie po domu zaczął snuć się cudowny sernikowy aromat, drażniący nozdża, powodujący lekki ślinotok i składający obietnicę nieba. Ale! Nie wyprzedzajmy faktów. W końcu każdy sernik podczas pieczenia pachnie obłędnie, podczas gdy smak okazuje się często być zupełnie inną bajką. I tak próba smaku przypadnie dopiero nazajutrz. Na dodatek pochwaliłam się koleżankom i obiecałam, że "przyniosę go jutro do spróbowania". A co, jeśli sernik okaże się pomyłką?... O matko, co za stres! Przynajmniej wygląd będzie miał nieziemski - choć prawdę powiedziawszy to właśnie jego ziemski (albo lepiej - ziemisty) wygląd sprawił, że nie mogłam o nim zapomnieć. Czekać do jutra? Jak!!!


Składniki na spód:

  • 160 g ciastek Oreo bez masy, czyli około 225 g ciastek z masą, którą usuwamy
  • 60 g masła, roztopionego

Ciastka rozkruszamy na piasek i mieszamy z roztopionym masłem. Dno tortownicy o średnicy 21 cm wykładamy folią aluminiową. Masę ciasteczkową wysypujemy na spód i wyrównujemy, lekko ugniatając.

Składniki na masę:

  • 600 g twarogu (zmielonego przynajmniej dwukrotnie) lub twarogu śmietankowego - użyłam wiaderkowego
  • 1 szklanka (250 ml) creme fraiche (można kremówkę wymieszać z łyżką maślanki i odstawić na dobę do ukwaszenia)
  • 3 jajka
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 3/4 szklanki cukru
  • 70 g ciastek Oreo bez masy (około 100 g z masą), pokruszonych, do posypania - ja użyłam więcej

Nagrzewamy piekarnik do 180oC. Wszystkie składniki miksujemy ze sobą na gładką masę. Gotową masę wykładamy na ciasteczkowy spód. Pieczemy 60 minut. Środek sernika ma się tylko ściąć. Nie pieczemy do tzw. suchego patyczka. Zostawiamy do stężenia na całą noc. Posypujemy rozkruszonymi ciasteczkami.

 

Sernik jest pyszny, bardzo kremowy, lekko słodko-kwaśny, doskonale komponuje się z ciasteczkami. Byłam bardzo mile zaskoczona, bo okazało się, że to jest taki rodzaj sernika pieczonego, który lubię :) Nawet doszłam do wniosku, że wersja na zimno jeśli będzie lepsza od pieczonej, to raczej różnica nie będzie spektakularna, tak jak było w przypodaku sernika daim, gdzie wersja na zimno okazała się o wiele bogatsza smakowo niż pieczona. Niemniej ta też ma swoich zwolenników. Polecam sernik oreo. Uwodzi zapachem, urzeka wyglądem i oszałamia smakiem :) :) :)

 

Wersja do druku

piątek, 01 kwietnia 2011

Idzie wiosna, z nią Wielkanoc, a za nimi podąża lato. Już czuję to ciepło, ten leniwy upływ czasu w niedzielne poranki, spędzane z kawą na tarasiku przed domem i ten smak sernika na zimno z kajmakiem, posypanego chrupiącymi kawałeczkami karmelków, rozpływającego się w ustach. Mmmm, życie potrafi być piękne...

No ale czas wrócić do Cukierni.

Do zaproponowania mam trochę pieczenia i trochę zabawy. Bardzo lubię serniki, głównie na zimno. Początkowo robiłam to co znalazłam w internecie – gotowe przepisy, ale z czasem przestało mi to wystarczać i zaczęłam eksperymentować. Główny nurt tych eksperymentów to przerabianie przepisów na serniki pieczone i robienie z nich serników na zimno. Najbardziej udaną próbą był sernik z karmelkami daim i ten chciałabym zaproponować jako pierwszy. Drugi to sernik z ciastkami oreo. Jeszcze nie jest wypróbowany, ale w związku z pojawieniem się tych ciastek na polskim rynku, zaczął się pojawiać na blogach kulinarnych. Obydwa przepisy podstawowe (czyli na serniki pieczone) pochodzą z bloga Moje Wypieki, natomiast przeróbka sernika z karmelkami daim na sernik na zimno jest mojego autorstwa.

A na czym ma polegać zabawa? Po pierwsze na tym żeby przerobić przepis na sernik pieczony z ciastkami oreo i przygotować sernik na zimno, lub przygotować sernik w dwóch wersjach – pieczonej i na zimno. A dla tych, którzy nie mają weny, doświadczenia, chęci, lub czegokolwiek innego, proponuję rozwiązanie gotowe w postaci sernika z karmelkami. Karmelki daim można z powodzeniem zastąpić batonami twix, bez szkody dla smaku, więc nie będzie problemu z dostępnością. Dla porównania zachęcam Was do zrobienia sernika w dwóch wersjach - "ciepłej" i "zimnej".

Zapraszam do zabawy. A oto przepisy:

 

Sernik pieczony z karmelkami daim:

Składniki na spód:

  • 160 g ciastek digestive
  • 60 g masła
  • 50 g drobno posiekanych batoników daim

Składniki na masę serową:

  • 600 g twarogu półtłustego zmielonego dwukrotnie (lub sera twarogowego śmietankowego)
  • 1 niepełna szklanka cukru
  • 1 opakowanie budyniu waniliowego (40 g)
  • 2 łyżki kaszy manny
  • 3 jajka
  • 150 ml kwaśnej śmietany 18%
  • 150 ml śmietany kremówki
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 100 g posiekanych batoników daim

Składniki na wierzch:

  • 200 g kajmaku najlepiej z puszki
  • 50 g posiekanych batoników daim

Wykonanie:

Ciastka rozdrabniamy na piasek i dodajemy roztopione masło oraz posiekane karmelki. Masę ciasteczkową przesypujemy do okrągłej formy wyłożonej papierem i uklepujemy łyżką, żeby powstał spód. Wkładamy do lodówki do czasu przygotowania masy serowej.

Mikserem ucieramy zmielony twaróg ze śmietaną, cukrem, budyniem (proszkiem), kaszą i ekstraktem z wanilii, do uzyskania gładkiej masy. Wbijamy po jednym jajku i nadal ucieramy. Na koniec dodajemy posiekane karmelki, mieszamy i przelewamy do tortownicy, na przygotowany spód. Pieczemy w temeraturze 180oC przez około 60-70 minut. Po upieczeniu czekamy aż ostygnie i stężeje. Najlepiej wtawić go do lodówki na całą noc. Przed podaniem smarujemy wierzch sernika masą kajmakową i posypujemy posiekanymi karmelkami.

Kaszę mannę można w tym przepisie pominąć, sernik na pewno na tym zyska. Mnie się jednak moja masa serowa wydawała zbyt rzadka. Dosypałam więc kaszę, żeby wilgoć z sera miała się gdzie wchłonąć. Myślę jednak, że nie było to potrzebne, a zepsuło smak ciasta.

Wygląda on tak jak na tym zdjęciu:

http://trzypomidory.blox.pl/2010/10/Sernik-pieczony-z-karmelkami-daim.html

 

Sernik na zimno z karmelkami daim:

Składniki na spód:

  • 160 g ciastek digestive
  • 60 g masła
  • 50 g drobno posiekanych batoników lub cukierków daim

Ciastka rozdrabniamy w malakserze lub wałkiem na piasek, mieszamy z roztopionym masłem i drobno posiekanymi batonikami. Tortownicę o średnicy 21 cm  wykładamy papierem do pieczenia i wciskamy w dno  masę ciasteczkową. Chłodzimy  w lodówce do czasu przygotowania masy serowej.

Masa serowa:

  • 600 g twarogu półtłustego zmielonego trzykrotnie (lub sera twarogowego śmietankowego)
  • 0,5 szklanki cukru
  • 1 opakowanie budyniu waniliowego (40 g) + 250 ml mleka
  • 250 ml śmietany kremówki
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 100 g posiekanych batoników lub cukierków daim (mozna zastąpić batonami twix)
  • 2 łyżki żelatyny

Wierzch:

Pół puszki masy kajmakowej (ok. 200 g)

50 g batoników daim

Budyń gotujemy na jednej szklance mleka i odstawiamy do wystudzenia. Twaróg miksujemy z cukrem na puszystą masę, dodajemy przestudzony budyń i ekstrakt waniliowy. Ponownie miksujemy, do połączenia składników. Rozpuszczamy żelatynę w 3-4 łyżkach gorącej wody. Jeśli nie chce się rozpuścić to wstawiamy naczynie  z żelatyną do miski z wrzątkiem. Odstawiamy żelatynę do ostygnięcia.

Śmietanę ubijamy na sztywno. Żelatynę powoli dodajemy do sera. Dobrze jest jak obie masy są lekko ciepłe, wówczas żelatyna nie będzie się ścinać w niekontrolowany sposób. Dodajemy śmietanę i posiekane cukierki daim i mieszamy wszystkie składniki. Przekładamy masę na spód z ciastek i wstawiamy do lodówki na minimum 4 godziny, a najlepiej na całą noc. Przed podaniem wierzch smarujemy kajmakiem i posypujemy posiekanymi karmelkami.

Tak wygląda gotowy:

http://trzypomidory.blox.pl/2010/10/Sernik-z-karmelkami-daim-na-zimno.html

 

Sernik pieczony z ciastkami oreo:

(cytuję prawie w całości za Dorotą z Moich Wypieków z niewielkimi, własnymi wtrętami)

Składniki na spód:

  • 160 g ciastek Oreo (bez masy)
  • 60 g masła, roztopionego

Ciastka pokruszyć na piasek, wymieszać z roztopionym masłem. Tortownicę o średnicy 21 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Masę ciastkową wysypać na spód, wyrównać.

Składniki na masę serową:

  • 600 g twarogu (zmielonego przynajmniej dwukrotnie) lub twarogu śmietankowego
  • 1 szklanka (250 ml) creme fraiche (można kremówkę zakwasić maślanką)
  • 3 jajka
  • 2 łyżki skrobi ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 3/4 szklanki cukru
  • 70 g ciastek Oreo, pokruszonych, do posypania (bez masy)

Wszystkie składniki zmiksować na gładką masę (jajka dodajemy w całości). Wylać na ciasteczkowy spód.

Piec w temperaturze 180ºC przez 60 minut. Sernik powinien być ścięty na środku (nie pieczemy do tzw. suchego patyczka).

Wystudzić, schłodzić przez noc w lodówce. Na górę wysypać pokruszone ciastka.

 

Sernik na zimno z ciastkami oreo:

Wymyślcie sami :):):)

środa, 30 marca 2011

Za kilka dni, z początkiem kwietnia, znów spotkamy się w Weekendowej Cukierni. Po przerwie i pod zmienionym szyldem, ale jestem pewna, że będzie to ta sama cukiernia: smaczna, pachnąca i pełna entuzjazmu uczestników. A gospodynią pierwszego w tym roku wydania - wszystko na to wskazuje - będę JA :)

Zapraszam więc już dziś do uczestnictwa. Moje propozycje będą wiosenno - wielkanocne, z lekkim powiewem lata i polem do rozwoju inwencji twórczej. Mam nadzieję, że Wam się spodobają.

Czekam więc w kwietniu w Cukierni Polki z moimi wiosennymi propozycjami :)

niedziela, 20 marca 2011

Polka powraca!!! I to w każdym sensie. Dla mnie najważniejszy to ten, że wraca Weekendowa Cukiernia, choć w zmienionej szacie i pod zmieniona nazwą, ale wraca!

Witaj w domu Polko :)

Patronuj dalej dzielnie Cukierni, bo bez niej i bez Ciebie smutno i nudno...

sobota, 16 października 2010

To kolejna propozycja Weekendowej Cukierni. Początkowo podchodziłam do nich jak do jeża, ale podejmując decyzję o przystąpieniu do Weekendowej Cukierni obiecałam sobie, ze będę regularnie w niej uczestniczyć. Na szczęście dla mnie Pinkcake, która jest gospodynią tego wydania, zaproponowała dwa przepisy: jeden na buraczane ciasto czekoladowe, a drugi na rogaliki marchewkowe właśnie. Buraczanego bym nie upiekła i tym samym złamałabym słowo dane sobie na początku, ale te rogaliki.... Postanowiłam spróbować.

Właśnie siedzę i chrupię sobie cieplutkie jeszcze, nadziane powidłami śliwkowymi rogaliki i muszę przyznać, że są naprawdę pyszne, a do tego wyjątkowo proste w wykonaniu.


Składniki:

200 g marchewki startej na drobnych oczkach
kostka masła lub margaryny
2 szklanki mąki
2-3 łyżki cukru pudru

na nadzienie: gęsta marmolada brzoskwiniowa, morelowa lub dowolna inna byle gęsta


Wykonanie:

Wszystkie składniki zagniotłam, ciasto podzieliłam na cztery części, z każdej z nich rozwałkowałam koło i podzieliłam na osiem części.Posmarowałam powidłami śliwkowymi i zawinęłam rogaliki zlepiając im końce. Piekłam przez 30 minut w piekarniku rozgrzanym do 180oC.Jeśli ciasto będzie zbyt luźne lub lepiące trzeba dosypać więcej mąki.

Rogaliki są chrupiące i smaczne, mają ładny kolor, a marchewka nie jest w nich wyczuwalna.

 

Wersja do druku

poniedziałek, 20 września 2010

 

 

No cóż... Rożki są rewelacyjne po prostu. W mojej wersji wystąpiły w dżemem z czarnej porzeczki domowej roboty i nie wyobrażam ich sobie w innym towarzystwie. Wychodzą maleńkie i pyszne. Znikają z prędkością światła. Trzeba przy nich trochę popracować ale efekt zdecydowanie wart jest poświęcenia. Zapraszam do pieczenia i do przeczytania ciepłego wspomnienia o Babci Rózi. Tam też znajdziecie oryginalny przepis na te małe dzieła sztuki. Cytuję za Basią:


Składniki:

100 ml letniego mleka

5 dag drożdży

5 łyżek cukru

30 dag mąki

3 żółtka

15 dag masła

konfitura z róży lub dobre powidła (na nadzienie) ·

cukier kryształ (do obtaczania rogalików)

 

Wykonanie:

Mleko, drożdże i cukier wymieszać i zostawić na kilkanaście minut żeby drożdże podrosły, następnie wymieszać z żółtkami i wlać do maki wymieszanej z masłem (jeśli żółtka SA duże, a masło miękkie ciasto potrzebuje dodatkowych 50g maki), zagnieść ciasto i włożyć do głębokiego naczynia z bardzo zimna woda i czekać az ciasto wypłynie (jak nie wypłynie to wyjąc po około 20 minutach - zwykle wypływa, ale czasem nie chce :) Ciasto wyjąc z wody, wyłożyć na omączona stolnice, podzielić ciasto na 8 części, wałkować okrągłe placki o 2-3 mm grubości, ciąć na trójkąty (każdy krążek na 12 trójkątów), na szerszym końcu każdego trójkąta położyć pół łyżeczki nadzienia, Zwinąć, szczelnie ścisnąć rogi, piec na złoto w temp. 175st. Po upieczeniu, jeszcze cieple, mącząc górna cześć w białku, następnie w cukrze krysztale. Boskie!

 

Tak wyglądały rożki tuż po upieczeniu:


A tu już tylko smętne resztki po wyjściu gości:

 

 

Wersja do druku

piątek, 17 września 2010

 

Tym plackiem przyłączam się do wrześniowej edycji Weekendowej Cukierni. Ciasto jest niekłopotliwe, dobrze się wyrabia a podczas jego wyrastania mamy czas na pestkowanie śliwek. Podczas pieczenia z piekarnika wydobywał się zabójczy aromat śliwek, zapowiadający prawdziwą ucztę. Nie zawiodłam się. Placek jest naprawdę pyszny, choć nie jestem obiektywna, bo bardzo lubię ciasta ze śliwkami. Niemniej jednak ten placek z pewnością znajdzie się w czołówce moich ulubionych "śliwkowców". Przepis cytuję za gospodynią tej edycji - Carmelliną.

 

Składniki:

- 20 g świeżych drożdży

- 200 ml letniego mleka

- 400 g mąki

- szczypta soli

- 1 jajko

- 100 g cukru + 1 łyżka

- 75 g roztopionego masła

- 1,25 kg węgierek

- 50 g posiekanych migdałów

- 1/2 łyżeczki cynamonu

 

Wykonanie:

Drożdże rozrobić z mlekiem i 1 łyżką cukru i odstawić na 15 min, by zaczyn zaczął pracować. Połowę mąki, sól, jajo i 75 g cukru wymieszać z rozczynem drożdżowym i roztopionym masłem. Wyrobić ciasto, dodając stopniowo pozostałą mąkę. Ciasto powinno odchodzić od brzegów miski. Jeżeli się klei, należy dosypać trochę więcej mąki. Pozostawić ciasto pod przykryciem przez 30 min do wyrośnięcia.

Węgierki umyć, osuszyć, wypestkować i przekroić na ćwiartki.

Ciasto energicznie zagnieść, by je odpowietrzyć, a następnie rozwałkować. Standardową blachę posmarować masłem i rozłożyć na niej równomiernie rozwałkowane ciasto. Na cieście ułożyć śliwki, posypać migdałami. Pierkarnik nagrzać do temperatury 220 st. C. Piec ciasto na dolnym poziomie piekarnika przez 30 min.

Pozostały cukier wymieszać z cynamonem i posypać nim jeszcze ciepłe, upieczone ciasto.

 

Wersja do druku

Bake Bread for World Bread Day 2011
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...