Życie ze smakiem

Obiady

środa, 11 marca 2015

Pyszna, prosta, baaardzo szybka. Lubię takie dania nad wyraz. Przepis wymyśliłam na poczekaniu siedząc nad miską podobnej zupy w restauracji Sarzyński w Lublinie. Zupa jest lekka, rozgrzewająca i naprawdę bardzo szybka. Smaku i lekkiej ostrości nadają jej rukola i parmezan. Nie rezygnujcie z nich, ale też nie przesadźcie z ilością. Krem jest z kalafiora, reszta to przyprawy.

Zaczynamy:

Nieduży kalafior dzielimy na małe różyczki, płuczemy.

Dwa ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę, płuczemy.

W dużym rondlu (ok. dwulitrowym) roztapiamy 1,5 łyżki masła, wrzucamy ziemniaki i chwilę podsmażamy mieszając. 

Do ziemniaków wrzucamy kalafior i mieszamy smażąc jeszcze dosłownie pół minuty (tyle ile trwa wymieszanie składników).

Wlewamy tyle wrzątku, żeby prawie przykrył warzywa. 

Lekko solimy i gotujemy na małym ogniu do miękkości ziemniaków. 

Możemy dodać odrobinę świeżych ziół. Ja dodałam dwie nieduże gałązki oregano. Jak dodamy inne zioła, zupa leciutko zmieni zapach i smak. Można oczywiście tych ziół użyć więcej, ale trzeba to sobie indywidualnie przetestować - jakie ziele, w jakiej ilości.

Możemy dodać  łyżkę mąki ryżowej (TUTAJ). Nie wpłynie na smak zupy, za to poprawi jej konsystencję.

Miksujemy blenderem na krem, po czym dosmaczamy solą i pieprzem. Zupa powinna być wyczuwalnie pikantna.

Podajemy przybraną kilkoma liśćmi rukoli i posypaną parmezanem.

 

W wersji wegańskiej rezygnujemy z parmezanu, a masło zastępujemy oliwą z oliwek, lub innym olejem nierafinowanym.

sobota, 07 marca 2015

Uwielbiam sałaty. Taka miła odmiana po dzieciństwie spędzonym na nielubieniu tychże. Lubię sałatę rzymską, mieszanki wszelkie. Roszponkę uwielbiam za jej fantastyczny wygląd na talerzu. Te małe pióropusze zdobią talerz i zabawnie wyglądają znikając w ustach. Rukola budziła moją nieufność, do czasu aż wdarła się w me życie pod postacią tej właśnie sałatki.

Nie wymyśliłam tego sama, uczciwie przyznaję, że jadłam tę sałatkę u mojej siostry. Poraziła mnie jej prostota i smak. Dlatego dziś pojawiła się na moim talerzu w towarzystwie kotlecików kalafiorowo-brokułowych i kaszy gryczanej. Dla mnie luksus to nie Rolex, tylko wspaniały smak zdrowych potraw.

Oto więc luksusowa sałata w prostej odsłonie:

Po pół opakowania rukoli i roszponki płuczemy i osuszamy.

Przekładamy sałaty do dużej miski

Pół dojrzałego, ale niezbyt miękkiego awokado obieramy ze skórki, przekrawamy ponownie na pół i kroimy w plasterki. Lub jakkolwiek :) Dodajemy do sałaty.

Całość polewamy dressingiem miodowo-pomarańczowym (TUTAJ).

I to by było na tyle :)

Jeśli dodamy do sałaty kiełki słonecznika i odrobinę sera pleśniowego uzyskamy sałatkę imprezową, która z pewnością zadowoli podniebienia naszych gości. Aaa! Orzechy włoskie też nie będą od rzeczy :) Mała garść posiekanych niezbyt drobno :)

Unikam mięsa. Traktuję je jako przyprawę. Zdarza mi się w zupie lub w sałatce. Na obiadowym talerzu gości bardzo rzadko. Nie brakuje mi go. Jedna bardzo wielu z alternatyw to te kotleciki.

 

ok.  60 dag mieszanki kalafiora i brokuła - ugotować na parze, ostudzić, rozdrobnić widelcem lub posiekać.

ok. 1/4 szklanki kaszy jaglanej ugotować i studzić.

do dużej miski przełożyć warzywa i kaszę jaglaną

dodać 2 jajka

i 1 łyżkę mąki ryżowej (zobacz jak ją zrobić TUTAJ)

Na patelni zeszklić na niedużej ilości oliwy pół średniej wielkości cebuli, pokrojonej w kostkę i posiekany ząbek czosnku, dodać do warzyw.

Doprawić solą, pieprzem i odrobiną tymianku i dosypać (opcjonalnie) 1 łyżkę świeżo zmielonego siemienia lnianego.

Wykończyć małą garścią pokruszonych płatków migdałowych. Jeśli dodamy koper zamiast płatków, zmienimy nieco charakter kotlecików. Kopru raczej sporo.

Rozgrzać piekarnik do 180 st. C

Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia i lekko posypać bułką tartą (pieczone kotlety warzywne mają tendencję do przywierania, gdyż nie mają w sobie tłuszczu).

Pieczemy około 20 minut.

Jemy ze smakiem, z kaszą gryczaną na sypko i surówką z rukoli i roszponki (TUTAJ)

poniedziałek, 11 lipca 2011

Jeszcze nigdy do tej pory nie używałam w swojej kuchni sera ricotta. Kupiłam więc opakowanie bez wyraźnego celu, ot tak na wszelki wypadek. No i dobrze, bo jeszcze tego samego dnia Małgosia ze Smaków Alzacji, moja internetowa bratnia dusza, zaproponowała przepis na muszelki nadziewane szpinakiem i ricottą. Niby nic nadzwyczajnego, ale pod koniec przepisu napisane było: "przed podaniem posypać mielonymi migdałami". I to było to! Pozostało do sera dokupić muszle i szpinak i wziąć się do dzieła.

Samo danie jest szalenie proste w przygotowaniu, muszle nie zrobią problemów podczas nadziewania. Nie ma znaczenia czy szpinak jest papką czy liściem, bo elegancko pakuje się do muszelki i nie grymasi, że mu ciasno. Danie jest łagodne i kremowe (za sprawą sera i śmietany). Następnym razem jednak spróbuję nieco zaostrzyć mu smak. Może więcej czosnku, może bardziej zdecydowane przyprawy, jeszcze nie wiem. I z całą pewnością posypię danie płatkami migdałowymi jeszcze przed pieczeniem. Liczę na to, że wzmocni to aromat migdałów i będą w potrawie bardziej wyczuwalne.

Zapraszam do stołu!

Składniki:

  • 250 g makaronu typu muszle
  • 500 g szpinaku 
  • 2 ząbki czosnku (dałam 4 i następnym razem jeszcze dołożę)
  • 250 g sera ricotta
  • 200 ml śmietanki (dodałam 250 ml)
  • sól i grubo zmielony pieprz
  • oliwa z oliwek
  • mielone migdały do posypania na koniec

 Wykonanie:

 Makaron gotujemy al dente. Szpinak rozmrażamy na patelni lub w rondlu. Jeśli używamy świeżego to najpierw blanszujemy go przez kolka minut we wrzątku, a dopiero potem przekładamy na patelnię. Dodajemy czosnek, posiekany i roztarty z odrobiną soli, oraz pokruszony ser ricotta. Na koniec doprawiamy solą i pieprzem.

Na dno naczynia żarooodpornego wlewamy śmietankę i posypujemy ją solą i pieprzem. Ugotowane muszle przelewamy zimną wodą, żeby nieco ostygły i nie kleiły się do siebie. Nadziewamy każdą muszelkę łyżeczką farszu i układamy w naczyniu. Na koniec wszystko skrapiamy oliwą. Wkładamy do mocno nagrzanego piekarnika na najniższą półkę i podgrzewamy. Nie umiem powiedzieć jak długo podgrzewałam muszelki, sami musicie rozpoznać moment kiedy potrawę należy wyjąć z piekarnika. Jedno jest istotne. Jesli będzie zbyt długo siedziała w piekarniku, brzegi muszelek wyschną i stwardnieją. Nie dopuśćcie do tego. Na koniec, przed podaniem posypujemy danie zmielonymi migdałami. Jeśli chcielibyście zapiec potrawę z migdałami, posypcie makaron płatkami migdałowymi. Mączka migdałowa może się przypalić. Z pewnością nie wpłynie to pozytywnie na smak potrawy.

Smacznego :)



Oprócz muszelek piekłam dziś jeszcze słone paluchy, które znajdziecie TUTAJ, oraz jagodzianki według przepisu Tatter, a na deser jedliśmy crumble  z agrestu, z razową kruszonką (już niebawem pochwalę się zdjęciami). Na dzisiejszy wieczór mam jeszcze zaplanowany kolejny sernik z jagodami.

Wiem wiem... Miałam dziś jakieś masochistyczne zacięcie. Upał sięgający 30oC, a ja cały dzień przy piekarniku :) Czasami człowiek musi...



Przepis dodaję do akcji "Viva la pasta! 2"

poniedziałek, 30 maja 2011

Prawie w ostatniej chwili udało mi się też ugotować zupę krem ze szparagów, której recepturę również zaczerpnęłam z Kuchni Bei :) Absolutny klasyk, podstawa i niezaprzeczalna królowa wśród zup-kremów. Tego trzeba spróbować. Jest idealna na przyjęcie: szybka i niekłopotliwa w wykonaniu, a jednocześnie wykwintna i salonowa. Polecam i dołączam do akcji "Sezon na szparagi".

 

Składniki:

  • 1 kg szparagów
  • 2 ziemniaki średniej wielkości
  • 2 małe cebule dymki (użyłam zwykłej cebulki)
  • 1 – 2 łyżki masła lub oliwy
  • 1 litr wody (lub wywaru)
  • sól, pieprz
  • śmietana (crème fraîche)

Wykonanie:

Szparagi myjemy, obcinamy stwardniałe końce i obieramy ich dolną część. Odkrawamy kilka najładniejszych główek, a resztę kroimy na małe kawałki. Cebulkę drobno siekamy i zrumieniamy na tłuszczu. Ziemniaki obieramy i kroimy w drobną kostkę, po czym wrzucamy do cebuli i dokładnie mieszamy. Zalewamy gorącą wodą (ok 300 ml) tak, zeby przykryła ziemniaki. gotujemy około 15 minut, po czym dodajemy szparagi (bez odłożonych gówek rzecz jasna) i wlewamy resztę wody. Gotujemy kolejne 20 minut, po czym zupę miksujemy. Doprawiamy solą i pieprzem, a przed podaniem zabielamy śmietaną. Podajemy udekorowaną ugotowanymi na parze główkami szparagów.

Zupa jest naprawdę pyszna, aksamitna i pożywna. Koniecznie spróbujcie :)

niedziela, 27 lutego 2011

Najlepsze potrawy zawsze biorą się z biedy. Prostota takich dań jest porażająca, a smak? Spróbujcie sami...

Spagetti aglio e olio to w podstawowej wersji tylko makaron z oliwą i czosnkiem. Najprostsze i najlepsze danie na świecie. Z czasem uległo modyfikacjom. Jedni dodają papryczkę chilli i zieloną pietruszkę, inni suszone pomidory. U mnie w wersji "na bogato" występują właśnie suszone pomidory, oliwki i kapary. A najlepsze jest na sam koniec. Kiedy w garnku zostaje nieco sosu którego już nie da się wygarnąć ani łyżką ani widelcem, lubię wziąć kawałek chlebka i "wylizać" nim garnek do czysta :) Pyszności...


Składniki na pół paczki makaronu:

około 6 - 7 łyżek oliwy

około 10 niedużych ząbków czosnku

szczypta ostrej papryki

6-7 kawałków suszonych pomidorów z oliwy

2-3 łyżeczki kaparów

2-3 łyżki oliwek pokrojonych w plasterki

odrobina pieprzu i duża szczypta mieszanki ziół włoskich


Wykonanie:

Gotujemy makaron według opisu na opakowaniu.

Czosnek obieramy i siekamy - nie musi być bardzo drobno. Nie należy przeciskać go przez praskę, bo natychmiast się przypali i zgorzknieje. Oliwę rozgrzewamy na patelni. dodajemy czosnek, króciutko przesmażamy i prawie natychmiast dodajemy pozostałe składniki. Przyprawiamy i smażymy jeszcze około 2-3 minut.

Gotowy sos przekładamy do garnka z odcedzonym makaronem i podgrzewamy krótko. Makaron bardzo szybko stygnie, stąd zawsze przed podaniem podgrzewa się makaron razem z sosem, żeby był gorący.

Przekładamy na talerze, posypujemy parmezanem lub innym twardym serem.

Smacznego :)

Wersja do druku

sobota, 12 lutego 2011

Najzwyklejszy kurczak pod słońcem. Po prostu kurczak. Tylko kurczak. Aż kurczak. To chyba najlepszy sposób na kurczaka, spośród wszystkich które wypróbowałam. Sposób mojej mamy. Sposób szybki, niezawodny. Jego prostota zahacza wręcz o wykwint. Spróbujcie sami.


Składniki:

  • 4 ćwiartki kurczaka
  • 500 g pieczarek
  • czubata łyżka masła
  • 1 nieduża cebula
  • sól, pieprz, ew. vegeta jeśli używacie
  • 2-3 gałązki rozmarynu


Wykonanie:

Nagrzewamy piekarnik do 200oC. Kurczaka myjemy i oddzielamy podudzia od udek. Układamy w naczyniu żaroodpornym lub w gęsiarce. Posypujemy solą, pieprzem i vegetą. Soli używamy więcej, jeśli rezygnujemy z vegety. Na wierzch układamy gałązki rozmarynu. Pieczemy przez 30 minut pod przykryciem w termoobiegu, po czym zdejmujemy przykrywkę i pieczemy kolejne 30 minut z włącząną górną grzałką lub opiekaczem.

Kiedy kurczak się piecze, przygotowujemy pieczarki. Jeśli są bardzo brudne - myjemy je. Jeśli nie to wystarczy je przetrzeć wilgotną ściereczką lub nie myć wcale. Pieczarki podczas mycia szybko nasiąkają wodą i stają się później wodniste i nieapetyczne, dlatego mycie jest ostatecznością. Na patelni rozgrzewamy masło, cebulkę kroimy w niezbyt drobną kostkę i szklimy na maśle. Dodajemy pieczarki i smażymy do czasu aż z patelni wyparuje sok z nich i zaczną się złocić. Solimy i posypujemy świeżo zmielonym pieprzem.

Upieczonego kurczaka podajemy z usmażonymi pieczarkami. Jako dodatki doskonałe będa pieczone ziemniaki i sałata ze śmietaną. Niezłym uzupełnieniem na talerzu będzie też dodatek żurawiny.

Smacznego :)

Wersja do druku

niedziela, 02 stycznia 2011

Dziś zapraszam na makaron domowej roboty, idealny do rosołu i pomidorowej z kluseczkami. Prosty skład, łatwość wykonania, a satysfakcja gwarantowana :)

Składniki:

200 g mąki pszennej

2 jajka

sól


Wykonanie:

Ze wszystkich składników zagniatamy jednolite, dość zwarte ciasto, podsypując je cały czas mąką, żeby się nie kleiło. Dzielimy je na trzy, cztery części i każdą z nich bardzo cienko rozwałkowujemy na płaty o grubości nie większej niż 1 mm. Cały czas podsypujemy mąkę, żeby ciasto nie przyklejało się do podłoża. Po rozwałkowaniu odkładamy na lniane ściereczki, na godzinę do dwóch i pozwalamy ciastu schnąć.

Podsuszone ciasto przekładamy na stolnicę posypaną mąką. Dość obficie posypujemy też wierzch ciasta i kroimy je na wstęgi o szerokości 5-6 cm, po czym układamy je jedna na drugiej. Teraz przystępujemy do krojenia makaronu. Ostrym nożem odkrawamy paseczki ok. 2 mm szerokie. W ten sposób postępujemy ze wszystkimi płatami ciasta, oczywiście z każdym z osobna. Poszatkowany makaron rozrzucamy po stolnicy, tak aby mógł jeszcze trochę podeschnąć.

W dużym garnku zagotowujemy osoloną wodę i wrzucamy do niej makaron, mieszając po każdej dołożonej porcji makaronu, żeby się nie skleił. Gotujemy krótko, do miękkości, odcedzamy i przelewamy obficie zimną wodą. W ten sposób zahartujemy makaron i nie będzie się sklejał.

Porcja wystarcza na jeden obiad dla 4-5 osobowej rodziny.

Poniżej instrukcja obrazkowa:

 

 

Wersja do druku

sobota, 01 stycznia 2011

Przepis pochodzi z książki Małgorzaty Kalicińskiej "Powroty nad rozlewiskiem". Autorka dodała do swojej powieści aneks zatytułowany "Notatki Bronisławy Matz", których lwią część stanowi opis przygotowania rosołów. Jeden z nich to rosół wołowy, drugi zaraz po rosole z kury, w naszej narodowej kuchni, a dla mnie stanowi numer jeden, odkąd zdobycie tzw. "szczęśliwej kurki" stało się wyczynem i wiąże się z wydaniem fortuny na jej pozyskanie. Dobrze przyrządzony rosół wołowy, choć cięższy w smaku od drobiowego, jest jednak wykwintny i bogaty. Polecam.

Cytuję za autorką:

"Wołowina ma być z kością. Bardzo dobra jest "pręga", czyli goleń lub góra przedniej nogi. Tam są grube rurkowate kości. Można taką kość nabyć u masarza. Nazywana jest "kością cukrową". W środku ma szpik, dawniej mówiono "tuk". To on nadaje rosołowi "oprawy". Jego smak jest niezastąpiony, a taki gorący, prosto z wnętrza kości, rozniesiony na chlebku, oprószony solą i pieprzem - mmmm! Kto nie jadł, ten traci!...

Bardzo dobry jest też szponder, czyli żebra z mięsem, bo w nich też jest siateczka kostno-szpikowa i trochę chrząstek, a rosół wołowy powinien być ciut kleisty. Najlepiej gdy po wystygnięciu zastyga w kleista galaretkę. Gratulujmy sobie cierpliwości. Oczywiście proporcje mogą być dowolne. Oby tylko włoszczyzny nie było więcej niż mięsa!

Ważne, aby po zagotowaniu mięso zszumować i  by po zszumowaniu już się ostro nie gotowało, bo zmętnieje.

Godzinę po zszumowaniu wrzuca się włoszczyznę. Nie powinno być za dużo marchwi, niepotrzebnie zasłodziłaby rosół. Ostrzegam też przed nadmiarem selera i pietruszki, bo rosół zrobi się zbyt jarzynowy w smaku. Kapusta, włoska koniecznie, też w takiej ilości, by nie wyszedł kapuśniak. Włoska kapusta wspaniale komponuje się z wołowiną. Jeśli ziele angielskie i listek laurowy,to mało, bo zrobimy wywar do flaków, a nie rosół.

Pieprz na samym końcu, razem z usiekaną pietruszką - do wazy.

Ten rosół dobrze jest ugotować i dać mu parę godzin wytchnienia. Wtedy puści wszystkie swoje smaki.

Do takiego rosołu doskonały jest domowy makaron.

Po staropolsku smakuje taki rosół z lanym ciastem, ale tak, by nie rozciapać go jak budyniu. Ciasto musi być wystarczająco "jajeczne" (można ciasto włożyć do foliowego woreczka, zrobić małą dziurkę i lać).

Można kłaść na wrzącą wodę kluseczki z ciasta francuskiego (jajo, mąka, ciutka masła i tyle wody by konsystencja była "budyniowa") małą łyżeczką. Bardzo atrakcyjny jest rosół, do którego robimy kluseczki wątrobiane lub szpikowe. Opisuje to szczegółowo Lucyna Ćwierciakiewiczowa w swoim słynnym dziele 365 obiadów.

Do takiego czystego rosołu w bulionówkach pasuje też podane osobno w kieliszku do jajek żółtko."

 

Receptura, jak widać niezbyt szczegółowa, ale wystarcza w zupełności by przyrządzić pyszny aromatyczny rosół. A na zdjęciu z domowym makaronem, który jużkrótce na blogu. Smacznego :):):)

 

Wersja do druku

czwartek, 02 września 2010

bigos cukiniowy

Hm... Serial z cukinią w roli głównej zaczyna trącać tasiemcem, ale cóż poradzę, że tak mnię na to zacne warzywo wzięło :)

Potrawa jest bardzo prosta i szybka w wykonaniu. Nadaje się na lekką kolację dla niespodziewanych gości. Przygotowuje się ją ze składników które mamy zwykle w domu, więc nie wymaga kosztownych nakładów i wcześniejszego przygotowania. No a poza tym jest naprawdę smaczna. Lekko zmodyfikowany przepis pochodzi od mojej bratowej.

Zapraszam


Składniki:

2 spore cukinie (ok. 1,2 kg)

1 średnia cebula

200 g kiełbasy (używam podwawelskiej)

1 łyżka smalcu

1 łyżka mąki

1 łyżka koperku

sól i pieprz do smaku

olej do zmażenia


Wykonanie:

Cukinię myjemy, przecinamy wzdłuż na pół i kroimy na cinkie plasterki. Użyłam szatkownicy. Można też zetrzeć cukinię na grubych oczkach, lub pokroić w drobniejszą kostkę. Wszystko zależy od Waszych upodobań.

Do głębokiej patelni lub szerokiego garnka wlewamy olej i szklimy na nim cebulę pokrojonę w kostkę. Dorzucamy cukinię i krótko smażymy na mocnym ogniu. Zmniejszamy ogień, dodajemy kiełbasę pokrojoną w kostkę, przyprawiamy solą i pieprzem i dusimy około 10 minut. Na patelni topimy smalec i dodajemy do niego mąkę. Smażymy chwilę, aż mąka się zezłoci. Z garnka z bigosem wybieramy kilka łyżek soku, wlewamy na patelnię i szybko mieszamy po czym wlewamy całą zasmażkę do bigosu. Gotujemy ok. 2 minut. Dodajemy koper, lub pietruszkę, lub rukole, lub co kto lubi z zieleniny. Podajemy z ziemniakami lub z chlebem.

Wersja do druku

niedziela, 15 sierpnia 2010

Oto kolejny odcinek cukiniowego serialu. Dziś cukinia w roli składnika sosu do makaronu. Nie muszę dodawać, że jest to udana rola, a nazwa potrawy mówi za siebie. Danie jest letnie, idealne na upalny dzień, taki jak dzisiaj. Szybko się je przyrządza i równie szybko zjada. Czego chcieć więcej? Spróbujcie. Polecam. Przepis w Internecie zamieściła lutka22.

Potrawa wprawdzie jest niewyględna, ale za to pyszna.

 

Składniki na 3-4 osoby:

10 dag boczku wędzonego

1 duża cebula

1 kostka sera Feta

1 duża cukinia

Sos sojowy

Sól, pieprz

Drobno posiekane świeże zioła: bazylia, oregano, rozmaryn (ja dodałam tylko bazylię, bo reszty nie miałam)

Zamiast ziół można dodać pietruszkę

 

Wykonanie:

Cukinię wydrążamy, obieramy i kroimy w kostkę. Jeśli jest młoda, to kroimy ją w całości ze skórką i miąższem. Cebulę i boczek kroimy w kostkę i przysmażamy na patelni na niewielkiej ilości oleju. Dodajemy pokruszoną Fetę i czekamy chwilę, aż ser się rozpuści. Dodajemy pokrojoną cukinię, sól, pieprz, trochę sosu sojowego, przykrywamy przykrywką i dusimy ok. 10 minut . Na koniec dodać posiekane zioła. Podajemy z makaronem wstążki. Pycha!!!

 

Do wykonania przez dziecko:

wydrążyć cukinię

pokruszyć ser

niezbyt ostrym nożem pokroić cukinię

wrzucać na patelnię kolejne składniki pod okiem mamy lub taty

niedziela, 08 sierpnia 2010

Zrobiłam!!! Słynną za sprawą książki i filmu "Julie i Julia" - Boeuf Bourguignon. Książki, której nie byłoby, gdyby nie blog, na którym jego twórczyni postanowiła opisać swoje roczne zmagania z 565 przepisami na dania kuchni francuskiej! O książce i o filmie pisałam już tutaj, ponadto przeczytałam książkę Julii Child "Moje życie we Francji" o której opowiedziałam tutaj. Zafascynowana postacią Julii postanowiłam spróbowac i ja. Poszukałam i znalazłam. Korzystałam z przepisu z tej strony.

Potrawa jest naprawdę pyszna. Mięso miękkie i rozpływające się w ustach i ten smak czerwonego wina... Naprawdę warto, szczególnie, że potrawa nie wymaga wielkiego nakładu sił i środków. Z przepisu wychodzi porcja na około 6 osób.

 

Składniki:

1,4 kg wołowiny pokrojonej w grubą kostkę

15 dag chudego boczku pokrojonego w słupki

1 łyżka oleju

1 marchewka i 1 cebula pokrojone w plastry

1 łyżeczka soli

1/4 łyżeczki pieprzu

2 łyżki mąki

3 szklanki czerwonego wytrawnego wina

2 szklanki bulionu wołowego

2 duże ząbki czosnku

1 pokruszony liść laurowy

łyżka przecieru pomidorowego


Wykonanie:

Boczek podsmażamy na oleju, przekładamy bez tłuszczu do garnka (musi być taki, który będzie można włożyć do piekarnika). Na tym samym tłuszczu, tylko bardziej rozgrzanym, smażymy partiami wołowinę, do lekkiego zbrązowienia. Przekładamy ją do garnka z boczkiem. Na tę samą patelnię wrzucamy marchewkę i cebulę i także podsmażamy. Przekładamy bez tłuszczu do garnka z mięsem.
Piekarnik rozgrzewamy do 230oC. Podsmażone składniki posypujemy solą pieprzem i mąką i wpładamy na 4 minuty bez przykrycia do piekarnika. Po tym czasie składniki mieszamy i ponownie wstawiamy na 4 minuty.

Następnie zmniejszamy temperaturę w piekarniku do 160oC, a do mięsa dodajemy przecier, czosnek i liść laurowy, dolewamy wino i bulion, ale tak, by mięso było ledwie przykryte. Wstawiamy do piekarnika bez przykrywki, a gdy sos zacznie bulgotać, przykrywamy i pieczemy 2,5 - 3 godziny.

Podajemy z ziemniaczkami, makaronem lub ryżem. Do tego możemy podać pieczarki (o,5 kg) przysmażone na maśle i małe cebulki (20 - 25 szt) skarmelizowane na maśle z olejem. Całość na talerzu posypujemy posiekaną zieloną pietruszką.

Polecam i życzę smacznego!

A w trakcie przygotowania wyglądało to tak:)


sobota, 31 lipca 2010

Jest doskonała. Kremowa, miękka, pachnąca. Polecam cukiniożercom i nie tylko. Podobno smakuje również tym którzy z cukinią się nie lubią :) nie sprawdziłam tego, bo niestety nie mam na kim. U nas wszyscy cukinię owszem, a nawet bardzo! Znalazłam ją na blogu Kasi.

 

Składniki:

2 cukinie

5 jajek ugotowanych na twardo

2 surowe jajka

250 ml śmietanki 36%

1 pęczek koperku

olej do smażenia

sól i pieprz

 

Wykonanie:

Cukinie pokroić na plastry około półcentymetrowej grubości i leciutko obsmażyć z obu stron, żeby zmiękła. Z patelni przekładamy na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem, żeby odsączyć nadmiar tłuszczu (niekoniecznie). Na dno naczynia wykładamy warstwę z połowy cukinii, solimy, posypujemy pieprzem i układamy na niej jajka pokrojone również w grube plasterki. Ponownie posypujemy solą i pieprzem. Na wierz układamy pozostałą cukinię.

Śmietankę, posiekany koperek i surowe jajka mieszamy, dodajemy pieprz i sól i polewamy zapiekankę. Zapiekamy przez ok. 30 minut w 200oC. Można podać z ziemniakami lub samą. Polecam i życzę smacznego.

Wersja do druku

piątek, 30 lipca 2010

Każdy chyba zna i lubi tę potrawę z papryki. Wprawdzie jest to danie węgierskie, ale mocno już zakorzenione w naszej polskiej kuchni. Trudno dziś chyba szukać tzw. oryginalnego przepisu na to danie, ponieważ jest ono wdzięcznym tematem do wszelkich wariacji. Pewnie nawet sami Węgrzy mają tyle receptur na nie ile kucharek. Sama pamiętam jak kiedyś w zamierzchłej przeszłości zaczynałam swoją przygodę z leczo. Najpierw była to sama papryka z cebulką i kiełbasą - była to jedynie słuszna wersja i innej nie uznawałam. Stopniowo pojawiały się jednak kolejne warzywa: najpierw pomidory, potem cukinia, a dziś jest to już prawie gulasz warzywno - kiełbasiany, tyle tam jest rozmaitości.

Na pewno nie jestem oryginalna, jesli chodzi o pomysł na leczo na blogu. W końcu sezon na paprykę właśnie się rozpoczął, więc od przepisów w internecie aż się roi. Nie zraża mnie to jednak, ponieważ zaówno sam przepis jak i zdjęcie to mój osobisty hołd uwielbienia składany niniejszym tej pysznej potrawie. Za kolejną inspirację dziękuję Dorotus76 i jej mężowi.

Składniki:

5 papryk czerwonych, lub w różnych kolorach (zielona nie może dominować, bo psuje smak leczo)

2 cukinie średniej wielkości (w całości lub jeśli ich młodość już minęła - obranych i wydrążonych)

oberżyna (zwana popularnie bakłażanem)

3-5 ząbków czosnku (jak kto lubi)

3-4 średnie cebule

około 25 dkg pieczarek

50 dkg kiełbasy (śląska, podwawelska)

puszka pomidorów lub 4-5 świeżych, obranych ze skórki i porojonych w kostkę

koncentrat pomidorowy

przyprawy: sól, pieprz, ostra papryka

olej do smażenia

 

Wykonanie:

Wszystkie warzywa kroimy w grubą kostkę. W szerokim garnku rozgrzewamy olej i szklimy na nim cebulę. Później dodajemy po kolei pokrojone warzywa. Na koniec dodajemy pieczarki, czosnek, kiełbasę, pomidory i koncentrat pomidorowy. Dusimy chwilę wszystko razem pod przykryciem. W zależności od upodobań będzie to trwało od 15 do 30 minut. Doprawiamy solą pieprzem i papryką. Smacznego :)

Innowacją dla mnie było to, że dodałam do leczo oberżynę - bo miałam ją właśnie w lodówce i nie bardzo wiedziałam co z nią zrobić. Nigdy wcześniej nie dodawałam do leczo pieczarek i szczerze powiedziawszy mogłabym je pominąć, bo właściwie nie czułam ich smaku, ale za to ładnie wyglądały :) Po raz pierwszy też dodałam do leczo czosnek i koncentrat pomidorowy i już nie wyobrażam sobie tej potraawy bez jednego i drugiego. Czosnek jest słabo wyczuwalny, mimo, że sporo się go dodaje, ale wzmacnia smak dania, a koncentrat świetnie je zagęszcza, dodając całości nieco słodyczy.


 

wtorek, 27 lipca 2010

Pyszny, mięciutki schab, bardzo wilgotny, pachnący, pyszny. Jestem obecnie na diecie lekkostrawnej (nie mylić z odchudzającą), więc poszukuję w odmętach internetu potraw, które będę mogła zjeść i jednocześnie nie będą wyglądać jak szpitalne jedzenie, bez smaku, wyglądu i z wrednym zapachem. Pierwsze na co trafiłam i wykonałam to właśnie ten schab, który równie dobrze nadaje się na obiad do ziemniaczków i surówki, jak i na zimno do chleba z masłem. W obu wersjach żurawina lub borówka będzie idealnym dodatkiem. Potrawa nie wymaga dużo pracy, a ilości składników można potraktować umownie i "na oko", a i tak wyjdzie pyszna. Przepis pochodzi ze strony pana Maćka Kuronia.

Składniki:

1 kg schabu bez kości

3 łyżki przyprawy typu "warzywko" (dałam mniej i raczej "na oko")

5 łyżek majeranku

4 ząbki czosnku

2 łyżki słodkiej papryki

pieprz czarny mielony

2 łyżki oliwy z oliwek

kilka ziaren jałowca

 

Wykonanie:

Robimy w mięsie cztery dziury, wkładamy w nie obrane ząbki czosnku i przekładamy mięso do naczynia żaroodpornego. nacieramy ze wszystkich stron przyprawami i polewamy oliwą. Na koniec układamy ziarna jałowca. Całość należy włożyć do lodówki na minimum dwie godziny, a najlepiej zostawić do następnego dnia. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180oC. Do rozgrzanego piekarnika wkładamy mięso i pieczemy ok. 40 minut. Smacznego :)

 

 


sobota, 19 czerwca 2010

Moim zdaniem najlepsza alternatywa dla rosołu na wszelkie przyjęcia i okazje. Pyszna, lekka, elegancka, prosta i szybka w wykonaniu. Nie spędzicie nad nią całego popołudnia. Z tą zupą wiąże się też historyjka, która ubawiła mnie ostatnio do łez. Kiedy dwa lata temu kupiłam szczeniaka - jadł wszystko jak popadło. Jego niszczycielskim zębom nie oparły się też moje przepisy - a w szczególności ten jeden. Jakoś umknęło to jednak mojej uwadze i kiedy w maju zabrałam się za jego poszukiwanie, w związku ze zbliżającą się komunią mojej córki, ze zgrozą odkryłam, że przepis został ZJEDZONY! Na moje szczęście nie była to receptura spisana na skrawku papieru ale przepis z miesięcznika Kuchnia. W akcie ostatniej rozpaczy napisałam maila do redakcji, nie spodziewając się jednak żywiołowej reakcji, ale jednak z nadzieją na odzew. Kiedy wrócilam wieczorem do domu i sprawdziłam pocztę, okazało się, że dostałam nie jedną ale aż TRZY odpowiedzi, a w każdej był mój zaginiony przepis :) W związku z tym dzielę się z Wami tym "przepisem pod specjalnym nadzorem", życząc jednocześnie smacznego :):):)


Składniki:

1/2 kg świerzych brokułów lub paczka mrożonych

2 kostki rosołowe

1 łyżka masła

pół szklanki śmietany

1 łyżka mąki

1 kieliszek białego wytrawnego wina (opcjonalnie - ja nie dodaję)

sól, pieprz i groszek ptysiowy


Wykonanie:

Brokuły dzielimy na różyczki i płuczemy. Gotujemy w 2 litrach rosołu z kostki. Łyżką cedzakową wyjmujemy ugotowane brokuły i miksujemy. Mąkę rumienimy na suchej patelni, dodajemy masło, rozprowadzamy rosołem i cały czas mieszając wlewamy zasmażke do rosołu. Dodajemy zmiksowane brokuły i wino. Gotujemy razem około 5 minut, dosmaczamy solą ( trzeba uważać bo kostki rosołowe są słone), pieprzem, a na koniec zabielamy śmietaną. Podajemy  z groszkiem ptysiowym.

Zupę, tak jak wspomniałam można robić z winem lub bez. Ja z reguły robię bez wina, bo najczęściej nie mam go pod ręką, ale robiłam też z. Zupa wtedy smakuje inaczej, może nawet wykwintniej, każdy musi spróbować sam, i wybrać to co mu bardziej odpowiada.

Oprócz groszku ptysiowego możemy użyć grzanek lub makaronu naleśnikowego (naleśnik zwijamy w rulon i kroimy na paseczki), a do dekoracji najczęściej służą mi małe różyczki brokuła lub kleks śmietany, a najczęściej nic bo zamin zdążę udekorować to zupy już nie ma :)

Smacznego :)

 

Wersja do druku


sobota, 24 kwietnia 2010

Przepyszne. Dlaczego po meksykańsku? Nie mam pojęcia. Przepis przywiozłam z jakiegoś szkolenia, na którym panie namiętnie wymieniały się przepisami. Skorzystałam i ja. Nie są to tradycyjne gołąbki. Przypominają raczej kotlety mielone z kapustą. Są soczyste, miękkie, pachnące i smaczne.


Składniki na gołąbki:

1/2 kg mięsa mielonego

1/2 kg poszatkowanej białej kapusty

6 łyżek ryżu

3-4 jajka

6 łyżek kaszy manny

1 łyżka pieprzu ziołowego

sól i pieprz

Składniki na sos:

1 l wody

2 puszki koncentratu pomidorowego

1 łyżka smalcu

sól i pieprz

 

Potrzebne też będą liście kapusty do wyłożenia naczynia.

 

Wykonanie:

Wszystkie składniki gołąbków umieścić w misce i dobrze wyrobić. Formować małe kotlety, obtaczać w bułce tartej i smażyć na patelni. Kotlety nie są zbyt zwarte ze względu na kapustę, więc trzeba to robić ostrożnie.

Na dno naczynia żaroodpornego położyć liście kapusty. Wyłożyć na nie warstwę usmażonych kotlecików. Przykryć warstwą kapusty, wyłożyć kolejną warstwę kotlecików. Na wierzch położyć warstwę liści.

W osobnym garnku zagotować wodę z koncentratem i smalcem, doprawić solą i pieprzem. Sos wlać do naczynia z gołąbkami. Zapiekać około 2 godzin w piekarniku nagrzanym do 160oC.

Smacznego :)

 

Wersja do druku

Bake Bread for World Bread Day 2011
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...