Życie ze smakiem
piątek, 30 lipca 2010

Każdy chyba zna i lubi tę potrawę z papryki. Wprawdzie jest to danie węgierskie, ale mocno już zakorzenione w naszej polskiej kuchni. Trudno dziś chyba szukać tzw. oryginalnego przepisu na to danie, ponieważ jest ono wdzięcznym tematem do wszelkich wariacji. Pewnie nawet sami Węgrzy mają tyle receptur na nie ile kucharek. Sama pamiętam jak kiedyś w zamierzchłej przeszłości zaczynałam swoją przygodę z leczo. Najpierw była to sama papryka z cebulką i kiełbasą - była to jedynie słuszna wersja i innej nie uznawałam. Stopniowo pojawiały się jednak kolejne warzywa: najpierw pomidory, potem cukinia, a dziś jest to już prawie gulasz warzywno - kiełbasiany, tyle tam jest rozmaitości.

Na pewno nie jestem oryginalna, jesli chodzi o pomysł na leczo na blogu. W końcu sezon na paprykę właśnie się rozpoczął, więc od przepisów w internecie aż się roi. Nie zraża mnie to jednak, ponieważ zaówno sam przepis jak i zdjęcie to mój osobisty hołd uwielbienia składany niniejszym tej pysznej potrawie. Za kolejną inspirację dziękuję Dorotus76 i jej mężowi.

Składniki:

5 papryk czerwonych, lub w różnych kolorach (zielona nie może dominować, bo psuje smak leczo)

2 cukinie średniej wielkości (w całości lub jeśli ich młodość już minęła - obranych i wydrążonych)

oberżyna (zwana popularnie bakłażanem)

3-5 ząbków czosnku (jak kto lubi)

3-4 średnie cebule

około 25 dkg pieczarek

50 dkg kiełbasy (śląska, podwawelska)

puszka pomidorów lub 4-5 świeżych, obranych ze skórki i porojonych w kostkę

koncentrat pomidorowy

przyprawy: sól, pieprz, ostra papryka

olej do smażenia

 

Wykonanie:

Wszystkie warzywa kroimy w grubą kostkę. W szerokim garnku rozgrzewamy olej i szklimy na nim cebulę. Później dodajemy po kolei pokrojone warzywa. Na koniec dodajemy pieczarki, czosnek, kiełbasę, pomidory i koncentrat pomidorowy. Dusimy chwilę wszystko razem pod przykryciem. W zależności od upodobań będzie to trwało od 15 do 30 minut. Doprawiamy solą pieprzem i papryką. Smacznego :)

Innowacją dla mnie było to, że dodałam do leczo oberżynę - bo miałam ją właśnie w lodówce i nie bardzo wiedziałam co z nią zrobić. Nigdy wcześniej nie dodawałam do leczo pieczarek i szczerze powiedziawszy mogłabym je pominąć, bo właściwie nie czułam ich smaku, ale za to ładnie wyglądały :) Po raz pierwszy też dodałam do leczo czosnek i koncentrat pomidorowy i już nie wyobrażam sobie tej potraawy bez jednego i drugiego. Czosnek jest słabo wyczuwalny, mimo, że sporo się go dodaje, ale wzmacnia smak dania, a koncentrat świetnie je zagęszcza, dodając całości nieco słodyczy.


 

wtorek, 27 lipca 2010

Pyszny, mięciutki schab, bardzo wilgotny, pachnący, pyszny. Jestem obecnie na diecie lekkostrawnej (nie mylić z odchudzającą), więc poszukuję w odmętach internetu potraw, które będę mogła zjeść i jednocześnie nie będą wyglądać jak szpitalne jedzenie, bez smaku, wyglądu i z wrednym zapachem. Pierwsze na co trafiłam i wykonałam to właśnie ten schab, który równie dobrze nadaje się na obiad do ziemniaczków i surówki, jak i na zimno do chleba z masłem. W obu wersjach żurawina lub borówka będzie idealnym dodatkiem. Potrawa nie wymaga dużo pracy, a ilości składników można potraktować umownie i "na oko", a i tak wyjdzie pyszna. Przepis pochodzi ze strony pana Maćka Kuronia.

Składniki:

1 kg schabu bez kości

3 łyżki przyprawy typu "warzywko" (dałam mniej i raczej "na oko")

5 łyżek majeranku

4 ząbki czosnku

2 łyżki słodkiej papryki

pieprz czarny mielony

2 łyżki oliwy z oliwek

kilka ziaren jałowca

 

Wykonanie:

Robimy w mięsie cztery dziury, wkładamy w nie obrane ząbki czosnku i przekładamy mięso do naczynia żaroodpornego. nacieramy ze wszystkich stron przyprawami i polewamy oliwą. Na koniec układamy ziarna jałowca. Całość należy włożyć do lodówki na minimum dwie godziny, a najlepiej zostawić do następnego dnia. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180oC. Do rozgrzanego piekarnika wkładamy mięso i pieczemy ok. 40 minut. Smacznego :)

 

 


poniedziałek, 05 lipca 2010

Cudowny napój, lekko gazowany, słodki tylko tyle ile kto lubi, prosty w wykonaniu, po prostu pyszny. A na dodatek idealny na upały. Wykonuje go moja kilkuletnia córka. Przyniosła ten przepis z dodatkowych zajęć i od tamtej pory raczy nas nim kilkanaście razy w ciągu lata. A oto przepis na litr napoju:

Składniki:

2 cytryny

3-4 łyżki cukru (można dodać mniej lub więcej - w zależności od upodobań)

ok. 1 litra wody gazowanej

 

Wykonanie:

Cytryny myjemy, przekrawamy na pół i wyciskamy z nich sok. Przelewamy sok do wysokiego dzbanka i dosypujemy cukier. Ostrożnie wlewamy wodę - reakcja jest mocno wybuchowa, więc trzeba wlać najpierw trochę wody i poczekać aż się "wyszumi" a dopiero potem dodać resztę :) Cukier powinien się w międzyczasie rozpuścić, ale gdyby tak sie nie stało to trzeba trochę zamieszać. Można dodać lód, listki mięty, cytrynę w plasterkach, melisę i co tam komu przyjdzie do głowy. Smacznego :)


Do wykonania przez dzieci:

  • wycisnąć sok z cytryn i przelać do dzbanka
  • dosypać cukier
  • wlać wodę
  • zamieszać
  • dodać lód i udekorować

 

wtorek, 22 czerwca 2010

U progu lata wymarzona propozycja na drugie śniadanie lub deser. Te mufinki to jedne z trzech moich ulubionych smaków. Świeże jagody  w miękkim, pachnącym cieście....mmmm. To jest właśnie to co lubią tygrysy :) Po prostu spróbujcie. Przepis pochodzi z książki "Mufinki" z serii Le Cordon Bleu.


Składniki:

450 g mąki

2,5 łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli

115 g brązowego cukru

150 g świeżych lub mrożonych jagód

2 jajka

250 ml mleka

1 łyżeczka ekstraktu lub aromatu waniliowego

125 g stopionego masła

cukier puder do posypania (można pominąć)

 

Wykonanie:

Rozgrzewamy piekarnik do 210oC. Formę na mufinki smarujemy stopionym masłem lub olejem. Do dużej miski przesiać mąkę i proszek do pieczenia, dodać sól, cukier, owoce i zrobić w środku dołek. Jeśli używamy jagód mrożonych, to nie należy ich wcześniej rozmrażać, bo puszczą sok i zabarwią ciasto. Mrożone owoce wyjmujemy w ostatniej chwili z zamrażarki.

W niewielkim dzbanku rozbić jaja z mlekiem i ekstraktem waniliowym. Do dołka w mące wlewamy masę mleczno-jajeczną, dodajemy masło i szybko mieszamy do połączenia się składników. Nie należy zbyt długo mieszać - ciasto ma być grudkowate.

Nakładamy ciasto do formy i pieczemy ok. 30 minut. Po tym czasie należy sprawdzić patyczkiem czy ciasto jest upieczone. Po upieczeniu zostawiamy muffinki w formie przez ok 5 minut, następnie wyjmujemy i studzimy na kratce. Przed podaniem można posypać cukrem pudrem. Pysznie smakują zarówno na ciepło jak i na zimno.

Smacznego :)

Wersja do druku

sobota, 19 czerwca 2010

Moim zdaniem najlepsza alternatywa dla rosołu na wszelkie przyjęcia i okazje. Pyszna, lekka, elegancka, prosta i szybka w wykonaniu. Nie spędzicie nad nią całego popołudnia. Z tą zupą wiąże się też historyjka, która ubawiła mnie ostatnio do łez. Kiedy dwa lata temu kupiłam szczeniaka - jadł wszystko jak popadło. Jego niszczycielskim zębom nie oparły się też moje przepisy - a w szczególności ten jeden. Jakoś umknęło to jednak mojej uwadze i kiedy w maju zabrałam się za jego poszukiwanie, w związku ze zbliżającą się komunią mojej córki, ze zgrozą odkryłam, że przepis został ZJEDZONY! Na moje szczęście nie była to receptura spisana na skrawku papieru ale przepis z miesięcznika Kuchnia. W akcie ostatniej rozpaczy napisałam maila do redakcji, nie spodziewając się jednak żywiołowej reakcji, ale jednak z nadzieją na odzew. Kiedy wrócilam wieczorem do domu i sprawdziłam pocztę, okazało się, że dostałam nie jedną ale aż TRZY odpowiedzi, a w każdej był mój zaginiony przepis :) W związku z tym dzielę się z Wami tym "przepisem pod specjalnym nadzorem", życząc jednocześnie smacznego :):):)


Składniki:

1/2 kg świerzych brokułów lub paczka mrożonych

2 kostki rosołowe

1 łyżka masła

pół szklanki śmietany

1 łyżka mąki

1 kieliszek białego wytrawnego wina (opcjonalnie - ja nie dodaję)

sól, pieprz i groszek ptysiowy


Wykonanie:

Brokuły dzielimy na różyczki i płuczemy. Gotujemy w 2 litrach rosołu z kostki. Łyżką cedzakową wyjmujemy ugotowane brokuły i miksujemy. Mąkę rumienimy na suchej patelni, dodajemy masło, rozprowadzamy rosołem i cały czas mieszając wlewamy zasmażke do rosołu. Dodajemy zmiksowane brokuły i wino. Gotujemy razem około 5 minut, dosmaczamy solą ( trzeba uważać bo kostki rosołowe są słone), pieprzem, a na koniec zabielamy śmietaną. Podajemy  z groszkiem ptysiowym.

Zupę, tak jak wspomniałam można robić z winem lub bez. Ja z reguły robię bez wina, bo najczęściej nie mam go pod ręką, ale robiłam też z. Zupa wtedy smakuje inaczej, może nawet wykwintniej, każdy musi spróbować sam, i wybrać to co mu bardziej odpowiada.

Oprócz groszku ptysiowego możemy użyć grzanek lub makaronu naleśnikowego (naleśnik zwijamy w rulon i kroimy na paseczki), a do dekoracji najczęściej służą mi małe różyczki brokuła lub kleks śmietany, a najczęściej nic bo zamin zdążę udekorować to zupy już nie ma :)

Smacznego :)

 

Wersja do druku


sobota, 24 kwietnia 2010

Przepyszne. Dlaczego po meksykańsku? Nie mam pojęcia. Przepis przywiozłam z jakiegoś szkolenia, na którym panie namiętnie wymieniały się przepisami. Skorzystałam i ja. Nie są to tradycyjne gołąbki. Przypominają raczej kotlety mielone z kapustą. Są soczyste, miękkie, pachnące i smaczne.


Składniki na gołąbki:

1/2 kg mięsa mielonego

1/2 kg poszatkowanej białej kapusty

6 łyżek ryżu

3-4 jajka

6 łyżek kaszy manny

1 łyżka pieprzu ziołowego

sól i pieprz

Składniki na sos:

1 l wody

2 puszki koncentratu pomidorowego

1 łyżka smalcu

sól i pieprz

 

Potrzebne też będą liście kapusty do wyłożenia naczynia.

 

Wykonanie:

Wszystkie składniki gołąbków umieścić w misce i dobrze wyrobić. Formować małe kotlety, obtaczać w bułce tartej i smażyć na patelni. Kotlety nie są zbyt zwarte ze względu na kapustę, więc trzeba to robić ostrożnie.

Na dno naczynia żaroodpornego położyć liście kapusty. Wyłożyć na nie warstwę usmażonych kotlecików. Przykryć warstwą kapusty, wyłożyć kolejną warstwę kotlecików. Na wierzch położyć warstwę liści.

W osobnym garnku zagotować wodę z koncentratem i smalcem, doprawić solą i pieprzem. Sos wlać do naczynia z gołąbkami. Zapiekać około 2 godzin w piekarniku nagrzanym do 160oC.

Smacznego :)

 

Wersja do druku

czwartek, 22 kwietnia 2010

Jest to słodki likier na bazie mleka. Pyszny, w sam raz na poprawę nastroju. Nieskomplikowany w wykonaniu, a może uatrakcyjnić babskie spotkanie przy kawce i kieliszku czegoś mocniejszego.

Składniki:

1 puszka mleka skondensowanego słodzonego

250 ml wódki

 

Wykonanie:

Puszkę z mlekiem należy gotować całą zanurzoną w wodzie przez około 2 - 2,5 godziny i zostawić do całkowitego wystudzenia - najlepiej na całą noc. Potem masę kajmakową przełożyć do naczynia i rozmiksować tak żeby zrobiła się pulchna i zmieniła lekko kolor. Po tym czasie partiami dodać alkohol cały czas mikując. Likier można pić właściwie od razu, ale dobrze mu to zrobi na smak, jak postoi kilka dni.

 

Wersja do druku

wtorek, 13 kwietnia 2010

Bicie piany w kuchni to nie jest taka prosta sprawa. Właściwie nie wiem od czego zacząć, żeby było po kolei, jasno i na temat. To może najlepiej, jak zwykle, zacząć od początku.

Po pierwsze, żeby piana dobrze się ubiła biorę jajka prosto z lodówki. Chociaż nie sprawdziłam tego empirycznie, to przez analogię do śmietany, wydaje mi się że biorąc zimne białka mamy większe szanse na sukces.

Po drugie starannie oddzielamy białka od żółtek. Bardzo należy uważać, żeby nie wpadła nam do białek nawet odrobina żółtka, bo może to zniweczyć nasze wysiłki.

Po trzecie, należy dodać szczyptę soli do białek, bo sól powoduje, że piana lepiej się ubija. Zarówno w przypadku pierwszego jak i trzeciego punktu zdania na forach internetowych są podzielone. Jedni uważają, że białka powinny być zimne (to tak jak ja) a inni twierdzą, że muszą mieć temperaturę przynajmniej pokojową. Tak samo w przypadku soli. Ale na te dyskusje zawsze jest jedna uniwersalna odpowiedź: tak robiła moja babcia i mama, więc robię i ja. Solę - na wszelki wypadek :)

Teraz można przystąpić do ubijania. I tu najtrudniejsze zadanie, ponieważ trzeba się zdecydować na jakieś narzędzie. Metody są zasadniczo dwie: manualna i maszynowa. W metodzie manualnej narzędzie jest tylko jedno - ubijaczka, w metodzie maszynowej mamy z reguły do wyboru kilka urządzeń: tradycyjny mikser, który zasadniczo odradzam, choć czasem się przydaje, robot kuchenny typu malakser - nie próbowałam, więc nie mam wyrobionego zdania, ale biorąc pod uwagę ogólne parametry techniczne tego typu urządzeń - nie zaryzykowałabym. Trzecim rodzajem urządzeń są maszyny do wyrabiania ciasta o wysokiej mocy (powyżej 800 W), które z reguły mają też końcówkę do ubijania piany, wyglądającą jak tradycyjna trzepaczka.

Wybór metody (jeżeli ktoś w ogóle bierze pod uwagę inną niż maszynowa) zależy od celu w jakim piana jest ubijana.

Ja na biszkopty i rolady ubijam pianę ręcznie, ponieważ jest ona głównym czynnikiem stanowiącym o jakości biszkoptu. Ręczne ubijanie sprawia, że wtłaczamy w białka duże pęcherzyki powietrza. Piana ma wówczas dużą objętość i biszkopt jest wysoki i puszysty.

Pianę na bezy zawsze początkowo ubijam ręcznie, a gdy już jest ubita na sztywno i zaczynam dosypywać cukier, zmieniam trzepaczkę na mikser, bo do masy bezowej dodaje się sporo cukru i w pewnym momencie ręczne ubijanie jest prawie niemożliwe.

Do pozostałych ciast można pianę ubijać bezkarnie mikserem, ponieważ pełni ona rolę spulchniacza i nie decyduje o jakości ciasta. Do takich ciast należą niewątpliwie serniki i makowce.

Ręczną trzepaczkę można zastąpić bez uszczerbku dla jakości piany maszyną do wyrabiania ciast o dużej mocy. Pamiętać jedynie należy, że pianę ubija się na najwyższych obrotach.

Co to jest w ogóle ta sztywna piana i jak długo należy ją ubijać, żeby osiągnąć taki stan? Pianę ubijamy tak długo aż w widoczny sposób zacznie się rwać, jest to szczególnie dobrze widoczne przy ubijaniu ręcznym. W tym momencie można przeprowadzić test polegający na tym, że naczynie z pianą odwracamy do góry nogami. Jeśli piana jest rzeczywiście ubita na sztywno - nie ma prawa nawet drgnąć nie mówiąc już o tym, że mogłaby chcieć wypłynąć z naczynia. Jeśli ten stan nie został osiągnięty, ubijanie należy kontynuować i za jakiś czas przeprowadzić ponownie próbę. Czasem jednak zdarza się, że piana nie chce się ubić. Może to oznaczać właściwie tylko tyle, że jajka były mocno nieświeże. Nieudaną pianę należy wylać jeszcze przed dodaniem cukru. Szkoda dalszej pracy.

Po ubiciu piany na sztywno można zacząć dodawać cukier. Zawsze robimy to stopniowo, chyba, że w przepisie wyraźnie jest napisane, że należy dodać cały cukier od razu. Cukier dodajemy małymi porcjami, po czym pianę ubijamy dalej, aż do rozpuszczenia się dodanej porcji cukru. Dopiero wówczas dodajemy następną porcję i znów ubijamy. Tej zasady trzymam się zawsze wtedy, gdy robię bezy. Jeśli ubijam piane na biszkopt odstępuję delikatnie od tej zasady, bo po ubiciu piany z cukrem dodaję jeszcze żółtka, również stopniowo, więc cukier będzie miał jeszcze okazję się rozpuścić.

To chyba już wszystko na ten temat :)

 

Wersja do druku

Będąc młodą kucharką :) niejednokrotnie miałam dylematy podczas przyrządzania różnych potraw lub pieczenia ciast. A na rodzące się w trakcie kulinarnych zmagań pytania nie zawsze otrzymywałam odpowiedź. Żółty zeszyt z przepisami nie zawierał niestety cennych komentarzy i opisów, dzięki którym można by rozwiązać problem.

 

Teraz, kiedy już młodą kucharką być przestałam, wyszłam na przeciw modzie na blogi i postanowiłam, tak jak moja guru Dorotka z Moich Wypieków, poprowadzić własny blog o wszystkim, co wiąże się z kuchnią.

Wpisując na bloga przepisy, które sprawdziłam i polecam, za każdym razem wpadam w pułapkę gadulstwa, usiłując opisać z nadrobniejszymi szczegółami najtrudniejsze etapy wykonania poszczególnych potraw. Później z ciężkim sercem, koryguję, wycinam, przekształcam, aż wreszcie opis stanie się na tyle krótki, żeby się w nim nie zagubić i jednocześnie na tyle szczegółowy, żeby wykonanie potrawy stało się w ogóle możliwe.

Myśląc sobie o tych wszystkich dylematach, doszłam do wniosku, że dobrym rozwiązaniem tego problemu będzie otwarcie nowego działu na blogu, który nazwałam "Rady nie od parady", w którym będe zamieszczać informacje praktyczne na tematy ogólne związane z kuchnią. Natchnieniem były tu również przemyślenia jakie miałam czytając bloga Dorotki. Tam w komentarzach do różnych wypieków pojawiają się te same pytania, na które Dorota pisze wciąż te same odpowiedzi. Zebranie wszystkich porad w jednym miejscu będzie więc oszczędnością czasu dla wszystkich, którzy chcą szybko znaleźć konkretną odpowiedź na swoje pytania.

piątek, 09 kwietnia 2010

To jest mój osobisty wypróbowany przepis na klasyczne bezy, bez żadnych dodatków. Można je modyfikować dodając cukier waniliowy lub sok z cytryny. Są pyszne, kruche, słodkie - jednym słowem takie jakie powinny być bezy.

Składniki:

4 białka

250 g drobnego cukru

szczypta soli


Wykonanie:

Białka ubić na bardzo sztywną pianę. Dodawać powoli cukier (po łyżce) i ubijać do całkowitego rozpuszczenia. Za pomocą rękawa cukierniczego lub szprycy wyciskać bezy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Trzeba zostawić niewielkie odstępy, bezy trochę urosną. Suszyć w piekarniku w temperaturze 100oC (lub niższej) około 100-120 minut. Zasada jest taka, że im niższa temperatura, tym dłuższy czas suszenia. Bezy w piekarniku są cały czas miękkie, twardnieją dopiero po wyjęciu.

 

 

Wersja do druku

wtorek, 30 marca 2010

Przepyszne, słoneczne, pachnące, bardzo wiosenne. Polecam je na niedzielne, wspólne śniadanie. Przepis pochodzi ze strony Pana Maćka Kuronia.


Składniki:

4 bułki

4 jajka

1 łyżka szczypiorku

2 ząbki czosnku

1 łyżka masła

sól, pieprz

Wykonanie:

Bułkom ścinamy "czapeczki". Wydrążamy środek i pieczemy razem z czapeczkami (ja je kładę obok bułeczek) w nagrzanym piekarniku, aż będą chrupiące. W tym czasie na patelni na łyżeczce masła smażymy jajka sadzone. Bułeczki wyjmujemy z piekarnika, nacierami czosnkiem, smarujemy reszta masła i wkładamy do nich jajka sadzone. Posypujemy szczypiorkiem, doprawiamy pieprzem i solą. Podajemy przykryte "czapeczkami". Smacznego :)

Wersja do druku

Tagi: czosnek jajka
22:00, moniazo
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 29 marca 2010

Uwielbiam to ciasto. Ten zapach i smak, jedyny w swoim rodzaju. A najlepsze ze wszystkiego - sęki :), takie długie, odstające, które można odłamywać i zjadać po cichutku, jak zimą cukierki z choinki :). Można takie ciasto upiec w piekarniku, niestety bez sęków, bo przygotowanie prawdziwego sękacza jest bardzo trudne w domowych warunkach, ponadto wymaga dużej wprawy, ponieważ pieczone jest na drewnianym wałku lub stożku, który obracany jest nad ogniem (jak rożen). Stąd właśnie biorą się te przecudnej urody sęki. Wałek jest polewany małymi porcjami ciasta, które spływając powoli zapieka się tworząc tę charakterystyczną formę. Historia ciasta sięga średniowiecza i dawnych czasach było ono bardzo popularne, ale dziś w Polsce jest specjalnością regionalną Podlasia. Wypiek ten znany jest jednak nie tylko w Polsce. Ciasto jest pieczone również między innymi w Niemczech, Szwajcarii, Francji, Ruminii, na Węgrzech, a nawet w Japonii.

Wiedzę tę zaczerpnęłam głównie z Wikipedii, a przepis ze strony Pana Maćka Kuronia.


Składniki:

150 g mąki pszennej (ok. 1 szklanki)

100 g mąki ziemniaczanej

250 g masła

7 jajek

200 g cukru pudru

cukier waniliowy

50 g migdałów (ja używam mielonych lub w płatkach)

ew. 1 łyżka rumu

Po kilku pieczeniach doszłam do wniosku, że można dodać odrobinę proszku do pieczenia (ok. 0,5 - 1 łyżeczki), ponieważ mąka ziemniaczana jest dość ciężka do wypieków i ciasto bez proszku sprawia wrażenie jakby było z zakalcem.

Wykonanie:

Oddzielamy żółtka od białek i ucieramy je z cukrem pudrem i cukrem waniliowym. Dolewamy roztopione i przestudzone masło. Dodajemy migdały, rum i obie przesiane mąki. Dokładnie ucieramy ze soba wszystkie składniki. Ubijamy piane na sztywno i dodajemy do utartego wcześniej ciasta. Delikatnie mieszamy.

Tortownicę smarujemy masłem i wlewamy na dno cienką warstwę ciasta. Wkładamy formę z ciastem  do piekarnika nagrzanego do 180oC i pieczemy ok 5 minut (ja piekę ok 10 minut każdą warstwę, ale to chyba zależy od piekarnika). Za każdym razem jak ciasto upiecze się na brązowo, wyjmujemy je z piekarnika i wylewamy kolejną warstwę ciasta. Mnie wychodzi około siedmiu warstw. Po upieczeniu ostatniej warstwy babkę sękaczową wyjmujemy, a gdy ostygnie - posypujemy cukrem pudrem.

Ciasto jest specyficzne, dość suche, ale smaczne. Polecam gorąco, mimo, że jego przygotowanie wymaga trochę czasu.

 

Wersja do druku

 

niedziela, 21 marca 2010

Przypominają nieco racuchy, ale są zupełnie inne w smaku. Bardzo neutralne, co sprawia, że można je jeść zarówno z dżemem, miodem, golden syrupem, jak i z dodatkami bardziej wytrawnymi. Można nieco zmodyfikować przepis dodając cukier i utarte jabłko. Są bardzo proste i szybkie w wykonaniu. Ich wadą jest niestety to, że tak jak racuchy, są dość tłuste. Przepis pochodzi z tej strony.

Składniki:

półtorej szklanki płatków owsianych

3jajka

3/4 szklanki kefiru lub zsiadłego mleka

8 łyżek mąki pszennej

olej do smażenia

opcjonalnie

2 łyżki cukru

1 duże starte na dużych oczkach jabłko

 

Wykonanie:

Płatki owsiane wsypać do większej miski i zalać wrzącą wodą tak, aby przykryła płatki. Nie należy lać jej zbyt dużo, żeby nadmiernie nie rozrzedziła ciasta. Poczekać, aż płatki zmiękną (ok 15 - 20 minut). dodać resztę składników i wymieszać. Na rozgrzany olej kłaść ciasto łyżką formując placki. Piec do zezłocenia po obu stronach. Podawać na ciepło z dodatkami.

Do wykonania przez dzieci:

  • odmierzyć płatki i wsypać do miski
  • Odmierzyć kefir i mąkę i dodać do płatków
  • rozbić jajka i wlać najpierw do osobnej miseczki (mogą się trafić skorupki)
  • przelać jajka do miski z płatkami
  • wymieszać wszystkie składniki
  • starsze dzieci mogą pilnować placków na patelni

 

Wersja do druku

środa, 17 marca 2010

Nazwę tej potrawy zaczerpnęłam z książki "Dzieciaki do kuchni" Beaty Lipov,a autorka zaczerpnęła ją z popularnych książek o przygodach dziarskiej Martynki. Sam przepis natomiast jest ogólnie znany i niezbyt odkrywczy. Myślę, że wiele osób robi takie chlebojaje wtedy gdy w domu jest sporo czerstwego chleba i nie bardzo wiadomo co z nim zrobić. Podaję jednak przepis na nie, ponieważ można je zrobić wspólnie z dziećmi na niedzielne wspólne śniadanie. Są alternatywą dla zwykłych grzanek lub dla jajecznicy. Ponadto zapewnią sporo rozrywki zarówno nam jak i dzieciakom. Podczas przygotowania potrawy uwaga na jajka - potrafią wybuchnąć w małych dziecięcych rączkach :D

Poza tym wspólne gotowanie poprawia naszym pociechom apetyt, ponieważ są tak dumne ze swojej pracy, że nie odmawiają konsumpcji :)

Składniki:

kilka kromek czerstwego chleba (po dwie -trzy na osobę)

1-2 jajka

1/2 - 1 szklanka mleka

sól

masło do smażenia

 

Wykonanie:

Jajka rozbijamy i roztrzepujemy z mlekiem i solą. Maczamy kromki chleba i obsmażamy na patelni do ścięcia i zezłocenia jajka. Podajemy na ciepło.

Ilości użytych składników są orientacyjne i należy je dostosować do liczebności rodziny i jej apetytu, oraz do własnych upodobań. Moja Babcia nie dodawała mleka, ale jej chlebojaje były cięższe i bardziej suche. Mleko sprawia, że są wilgotne i nie chłoną tak tłuszczu na którym są smażone.


Do wykonania przez dzieci:

  • wbić jajka do miseczki
  • roztrzepać jajka widelcem
  • mleko wlać do jajek i wymieszać
  • maczać chleb w mleku z jajkiem i podawać mamie do smażenia
  • starsze dzieci mogą same kłaść chleb na patelni

 

Wersja do druku

 

wtorek, 16 marca 2010

Właściwie powinna nazywać się " izbiańska", bo przepis przywiozłam z Domu na Łąkach, czyli z Izb. Owsianka, tak jak szpinak, nigdy nie zagościła w moim dzieciństwie i dobrze. Dzięki temu nie mam traumy i z ciekawością zagłębiam się w nowe smaki. A ta owsianka jest warta grzechu. Podawana z mlekiem ciepłym lub zimnym, według upodobania, osłodzona miodem również według gustu, jest smaczna i pożywna, a ponieważ wszystkiego jest w niej po trochu, to każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Składniki:

pół szklanki płatków owsianych

pół szklanki płatków pszennych (można zastąpić owsianymi)

garść orzechów laskowych

garść moreli

garść suszonych śliwek

garść siemienia lnianego

garść sezamu

jabłko

ew. płatki migdałowe (dodaję jak zostają mi z innych akcji kulinarnych)

woda

 

Wykonanie:

Płatki wsypujemy do garnka. Śliwki i morele kroimy na mniejsze kawałki (ja kroję w paseczki), orzechy siekamy. Jabłko obieramy i kroimy w dużą kostkę. Dodajemy do płatków razem z siemieniem i sezamem. Zalewamy wodą nieco ponad powierzchnię wszystkich składników i gotujemy na małym ogniu ok. 10-15 minut. Podajemy na ciepło z mlekiem (ciepłym lub zimnym - według upodobań). Słodzimy miodem. Mniam. Danie idealne na śniadanie - zdrowe, smaczne i pożywne.

 

Wersja do druku

Kisiel jest naprawdę wyjątkowy i będzie smakował nawet tym, którzy za kiślem zasadniczo nie przepadają. Aromatyczny, pełen owoców, pachnący winem, rozgrzewający na ciepło, a chłodzący na zimno. Dobry zarówno na lato jak i na zimę. Uwielbiam go ja i cała moja bliższa oraz dalsza rodzina.

Przepis dostałam od mojej koleżanki Basi.


1 paczka mrożonej mieszanki owocowej (najlepsza jest HORETXu, ta bez aronii)

1 paczka śliwek mrożonych lub wiśni

1 kawałek kory cynamonowej

4 ziela angielskie

300 ml czerwonego wytrawnego wina

7 czubatych łyżek cukru

2 lekko czubate łyżki mąki ziemniaczanej

170 ml zimnej wody


Wszystkie składniki z wyjątkiem wody i mąki ziemniaczanej doprowadzić do wrzenia i dalej gotować na małym ogniu jeszcze 10 minut, żeby nie rozgotować owoców. Potem wodę z mąką ziemniaczaną wymieszać i wlać do owoców, zamieszać i pogotować jeszcze około minuty. Po ugotowaniu należy jeszcze KONIECZNIE wyjąć korę cynamonową.

Podawać można na ciepło lub na zimno. W obu przypadkach można podać z sosem waniliowym. Ja zastępuję jogurtem wanilinowym. Jest równie smaczny a nie wymaga tyle pracy.

Podczas konsumpcji należy jeszcze uważać na ziarna ziela angielskiego :)

 

Wersja do druku

Bardzo wykwintna rolada z gorzką czekoladą. Można nią podjąć nawet specjalnych gości. Mimo, że za czekoladowymi ciastami nie przepadam, to muszę przyznać, że ta rolada naprawdę ma coś takiego w sobie, co sprawia, że trudno jej się oprzeć.
Przepis pochodzi z miesięcznika "Kuchnia".

Ciasto:

3 jaja

15 dkg cukru

1 opakowanie cukru waniliowego

10 dkg mąki pszennej

5 dkg mąki ziemniaczanej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

3 dkg kakao

Oddzielamy żółtka od białek. Do białek dosypujemy szczyptę soli i ubijamy na sztywną pianę. Następnie dodajemy obydwa cukry wymieszane ze sobą i nadal ubijamy, aż cukier się rozpuści. Dodajemy po jednym żółtku nadal ubijając. Obie mąki , proszek do pieczenia i kakao mieszamy ze sobą i przesiewamy. Dodajemy do jajek i delikatnie mieszamy do połączenia składników. Dużą blachę z piekarnika smarujemy masłem i wykładamy papierem. Ciasto równomiernie rozprowadzamy na blasze. Pieczemy w 180oC ok 12-15 minut. Ciasta nie należy przetrzymywać dłużej w piekarniku, bo stanie się suche i łamliwe. Ciasto wykładamy na czystą ściereczkę, delikatnie odrywamy papier na którym się piekło i niezbyt ściśle zwijamy razem ze ściereczką. W ten sposób pozostawiamy do ostygnięcia.

Krem czekoladowy:

400 ml śmietany kremówki

2 opakowania cukru waniliowego

1 tabliczka rozpuszczonej gorzkiej czekolady (gdyby zaczęła gęstnieć rozrzedzamy masłem)

2 łyżki koniaku

Śmietanę ubijamy na sztywno. Czekoladę łączymy z koniakiem. Odkładamy niedużą porcję ubitej śmietany do miseczki i powoli łączymy z czekoladą. Przekładamy nieszankę śmietanowo-czekoladową do pozostałej śmietany i mieszamy do uzyksania jednolitego kremu.

Ciasto delikatnie odwijamy ze ściereczki, smarujemy kremem i zwijamy ponownie. Przed zawinięciem można też posypać tartymi orzechami włoskimi. Z wierzchu posypujemy cukrem pudrem lub polewamy czekoladą.

Roladę aż do podania przechowujemy w lodówce.

 

Wersja do druku

Rolada świeża i lekka, słodko-kwaskowa, bardzo letnia. Bardzo ją lubię zarówno piec jak i jeść. Na gościach robi wrażenie głównie z powodu całych malin wymieszanych z kremem. Po pokrojeniu, na jasnym tle widać soczyste malinowe "oczka".
przepis na ciasto jest klasycznym przepisem na roladę, można go więc wykorzystać na wiele sposobów, nie tylko do tej konkretnej, a krem można mieszać z innymi owocami. Na pewno doskonale będzie smakować ze świeżymi truskawkami, jagodami albo z wiśniami z syropu.
Lekko zmodyfikowany przeze mnie przepis pochodzi z miesięcznika "Kuchnia".

Ciasto:

3 jaja

15 dkg cukru

1 opakowanie cukru waniliowego

10 dkg mąki pszennej

5 dkg mąki ziemniaczanej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Oddzielamy żółtka od białek. Do białek dosypujemy szczyptę soli i ubijamy na sztywną pianę. Następnie dodajemy obydwa cukry wymieszane ze sobą i nadal ubijamy, aż cukier się rozpuści. Dodajemy po jednym żółtku nadal ubijając. Obie mąki i proszek do pieczenia, mieszamy ze sobą i przesiewamy. Dodajemy do jajek i delikatnie mieszamy do połączenia składników. Dużą blachę z piekarnika smarujemy masłem i wykładamy papierem. Ciasto równomiernie rozprowadzamy na blasze. Pieczemy w 180oC ok 12-15 minut na lekko złoty kolor. Ciasta nie należy przetrzymywać dłużej w piekarniku, bo stanie się suche i będzie się łamało przy zwijaniu. Ciasto wykładamy na czystą ściereczkę, delikatnie odrywamy papier na którym się piekło i niezbyt ściśle zwijamy razem ze ściereczką. W ten sposób pozostawiamy do ostygnięcia.

Krem malinowy:

25 dag twarogu na sernik

7,5 dag cukru

1 opakowanie cukru waniliowego

sok z 1/2 cytryny

2 łyżeczki żelatyny

30 dag malin

250 ml śmietany kremówki

Twaróg mieszamy z obydwoma cukrami i sokiem z cytryny. Żelatynę rozpuszczamy w paru łyżkach ciepłej wody. Mieszamy twaróg z żelatyną, dodajemy maliny i ponownie mieszamy.  Śmietanę ubijamy na sztywno i łączymy z masą śmietanowo-owocową.

Ciasto delikatnie odwijamy ze ściereczki, smarujemy kremem i zwijamy ponownie. Przed zawinięciem można też posypać płatkami migdałowymi. Z wierzchu posypujemy cukrem pudrem.

Roladę aż do podania przechowujemy w lodówce.

 

Wersja do druku

1 ... 6 , 7
 
Bake Bread for World Bread Day 2011
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...