Życie ze smakiem
czwartek, 06 stycznia 2011


Zajrzałam dziś do Bei, żeby poczytać jej świąteczno-noworoczne podsumowanie i podążając śladem jej myśli trafiłam na przepis, który idealnie pasuje do dzisiejszego dnia - przepis na ciasto trzech króli, tradycyjny francuski wypiek związany z dzisiejszym dniem. Ponieważ jeszcze do wczoraj nie miałam pojęcia o istnieniu tego wypieku, nie będę się wymądrzać. Zajrzyjcie sami do kuchni Bei i podążajcie tym samym śladem co ja. Może dowiecie się czegoś o samym cieście, a może wasze myśli i poszukiwania skręcą w zupełnie innym kierunku. Tak czy owak, poszukiwania te na pewno będą owocne :)


Składniki:

  • 500 g mąki
  • 1 łyżeczka soli
  • 50 g cukru (więcej, jeśli lubicie słodsze wypieki)
  • ok. 20 g świeżych drożdzy (lub 1,5 łyżeczki instant)
  • 100 g miękkiego masła
  • 250 ml letniego mleka
  • otarta skórka z 1/2 cytryny (dałam z całej cytryny)
  • żółtko do posmarowania
  • płatki migdałowe do ozdoby


Wykonanie:

Mąkę mieszamy z solą. Drożdże rozdrabniamy, posykujemy łyżeczką cukru, łyżeczką mąki i dodajemy trzy łyżki mleka. Mieszamy i odstawiamy na 15-20 minut, żeby drożdże ruszyły. Przelewamy je do miski z mąką i dodajemy pozostałe składniki. Wyrabiamy gładkie elastyczne ciasto do momentu, aż zacznie odchodzić od ręki. Ponieważ ciasto ma być dość luźne, prawdopodobnie trzeba będzie skorygować ilość mleka. Ja dodałam dodatkowo ok. 50 ml. Zostawiamy je w cieple do podwojenia objętości.

Teraz ciasto musimy podzielić. Będziemy potrzebować 8 kawałków po około 60 g i jeden większy kawałek z pozostałego ciasta. Z większego kawałka formujemy dużą kulę i układamy ją na środku blachy wyłożonej papierem do pieczenia. Następnie formujemy małe kule i układamy je dookoła dużej. Pozostawiamy pod przykryciem na pół godziny. Smarujemy żółtkiem, posypujemy płatkami migdałowymi, pieczemy przez 30 minut w 180oC.



Wersja do druku

niedziela, 02 stycznia 2011

Dziś zapraszam na makaron domowej roboty, idealny do rosołu i pomidorowej z kluseczkami. Prosty skład, łatwość wykonania, a satysfakcja gwarantowana :)

Składniki:

200 g mąki pszennej

2 jajka

sól


Wykonanie:

Ze wszystkich składników zagniatamy jednolite, dość zwarte ciasto, podsypując je cały czas mąką, żeby się nie kleiło. Dzielimy je na trzy, cztery części i każdą z nich bardzo cienko rozwałkowujemy na płaty o grubości nie większej niż 1 mm. Cały czas podsypujemy mąkę, żeby ciasto nie przyklejało się do podłoża. Po rozwałkowaniu odkładamy na lniane ściereczki, na godzinę do dwóch i pozwalamy ciastu schnąć.

Podsuszone ciasto przekładamy na stolnicę posypaną mąką. Dość obficie posypujemy też wierzch ciasta i kroimy je na wstęgi o szerokości 5-6 cm, po czym układamy je jedna na drugiej. Teraz przystępujemy do krojenia makaronu. Ostrym nożem odkrawamy paseczki ok. 2 mm szerokie. W ten sposób postępujemy ze wszystkimi płatami ciasta, oczywiście z każdym z osobna. Poszatkowany makaron rozrzucamy po stolnicy, tak aby mógł jeszcze trochę podeschnąć.

W dużym garnku zagotowujemy osoloną wodę i wrzucamy do niej makaron, mieszając po każdej dołożonej porcji makaronu, żeby się nie skleił. Gotujemy krótko, do miękkości, odcedzamy i przelewamy obficie zimną wodą. W ten sposób zahartujemy makaron i nie będzie się sklejał.

Porcja wystarcza na jeden obiad dla 4-5 osobowej rodziny.

Poniżej instrukcja obrazkowa:

 

 

Wersja do druku

sobota, 01 stycznia 2011

Przepis pochodzi z książki Małgorzaty Kalicińskiej "Powroty nad rozlewiskiem". Autorka dodała do swojej powieści aneks zatytułowany "Notatki Bronisławy Matz", których lwią część stanowi opis przygotowania rosołów. Jeden z nich to rosół wołowy, drugi zaraz po rosole z kury, w naszej narodowej kuchni, a dla mnie stanowi numer jeden, odkąd zdobycie tzw. "szczęśliwej kurki" stało się wyczynem i wiąże się z wydaniem fortuny na jej pozyskanie. Dobrze przyrządzony rosół wołowy, choć cięższy w smaku od drobiowego, jest jednak wykwintny i bogaty. Polecam.

Cytuję za autorką:

"Wołowina ma być z kością. Bardzo dobra jest "pręga", czyli goleń lub góra przedniej nogi. Tam są grube rurkowate kości. Można taką kość nabyć u masarza. Nazywana jest "kością cukrową". W środku ma szpik, dawniej mówiono "tuk". To on nadaje rosołowi "oprawy". Jego smak jest niezastąpiony, a taki gorący, prosto z wnętrza kości, rozniesiony na chlebku, oprószony solą i pieprzem - mmmm! Kto nie jadł, ten traci!...

Bardzo dobry jest też szponder, czyli żebra z mięsem, bo w nich też jest siateczka kostno-szpikowa i trochę chrząstek, a rosół wołowy powinien być ciut kleisty. Najlepiej gdy po wystygnięciu zastyga w kleista galaretkę. Gratulujmy sobie cierpliwości. Oczywiście proporcje mogą być dowolne. Oby tylko włoszczyzny nie było więcej niż mięsa!

Ważne, aby po zagotowaniu mięso zszumować i  by po zszumowaniu już się ostro nie gotowało, bo zmętnieje.

Godzinę po zszumowaniu wrzuca się włoszczyznę. Nie powinno być za dużo marchwi, niepotrzebnie zasłodziłaby rosół. Ostrzegam też przed nadmiarem selera i pietruszki, bo rosół zrobi się zbyt jarzynowy w smaku. Kapusta, włoska koniecznie, też w takiej ilości, by nie wyszedł kapuśniak. Włoska kapusta wspaniale komponuje się z wołowiną. Jeśli ziele angielskie i listek laurowy,to mało, bo zrobimy wywar do flaków, a nie rosół.

Pieprz na samym końcu, razem z usiekaną pietruszką - do wazy.

Ten rosół dobrze jest ugotować i dać mu parę godzin wytchnienia. Wtedy puści wszystkie swoje smaki.

Do takiego rosołu doskonały jest domowy makaron.

Po staropolsku smakuje taki rosół z lanym ciastem, ale tak, by nie rozciapać go jak budyniu. Ciasto musi być wystarczająco "jajeczne" (można ciasto włożyć do foliowego woreczka, zrobić małą dziurkę i lać).

Można kłaść na wrzącą wodę kluseczki z ciasta francuskiego (jajo, mąka, ciutka masła i tyle wody by konsystencja była "budyniowa") małą łyżeczką. Bardzo atrakcyjny jest rosół, do którego robimy kluseczki wątrobiane lub szpikowe. Opisuje to szczegółowo Lucyna Ćwierciakiewiczowa w swoim słynnym dziele 365 obiadów.

Do takiego czystego rosołu w bulionówkach pasuje też podane osobno w kieliszku do jajek żółtko."

 

Receptura, jak widać niezbyt szczegółowa, ale wystarcza w zupełności by przyrządzić pyszny aromatyczny rosół. A na zdjęciu z domowym makaronem, który jużkrótce na blogu. Smacznego :):):)

 

Wersja do druku

piątek, 31 grudnia 2010

Te kulebiaki były jednocześnie sukcesem i porażką. Zachwyciło mnie ciasto - idealnie takie jakie powinno być ciasto na kulebiak, słodkie. Wspominałam już w poprzednim poście, że kulebiaki z takiego właśnie ciasta można zjeść w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą w piekarni Cezarego Sarzyńskiego przy ulicy Nadrzecznej. Jest to smak mojej młodości i obudził nostalgiczne wspomnienia. Już za sam ten fakt kulebiaki zasługują na uznanie. Farsz mi się nie za bardzo udał, bo kapustę kiszoną gotowałam w zbyt dużej ilości wody i po odcedzeniu nie pozostało w niej zbyt wiele smaku :( W związku z tym kontast słodkiego ciasta z kwaśnym farszem nie był tak wyraźny jak powinien, a to jest największy atut i najważniejsza cecha kulebiaka. Nie popełnijcie mojego błędu. Ponadto następnym razem pominę kaszę gryczaną i boczek i dodam trochę więcej pieczarek. Zastanawiam się też nad zmianą proporcji kapusty słodkiej i kiszonej, na korzyść kiszonej oczywiście. Jeśli zdecydujecie się na pominięcie boczku i kaszy, nie musicie zwiększać ilości innych składników. Farszu wychodzi bardzo dużo i trudno go upchnąć w ciasto, żeby nie został, bo wtedy zupełnie nie wiadomo co z nim zrobić.

Kulebiaki można wykonać w conajmniej czterech wariantach. Gospodyni Weekendowej Pikarni nr 98 Anna z bloga Addio pomidory proponuje, żeby zrobić je w formie okrągłego placka z kapuścianym farszem w środku, rolady (zawijańca) lub ślimaczków. Ja dodałam do tej listy wersję bułeczkową (choć nie udalo mi się jej sfotografować). Nie zdecydowałam się na okrągły placek, bo obawiałam się, że po pokrojeniu ciasto będzie mało spójne, że farsz będzie wypadał i goście będa mieli problem z jedzeniem. Tę część ciasta i farszu postanowiłam wykorzystać na bułeczki, o których już wspomniałam. Zrobiłam też zawijańca, ale niestety w środku ciasto się nie upiekło i wylądował w koszu choć z wierzchu był bardzo ładny. Być może miałam za małą keksówkę i z tego powodu ciasto się nie dopiekło. Następnym razem spróbuję bez keksówki. Powinno się udać. Trzecia wersja - ta najbardziej przypadła mi do gustu to ślimaczki. Robi się je  w ten sposób, że zawijańca na surowo kroimy na plastry i w ten sposób pieczemy.

A teraz do rzeczy. Przepis i wykonanie cytuję za Anną. Nadmienię tylko, że ciasta i farszu jest tak dużo, że wystarcza na przygotowanie trzech różnych wersji kulebiaka. I jeszcze jedna ważna rzecz - nie zmniejszajcie ilości cukru!!! To jest najważniejszy obok kiszonej kapusty składnik tego wypieku.

Składniki:

Na ciasto:
1,1 kg mąki pszennej +1 łyżka
1 jajko
2 żółtka
84 g świeżych drożdży
160 g +1 łyżka cukru
160 g masła
1 łyżeczka soli
½ l mleka
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Przygotowanie ciasta:
1.Podgrzewamy 125 ml mleka, rozpuszczamy w nim drożdże z 1 łyżką cukru i 1 łyżką mąki. Odstawiamy w cieple miejsce na 15 minut.
2.Rozpuszczamy masło.
3. 2/3 mąki, mąki, jaj, sól i resztę mleka mieszamy razem do uzyskania lejącego się ciasta. Kiedy składniki dobrze się połączą, mieszając dosypujemy resztę mąki.
4. Wlewamy drożdżowy zaczyn. Mieszamy dokładnie do połączenia się składników.
5. Dodajemy rozgrzane, płynne masło i wyrabiamy całość do całkowitego wchłonięcia się tłuszczu. Ciasto musi mieć konsystencję stałą, nielejącą. Musi odklejać się od ręki, można dosypać trochę mąki ale niewiele.
6. Ciasto osypujemy mąką, przykrywamy ściereczką i pozostawiamy w cieple do wyrośnięcia. W ciągu godziny mniej więcej powinno podwoić objętość.

Składniki:

Na farsz:
1 kg kiszonej kapusty z marchewką
700 g Kapusty słodkiej waga po odkrojeniu głąba
300-350 g grzybów,świeżych pieczarek wymieszanych z suszonymi grzybami, w tym suszonych grzybów nie więcej niż 100 g
1 woreczek kaszy gryczanej – 300 g po ugotowaniu
100 g smalcu
300 g wędzonego boczku
220 g posiekanej cebuli
sól, pieprz, majeranek

Przygotowanie farszu:
1. Suszone grzyby moczymy minimum 1 godzinę w wodzie, następnie gotujemy do miękkości. Pieczarki siekamy drobno, smażymy. Grzyby mielimy w maszynce.
2. Kapusty drobno siekamy. Kapustę kiszoną gotujemy w odrobinie wody do miękkości, około ½ godziny. Kapustę świeżą zalewamy wodą i gotujemy przez moment, następnie odlewamy cała wodę, płuczemy, zalewamy ponownie wodą i gotujemy do miękkości.
3. Gotujemy kaszę gryczaną.
4. Smażymy pokrojony w kostkę boczek, dodajemy smalec i cebulę, dusimy całość. Doprawiamy.
5. Łączymy w jednym garnku wszystkie składniki. Mieszamy delikatnie aby nie rozciamkać farszu niepotrzebnie.

Wersja okrągła, tradycyjna:

1. 1/3 wyrośniętego ciasta przekładamy na stolnicę posypaną mąką. Przygotowujemy tortownicę o średnicy 26 cm, smarujemy ją tłuszczem lub wykładamy pergaminem.
2. Na dno formy wykładamy placek ciasta do wysokości 1/3 tortownicy. Nakładamy ciepły farsz do wysokości 2/3 tortownicy.
3. Na wierzch nakładamy cieniuteńki placek ciasta, grubości około 1 cm.
4. Zaplatamy cienki warkocz z ciasta i układamy go dla ozdoby na wierzchu lub wykonujemy inne, dowolne dekoracje z ciasta.
5. Pozostawiamy do wyrośnięcia około ½ godziny, smarujemy białkiem.
6. Pieczemy w temperaturze 180-190°, przez około 45 minut do 1 godziny, sprawdzamy patyczkiem.
7. Podajemy z barszczem, kroimy jak tort.

Wersja rolada:

1. 1/3 wyrośniętego ciasta przekładamy na stolnicę posypaną mąką. Przygotowujemy keksówkę, wykładamy ją pergaminem.
2. Ciasto rozwałkowujemy cienko – około 1 cm, w kształcie prostokąta o długości jednego z boków nie przekraczającej długości keksówki.
3. Wykładamy farsz na całość rozwałkowanego placka, pozostawiając 2 cm z brzegu.
4. Zwijamy ściśle zaczynając od boku przykrytego farszem. Formujemy rulon, który wkładamy do keksówki. Dekorujemy dowolnie skrawkami ciasta. Pozostawiamy do wyrośnięcia na około ½ godziny. Całośc smarujemy białkiem.
5. Możemy także roladę pokroić jeszcze przed pieczeniem i wyrataniem i ułożyć na blasze. Powstaną nam z tego ślimaczki (tak jak na zdjęciu)
6. Pieczemy w temperaturze 180-190°, przez około ½ godziny, sprawdzamy patyczkiem.
7. Podajemy z barszczem, pokrojone na kawałki.

Wersja paszteciki:

1. 1/3 ciasta wykładamy na tortownicę, dzielimy na kilkanaście części, w zależności od tego jak duże paszteciki chcemy przygotować.
2. Każdą część rozpłaszczamy na dłoni lub rozwałkowujemy, wypełniamy farszem, sklejamy formując okrągła bułeczkę, układamy sklejeniem do dołu. Pozostawiamy do wyrośnięcia.
3. Smarujemy białkiem, pieczemy w temperaturze 180-190 °, przez około 20-25 minut, sprawdzamy patyczkiem.
4. Podajemy z barszczem.

 

Wersja do druku

czwartek, 30 grudnia 2010


U mnie dojrzewał kilka lat, chociaż to może bardziej ja do niego dojrzewałam. No ale z której strony na to nie patrzeć - wreszcie się udało. Przepis ten od lat krąży po internetowych blogach kulinarnych. Ja swój dostałam pięć lat temu od mojej koleżanki z pracy, która co roku robiła go z dwóch, a nawet z trzech porcji, bo nigdy nie starczało jednej, żeby obdzielić wszystkich chętnych. Tak sobie leżał ten przepis lat parę. Przypominałam sobie o nim przed świętami, ale na ogół oznaczało to tydzień przed świętami. No i takim sposobem rok za rokiem mijał, a ja niespełniona przepędzałam święta obiecując sobie solennie, że za rok..... W końcu ktoś tam na górze zlitował się nade mną i natchnął w odpowiednim momencie. Tak to w tym roku na moim wigilijnym stole, po latach dojrzewania pojawił się - Jego Królewska Mość Piernik Staropolski!!!

Ciasto na piernik powinno się przygotować około 5-6 tygodni przed świętami, ale im wcześniej tym lepiej. Ja swoje ciasto przygotowałam w połowie października i zostawiłam spiżarce aż do 20 grudnia, czyli na prawie 10 tygodni. Zaskoczyły mnie zapach i konsystencja ciasta. Było bardzo lepiące, ale wystarczyło delikatnie podsypać je mąką i zamieniało się w doskonale plastyczną masę. Surowe ciasto pięknie pachniało miodem i korzeniami. Czegoś takiego w swojej kuchni jeszcze nie doświadczyłam. Polecam gorąco.

Jedną porcję ciasta podzieliłam na trzy części. Z dwóch części zrobiłam dwuwarstwowy piernik, a z trzeciej wyszło mi mnóstwo małych i większych pierniczków.


Składniki:

  • pół kg miodu
  • 2 szklanki cukru (daję mniej)
  • 25 dag masła
  • 1 kg mąki pszennej
  • 3 jajka
  • 3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
  • pół szklanki mleka
  • pół łyżeczki soli
  • 2 - 3 torebki przyprawy do piernika (40 g w torebce)*

Wykonanie:

Miód, cukier i masło podgrzewamy stopniowo, pilnując aby sie nie zagotowały. Mieszamy, żeby składniki się połączyły i zostawiamy do ostygnięcia.

Do chłodnej masy miodowej dodajemy mąkę pszenną, jajka, sodę oczyszczoną rozpuszczoną w połowie szklanki mleka, sól i przyprawę do piernika. Ciasto starannie wyrabiamy (najlepiej mocnym mikserem) i przekładamy do garnka (kamionkowego lub emaliowanego, choć ja trzymałam ciasto w plastikowej miseczce). Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w chłodne miejsce na 5-6 tygodni. Ja swoje ciasto trzymałam w spiżarce, ale pan Maciek Kuroń pisał na swojej stronie, ze trzymał ciasto po prostu w kuchni. Na pewno mu to nie zaszkodzi. Po tym doświadczeniu docenimy z pewnością konserwujące właściwości pszczelego miodu :)

Na 3-4 dni przed świętami przystępujemy do pieczenia. Ciasto dzielimy na 2 - 3 części, rozwałkowujemy na grubość ok pół centymetra i pieczemy w dużej blaszce wyłożonej papierem do pieczenia w temperaturze około 160 - 180ºC przez około 15 - 20 minut (zależy od grubości placka). Placki ochłodzić. Czas i temperatura pieczenia wpływają na wilgotność piernika. Im niższa temperatura i krótszy czas pieczenia, tym piernik będzie bardziej miękki i wilgotny.

Ostudzone placki przekładamy podgrzanymi powidłami śliwkowymi, przykrywamy papierem, równomiernie obciążamy i zostawiamy do skruszenia na 3-4 dni, choć piernik nie jest twardy po upieczeniu i z braku innych możliwości można go upiec dzień przed Wigilią i też będzie pyszny.

Przed podaniem piernik polewamy czekoladą lub lukrem (ja wolę tę drugą wersję)

Smacznego :)

* dałam dwie torebki a piernik i tak był bardzo aromatyczny

 

Wersja do druku

wtorek, 28 grudnia 2010

A po świętach zostało już tylko wspomnienie i resztki niedojedzonych, wspaniałych potraw i pysznych ciast. Kilka zdołałam sfotografować zanim znikły w ustach gości. Żałuję że nie wszystkie. W tym roku odczarowałam czysty barszczyk, który do tej pory, choć prosty i zwyczajny, nie wychodził tak smaczny jak lubię. Do barszczu upiekłam fantastyczne kulebiaki - prawie tak dobre jak te u Sarzyńskich (to ci od kazimierskich kogutów). Po drobnej modyfikacji farszu zadowolą mnie z pewnością, bo ciasto jest idelanie takie jak powinno być. Po raz pierwszy zrobiłam też dojrzewający piernik - fantastyczny!!! A chleb był żytni razowy, domowy i na zakwasie - mój tato powiedział, że to taki chleb jaki sie kiedyś na wsiach jadało, gęsty, wilgotny i ciemny. Potraw było oczywiście więcej, ale tymi najbardziej chciałabym się pochwalić. Zapraszam więc już wkrótce na poświąteczny przegląd stołu:)

środa, 22 grudnia 2010

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia, oraz nadchodzącego Nowego Roku, wszystkim moim blogowym gościom chciałabym życzyć dużo miłości, ciepła i zrozumienia, prostych dróg i pomocnych dłoni, rozwiązania nierozwiązanych spraw, spłacenia niespłaconych długów i tego wszystkiego, bez czego Wasze życie nie ma większego sensu.

sobota, 18 grudnia 2010

Od dziś na blogu niewielkie udogodnienie. Dodany został przycisk zamieniający listy składników na listę zakupów. Przyznam, ze sama często korzystam z tej opcji i bardzo mi się ona podoba. Mam nadzieję, że będzie przydatna również dla Was. Pozdrawiam i prosze o jeszcze chwilkę cierpliwości. Za chwilę pojawią się nowe wpisy.

niedziela, 28 listopada 2010

 

Przepyszna, kwaskowa konfitura, doskonała do bułeczek domowej roboty, niezła do rogalików, ale ja najbardziej lubię dodawać ją do herbaty. Znaleziona na blogu Moje Wypieki. Na zdjęciach - w towarzystwie miękkich maślanych bułeczek.

Składniki:

  • 55 dag cytryn
  • 4 szklanki wody
  • 70 dag kiwi
  • 5 szklanek cukru (dodałam nieznacznie więcej)

Wykonanie:

Cytryny należy dobrze wyszorować i sparzyć. Kroimy je na ćwiartki, usuwamy pestki i większe membrany. Kroimy na cieniutkie plasterki, wkładamy do szklanego słoja, zalewamy wodą i zostawiamy na noc.

Następnie cytryny z wodą przelewamy do garnka z grubym dnem i gotujemy odkryte przez około 15 minut, żeby woda nieco odparowała. Kiwi obieramy, usuwamy zdrewniały środek i kroimy w małą kostkę lub miksujemy blenderem. Dodajemy do cytryn razem z cukrem i zagotowujemy. Zmniejszamy moc palnika do minimum i gotujemy od 1 do 3 godzin, bez przykrycia, co pewien czas mieszając. W zależności od tego jaką chcecie uzyskać gęstość konfitur, gotujecie krócej lub dłużej. U mnie to było około 2,5 godziny.

Zamykamy w słoiczkach, zjadamy ze smakiem :)

 

 

Wersja do druku

 

Tagi: owoce
19:59, moniazo , Przetwory
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 listopada 2010

 

 

Przyszedł mi do głowy od razu gdy tylko Tatter ogłosiła Cytrusowy Tydzień 2010. Inspiracją był sernik australijski Eklerka z forum cincin.

Sernik wyszedł pysznie cytrynowy. Warstwa mleczno serowa przełamuje kwaskowatość warstwy cytrynowo-serowej i vice versa. Oto przepis:

Składniki na spód:

  • 250 g ciastek czekoladowych typu digestive
  • 80 g masła

Składniki na masę serową:

  • 400 g twarogu trzykrotnie mielonego
  • 200 g mleka skondensowanego SŁODZONEGO
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 1 łyżka żelatyny (opcjonalnie)

Składniki na masę cytrynową:

  • 250 g serka mascarpone
  • 100 g kremu cytrynowego (lemon curd)*

Wykonanie:

Ciastka pokruszyć na pył - najlepiej w blenderze, lub robocie kuchennym, wymieszać z rozpuszczonym masłem do uzyskania konsystencji mokrego piasku. Przesypać ciastka do małej tortownicy i uklepać na dnie, wykładając masą ciasteczkową również boki. Jeśli chcecie zrezygnować z ciasteczkowych boków, to należy wówczas użyć mniej ciastek i masła, bo spód będzie zbyt gruby.

Tortownicę wkładamy do lodówki do czasu przygotowania masy serowej.

Twaróg miksujemy do puszystości, po czym dodajemy mleko i ekstrakt waniliowy. Teraz trzeba przyjżeć się masie serowej i zdecydować, czy konieczny będzie dodatek żelatyny. Jeśli jest rzadka (czyli łopatki miksera nie zostawiają na niej wyraźnego śladu, który się nie rozpływa), to należy dodać ciepłą żelatynę, rozpuszczoną w niewielkiej ilości gorącej wody. Jeśli natomiast masa jest dość zwarta, to można zaryzykować i nie dodawać żelatyny. Gotową masę serową wykładamy na ciasteczkowy spód i ponownie wkładamy do lodówki na około dwie godziny.

Po tym czasie przygotowujemy masę cytrynową - mieszamy krem cytrynowy z serkiem mascarpone i miksujemy do połączenia się składników. Masę wykładamy do tortownicy. Wierzch dekorujemy czekoladą.

* Krem cytrynowy (lemon curd) możemy przygotować według przepisu zamieszczonego TUTAJ.



Wersja do druku

czwartek, 25 listopada 2010


Następna propozycja do cytrusowego tygodnia to likier  pomarańczowy domowej roboty. Jego zaletą jest szybkość przygotowania. Nie trzeba też długo czekać aż dojżeje, bo gotowy jest zaledwie w cztery dni. Może z powodzeniem zastąpić likier Cointreau, który używany jest do wielu cytrusowych ciast i deserów. Likier jest bardzo aromatyczny, z delikatnym posmakiem goryczy. Idealny do świątecznych dań i wypieków, zarówno do bezpośredniego jak i pośredniego spożycia :)
Składniki:
  • 2 duże pomarańcze
  • 1 szkl. spirytusu
  • 300ml wody
  • 30 dag cukru
Wykonanie:

Pomarańcze sparzyć, wyszorować, osuszyć, zdjąć z nich pomarańczową część skórki. Z owoców wycisnąć sok, wymieszać z wodą i cukrem, zagotować, przecedzić przez gazę.

Wystudzony syrop wymieszać ze spirytusem i przelać do jednego naczynia , najlepiej dużego słoika razem z obranymi skórkami. Zakręcić i odstawić na 4 dni w chłodne miejsce. Od czasu do czasu potrząsnąć słojem.

Po 4 dniach przecedzić i wlać do butelek.

 

Wersja do druku

wtorek, 23 listopada 2010

 

Ten krem to doskonały dodatek do wielu deserów. Jest naprawdę mocno cytrynowy, ale też kremowy i bardzo wdzięczny w obróbce. Nadaje się do przekładania biszkoptów, bezików, do serników, ciastek, tart, może też być świetnym nadzieniem do pączków. Wymieszany z mascarpone łagodnieje i daje nam kolejne możliwości wykorzystania. Receptur na krem cytrynowy można znaleźć w internecie sporo - ja wybrałam tę od Dorotki, bo ma mało tłuszczu, ale kiedyś zaszaleję i spróbuję takiego z masłem, a niech tam - raz się żyje :)

Składniki:

  • sok wyciśnięty z 3 cytryn i skórka z nich otarta
  • 2 żółtka
  • 2 jajka
  • 200 g cukru
  • 1 czubata łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżka oliwy

 

Wykonanie:

Wszystkie składniki (oprócz oliwy) wkładamy do garnuszka i zagotowujemy, cały czas mieszając. Od zagotowania trzymamy go na gazie przez 2 minuty, cały czas mieszając. Dodajemy oliwę i znów gotujemy przez 2 minuty. Jeśli crem jest grudkowaty, to należy przetrzeć go przez sitko lub zmiksować blenderem.

Przechowujemy w lodówce, w szczelnie zamkniętym słoiczku do tygodnia czasu.


Wersja do druku

poniedziałek, 22 listopada 2010

 

Herbata ta jest składnikiem menu lubelskiej restauracji Insomnia. Tam też po raz pierwszy jej spróbowałam. Od tej pory jest to nasz ulubiony zimowy napój rozgrzewający. Polecam gorąco :)

Składniki na jedną osobę:

  • 1 kubek zaparzonej gorącej herbaty
  • 3 goździki
  • gruby plaster pomarańczy lub jabłka
  • sok malinowy do smaku.
  • można opcjonalnie dodać naparstek czystej wódki.

Wykonanie:

Do kubka z herbatą dodajemy goździki, dolewany sok malinowy - tyle ile lubimy, dodajemy pomarańczę lub jabłko. Pijemy na gorąco.

Smacznego :)

 

 

Wersja do druku

niedziela, 21 listopada 2010

Niniejszym udało mi się nadrobić kolejną zaległość z Weekendowej Piekarni. Bułeczki wprawdzie nie wyszły mi bardzo miękkie, ale za to naprawdę maślane. Bardzo pyszne na niedzielne śniadanie, które właśnie w takiej postaci będę dziś spożywać :)

Polecam gorąco, życząc smacznego.


Składniki:

  • 750 g mąki chlebowej
  • 345 g wody
  • 1 jajko (ok. 75 g)
  • 60 g masła (temp. pokojowa)
  • 45 g cukru
  • 38 g mleka w proszku
  • 15 g soli
  • 38 g świeżych drożdży


Wykonanie:

Wzięłam połowę wszystkich składników z wyjątkiem jajka oczywiście (użyłam małego o wadze ok. 40g). Wrzuciłam wszystko do miski i wyrabiałam do uzyskania gładkiego elastycznego ciasta. W maszynie robiłam to około 10 minut. Przykryłam miskę i odstawiłam na godzinę do podrośnięcia. Moje ciasto nie podwoiło w tym czasie objętości.

Podzieliłam ciasto na 8 części. Robiąc z całości należy je podzielić na 12-15 części w zależności od tego jak duże bułki chcemy uzyskać. Uformowałam bułeczki. Zrobiłam dwa rodzaje węzełków. Uformowane bułeczki poukładałam na blasze wyłożonej pergaminem. Zostawiłam pod przykrycierm do podwojenia objętości, czyli mniej więcen na 45 minut. Przed pieczeniem posmarowałam mlekiem, do lubię grubą chrupiącą skórkę.

Piekłam 15 minut w 200oC, po czym zmniejszyłam temperaturę do 170oC i dopiekałam jeszcze przez 3 minuty. Wystudziłam na kratce.

Wersja do druku

sobota, 20 listopada 2010

Ostatnio stałam się monotematyczna nieco, bo na blogu albo chleb w wielu odsłonach, albo kolejny sernik na zimno. Cóż poradzić, kiedy chleb trzeba jeść, a jeśli jeść to i piec. Proste. Piekę więc chleb za chlebem. Czasem po cztery bochny dziennie (spokojnie - tylko w weekendy mam taką moc). No a seniki - po prostu oszalałam na ich punkcie (nadrabiam zaległości z zamierzchłej epoki dzieciństwa, kiedy to sernik był trujący pod każdą postacią :). Ciągle przychodzą mi do głowy kolejne wariacje na ten sam temat. Trudno się opędzić od tych myśli, więc jak tylko przychodzi sobota, zakradam się do kuchni i klecę kolejny serniczek, a w głowie już pięć nowych się pojawia.

No ale rozmaitość już stoi za progiem. Od poniedziałku cytrusowy tydzień. Serniczka oczywiście nie zabraknie, ale chleb cytrynowy podaruję sobie. Przynajmniej tym razem.

Zapraszam więc do zabawy i do kosztowania cytrusowych pyszności. Zacznę od czegoś rozgrzewającego, boć to zima za pasem :)

 

Oto kolejny chleb, który często pojawia się na naszym stole. Pyszny, miękki i pachnący, z dużą ilością ziaren siemienia lnianego i słonecznika. Jeden z naszych ulubionych. Przepis znalazłam u Dorotki.

Przygotowanie ziarna:

  • 35 g siemienia lnianego
  • 100 g wody

Ziarno zalewamy wodą i odstawiamy do napęcznienia na 12 - 16 godzin.

Zaczyn:

  • 75 g mąki pszennej
  • 90 g wody
  • 2 łyżki zakwasu

Mieszamy ze sobą wszystkie składniki zaczynu i odstawiamy w temperaturze pokojowej do przefermentowania na 12 -16 godzin.

Ciasto właściwe:

  • 380 g mąki pszennej (najlepiej chlebowej)
  • 40 g mąki żytniej
  • 60 g uprażonych ziaren słonecznika
  • 30 g uprażonych ziaren siemienia lnianego
  • 175 g wody
  • 18 g (1 łyżka) soli


Wykonanie:

Mieszamy wszystkie składniki ciasta chlebowego razem z zaczynem i napęczniałymi ziarnami siemienia przez około 10 minut. Ciasto powinno być średnio ścisłe, więc korygujemy jeszcze ilość mąki lub wody i wyrabiamy jeszcze przez chwilę. Ciasto odstawiamy na 2 - 2,5 godziny składając je  w tym czasie raz lub dwa razy w jednakowych odstępach czasu.

Po upływie wyżej wymienionego czasu formujemy owalny  bochenek i umieszczamy delikatnie w koszyku do wyrastania  złączeniem do góry. Można w tym celu użyć koszyczka na chleb lub głębokiej salaterki wyłożonej lnianą ściereczką i obsypanej obficie mąką. Pozostawiamy bochenek do wyrośnięcia na następne 2 - 2,5 godziny. Powinno podwoić objętość. Jeśli nie - to czekamy tak długo aż ciasto przyrośnie dwukrotnie. Po wyrośnięciu przekładamy chleb na łopatę (mam zrobioną ze sklejki), robimy kilka głębokich nacięć i wkładamy szybko do piekarnika. Pieczemy w temperaturze 220ºC przez 40 - 45 min.

 

Wersja do druku

czwartek, 18 listopada 2010

 

Kiedy ten chleb pojawił się w Weekendowej Piekarni mój zakwas właśnie był zszedł, a nowy jakość rodził się  w bólach. Mimo, że nie przepadam za chlebami na drożdżach, wybrałam wówczas chleb wiedeński.

Ale o takiej recepturze, jak ta, nie zapomina się łatwo.

Moje przeczucie nie zawiodło. Chleb okazał się bardzo aromatyczny, sprężysty, wilgotny, świeży, po prostu doskonały. Polecam. No i, jak to mówią w WP - niech się wam upiecze :)

Przepis pochodzi od Tatter, cytuję (z komentarzem) za Tilinarą, a gospodynią była A.Grey ze Spiżarni. Szczegóły zanjdziecie TU.

Składniki:

  • 230 g białego zaczynu zakwasowego levain (100% hydracji)*
  • 510 g białej pszennej maki chlebowej 3 g drożdży instant
  • 230 g ugotowanych ziemniaków w łupinkach
  • 230 g wody z gotowania ziemniaków
  • 14 g soli
  • 115 g sera Cheddar
  • liście z 4-5 gałązek rozmarynu, posiekane (dodałam z dwóch)


Przygotowanie: W dużej misce wymieszać cały zaczyn z połową mąki, drożdżami, wystudzonymi ziemniakami i połową wody z gotowania ziemniaków. Miskę (odkrytą) odstawić na 30 minut. Następnie, do ciasta wsypać pozostałą mąkę z solą i mieszając, dodać tyle pozostałej wody, aby powstało raczej luźne ciasto. Wyłożyć ciasto na stół i wyrabiać przez 6 minut. Dodać posiekany rozmaryn i dalej zagniatać przez 2 minuty. Ciasto powinno być lepkie ale nie klejące się (temp 25-27C). Gotowe ciasto umieścić w naoliwionej misce, przykryć i zostawić na 90 minut, składając ciasto w połowie wyrastania.
Podzielić na dwie części, nadać kształt prostokąta. Na środku każdego ułożyć plastry sera, zostawiając dookoła margines ciasta. Następnie zwinąć ciasto ścisło, docisnąć końce. Na blasze do pieczenia ułożyć arkusz pergaminu, posmarować go lekko oliwą i posypać semoliną. Ułożyć bochenki obok siebie zostawiając miedzy nimi odstęp. Blachę wsunąć do plastikowej torby i zostawić do wyrośnięcia na 1 godzinę. Rozgrzać piec do 260C.
Wyrośnięte bochenki naciąć szybko (dość głęboko, do pierwszej warstwy sera) i zsunąć wraz z pergaminem na gorący kamień. Piec z parą przez 35 minut (parę wtryskiwać tylko przez pierwsze 2 minuty pieczenia co 30 sekund). Po ostatnim wstrzyknięciu pary zmniejszyć temperaturę pieca do 230C . Studzić na kratce.

* Biały zaczyn zakwasowy levain 100% hydracji uzyskujemy poprzez wymieszanie 115 g wody, 115 g białej mąki pszennej i 2 łyżek aktywnego zakwasu. Mieszaninę pozostawiamy na ok. 12 godzin w temperaturze pokojowej do przefermentowania.

 

Wersja do druku

środa, 17 listopada 2010

Ten sernik powstał na skutek objawienia jakie na mnie spłynęło, kiedy zastanawiałam się jak zagospodarować resztę sera po ostatniej sernikowej produkcji. Za dużo, żeby zjeść, za mało żeby wyprodukować kolejny sernik. Marzył mi się sernik z owocami, ale na samą myśl o pomieszaniu sera ze świeżymi owocami (z zamrażarki oczywiście) dostawałam gęsiej skórki. Pamiętam te letnie serniki z dodatkiem porzeczek, truskawek czy jeżyn. Latem przyjemnie chłodzące - zimą przyprawiające o dreszcze. Nie, taki sernik nie wchodził w grę.

Olśnienie przyszło podczas prozaicznych zakupów. Nieopodal mięsnego stoiska zobaczyłam puszki, a w nich słoneczne, pyszne, słodkie, w sam raz do "zimowego" sernika na zimno - BRZOSKWINIE!

Składniki na spód:

  • 160 g ciastek digestive w czekoladzie (użyłam zwykłych i czekoladowych wymieszanych pół na pół)
  • 60 g miękkiego masła

Składniki masy serowej:

  • 400 g sera twarogowego trzykrotnie mielonego (u mnie wiaderkowa Piątnica)
  • 250 g serka mascarpone
  • 100 g brązowego cukru
  • 1 puszka brzoskwiń
  • 2 łyżki żelatyny do masy serowej + 7 g do syropu
  • 250 ml śmietany kremówki
  • 1 czubata łyżeczka cukru pudru

Wykonanie:

Ciastka kruszymy, najlepiej w blenderze i mieszamy z miękkim lub rozpuszczonym masłem, aż uzyskamy masę o konsystencji mokrego piasku. Masę ciasteczkową wsypujemy do małej tortownicy (ok. 21 cm średnicy) i ugniatamy na dnie. Wkładamy tortownicę do lodówki do czasu przygotowania masy serowej.

Obydwa sery i cukier miksujemy do uzyskania puszystej masy, czyli mniej więcej do momentu kiedy rozpuści się cukier. Mocno schłodzoną kremówkę ubijamy mikserem dodając w trakcie ubijania cukier puder.

Dodajemy ubita kremówkę do masy serowej i dokładnie mieszamy. Ja to robię mikserem. Dwie łyżki żelatyny rozpuszczamy w kilku łyżkach gorącej wody. Ja użyłam jednej łyżki żelatyny z uwagi na to że moja masa serowa miała zwartą konsystencję. Jeśli masa jest dość lejąca lepiej użyć dwóch łyżek, żeby się sernik nie rozpłynął po wyjęciu z tortownicy.

Jeszcze ciepłą żelatynę dodajemy do masy serowej i dokładnie miksujemy.

Brzoskwinie wyjmujemy z puszki zachowując syrop. Cztery połówki zostawiamy do dekoracji, a pozostałe drobno kroimy i mieszamy z masa serową. Masę przekładamy do tortownicy i wyrównujemy wierzch. Wkładamy do lodówki żeby trochę stężała. W tym czasie przygotowujemy dekorację z brzoskwiń - nacinamy je tak jakbyśmy chcieli poroić je w plasterki, z tym, że z jednej strony muszą zostać połączone. Później rozłożymy je jak wachlarze i ułożymy na wierzchu sernika. Zimny syrop z brzoskwiń  mieszamy z pozostałą żelatyną i podgrzewamy na wolnym ogniu mieszając do czasu, aż żelatyna się rozpuści. Nie można doprowadzić do wrzenia. Studzimy syrop i czekamy, aż zacznie tężeć. Tężejącą galaretką polewamy wierzch sernika udekorowany wcześniej brzoskwiniami.

Smacznego:)

Wersja do druku

wtorek, 16 listopada 2010

Pyszny chleb, dość łatwy w przygotowaniu, nie wymagający wielu składników. Ładnie rośnie, świetnie formuje, dobrze się piecze i jeszcze lepiej smakuje. Mimo to ciasto czasem ma fanaberie i potrafi sprawić sporo problemów. Ale gorąco polecam ten chleb - to jeden z najlepszych jakie jadłam. Przepis jak zwykle - od niezawodnej Dorotki.

Zaczyn:

  • 650 ml lekko ciepłej wody
  • 500 g mąki pszennej chlebowej
  • 1/4 - 1/3 szklanki aktywnego zakwasu (użyłam żytniego)

Wszystkie składniki mieszamy i zostawiamy w temperaturze pokojowej,  przykryte folią na całą noc do przefermentowania.

Ciasto właściwe:

  • 600 g mąki pszennej chlebowej
  • 25 g soli
  • cały wcześniejszy zaczyn


Mąkę mieszamy z solą i zaczynem. Ciasto nie powinno być bardzo luźne ale też nie może być zbyt ścisłe. Ja miałam z tym sporo problemów ze względu na mąkę. Ciasto wychodziło mi z tych proporcji bardzo twarde. Proponuję więc z 600 g mąki przeznaczonej na ciasto właściwe odłożyć 100 g i dodawać stopniowo w zależności od ścisłości ciasta. Wyrabiamy  około 10 minut aż będzie gładkie.

Z ciasta formujemy kulę i umieszczamy w posmarowanej olejem misce. Przykrywamy miskę ściereczką i pozostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na 4 godziny składając ciasto w tym czasie trzykrotnie (co godzinę).

Po tym czasie dzielimy ciasto na 2 części, formujemy bochenki, umieszczamy je w oprószonych mąką koszach złączeniami do góry. Przykrwamy i pozostawiamy na 2 - 3 godziny do wyrośnięcia.

Chleb pieczemy z parą, najlepiej na kamieniu, przez około 40 minut. Pierwsze 10 minut w temperaturze 250ºC, po 10 minutach obniżając do 200ºC. Studzimy na kratce.

Wersja do druku

niedziela, 14 listopada 2010

U nas dziś na śniadanie były pyszne i pachnące grzanki z jajkiem sadzonym. Sposób ich przygotowania jest już na blogu, tyle, że nieilustrowany. Dlatego też dziś, przy okazji konsumpcji zamieszczam obrazki od których cieknie ślinka. Przepis jest TUTAJ.

Smacznego :)

 

 


 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Bake Bread for World Bread Day 2011
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...