Życie ze smakiem
poniedziałek, 22 sierpnia 2011

 

W mojej ocenie to jeden z najlepszych serników pieczonych jakie do tej pory jadłam, choć przyznać muszę, że jadłam ich niewiele, więc i o obiektywizm raczej trudno. Niemniej jednak smakował mi baaardzo. Zrobiłam go z czarnĄ i czerwoną porzeczką, bo akurat miałam i doszłam do wniosku, że wypiek nic na tym nie straci. I rzeczywiście tak było. nie mogliśmy się nim najeść. Chociaż upiekłam w dużej tortownicy - zaledwie dwa dni cieszyłam się jego smakiem :)

Przepis znalazłam TUTAJ.

Składniki:

  • 250 g herbatników maślanych
  • 90 g masła
  • 30 g gorzkiej czekolady (pominęłam)
  • 1000 g twarogu trzykrotnie mielonego (dałam wiaderkowy)
  • 4 jajka
  • 220-250 g cukru (zmniejszyłam do 200 g)
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 150 g białej czekolady
  • 4-5 łyżki Malibu (pominęłam)
  • 300 g czerwonych porzeczek (dołożyłam jeszcze drugie 300 g czarnych)

Wykonanie:

Herbatniki zmiksować, by przypominały piasek. Masło i czekoladę rozpuścić, dokładnie wymieszać z ciasteczkami. Tortownicę (26-28 cm) wyłożyć papierem do pieczenia lub folią aluminiową, przesypać masę ciasteczkową i rozprowadzić ją dokładnie do dnie.
Białą czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej (woda nie może być zbyt gorąca), dodać Malibu. Pozostałe składniki na masę serową zmiksować na gładką masę. Dodać rozpuszczoną czekoladę, dokładnie wymieszać. Połowę masy przelać do tortownicy, na wierzchu równomiernie rozmieścić połowę porzeczek. Następnie delikatnie wylać resztę masy i ułożyć pozostałe porzeczki.
Piec ok. 100-120 min. w temperaturze 190 stopni, kiedy wierzch zacznie się rumienić, przykryć go folią aluminiową (koniecznie).
Po przestudzeniu wstawić do lodówki na całą noc.

S M A C Z N E G O :)

 

środa, 17 sierpnia 2011

 

Zamarzył mi się sernik na zimno, który będzie połączeniem czerwonych i czarnych porzeczek. Miałam je obie i nie wiedziałam na które się zdecydować. Zrobiłam więc z obu, a co. W końcu od przybytku głowa nie boli. Sernik wyszedł bardzo owocowy i orzeźwiający, głównie dlatego, że z czerwonych porzeczek zrobiłam  galaretkę, którą wyłożyłam na wierzch sernika.Do sernika wykorzystałam recepturę na sernik porzeczkowy, który w zeszłym roku zrobiłam jako pierwszy i od którego zaczęła się moja miłość do serników. Najpierw tych na zimno, a potem powoli do tych pieczonych (tak, tak :), te też bywają u mnie w łaskach). Zeszłoroczny sernik znajdziecie TUTAJ. A oryginalna receptura pochodzi z bloga Gotowanie cieszy.

 

Składniki:

200 g ciastek maślanych

100 g masła

1000 g twarogu półtłustego lub tłustego zmielonego dwukrotnie (u mnie tradycyjnie Piątnica wiaderkowa)

1 łyżka soku z cytryny

pół szklanki (125 ml) śmietany kremówki (dodałam 200 g)

200 g drobnego cukru

2 czubate łyżki żelatyny + 1 łyżka do galaretki na wierzch

po 400 g czarnej i czerwonej porzeczki,

 

Wykonanie:

Ciastka rozdrobnić, dodać roztopione masło i wymieszać. Powinny mieć wygląd i konsystencję mokrego piasku. Tortownicę o średnicy 24 cm wyłożyć papierem do pieczenia lub folią aluminiową. Na dno wyłożyć masę ciasteczkową, wyrównać i ugnieść łyżką. Włożyć do lodówki do czasu przygotowania masy serowej.

Twaróg zmiksować z cukrem, kremówką i sokiem z cytryny. Żelatynę rozpuścić w niewielkiej ilości wrzątku (ok. 1/3 szklanki) i chłodną (ale nie całkiem zimną) dodać do masy serowej cały czas miksując, żeby się nie ścięła i nie utworzyła nieapetycznych grudek.

Masę serową podzielić na 2 części. Jedną z nich wymieszać ze zmiksowanymi w blenderze czarnymi porzeczkami, wyłożyć na ciasteczkowy spód i wstawić do lodówki na około 10 minut do lekkiego stężenia. Po tym czasie wyjąć i wyłożyć białą masę serową. Znów włożyć do lodówki.

Lekko zmiksować czerwone porzeczki. Pozostałą łyżkę żelatyny rozpuścić w małej ilości gorącej wody i kiedy lekko ostygnie, wymieszać z musem z czerwonych porzeczek. Mus wyłożyć na białą masę serową.

Sernik najlepiej pozostawić do stężenia na całą noc w lodówce.

Ja swój sernik przygotowałam w niedużej prostokątnej formie z wyjmowanym dnem.

 

środa, 03 sierpnia 2011

To moja pierwsza owocowa tarta i jednocześnie klasyka tego gatunku. Trzeba było poświęcić jej trochę czasu, ale naprawdę było warto. Uwielbiam kruche z owocami, a to ciasto jest superkruche i baaardzo owocowe.

Choć przepisów na tartę Tatin jest w internecie mnóstwo, ja swoją upiekłam według receptury zamieszczonej na blogu Moje Wypieki.

 Ciasto:

  • 150 g mąki pszennej
  • 80 g zimnego masła
  • 1 łyżka drobnego cukru
  • 1 łyżka zimnej wody

 

Wszystkie składniki miksujemy. Ciasto zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki.

Owoce:

  • 2 łyżki soku pomarańczowego (pominęłam)
  • 60 g masła
  • 140 g drobnego cukru
  • 450 g moreli (jabłek, gruszek lub bananów)

 

Na patelni mieszamy sok, masło i cukier. Podgrzewamy  do rozpuszczenia się cukru i karmelizujemy dalej, aż masa zgęstnieje i zrobi się jasnozłota.

Morele myjemy, kroimy na pół, wyjmujemy pestki i układamy je ściśle blisko siebie na przygotowanym karmelu (stroną przekrojoną do góry). Smażymy owoce do czasu aż większość płynu odparuje a karmel będzie ciemnozłoty , uważając, by go nie przypalić. Może to potrwać około 15 minut. Owoce bardzo delikatnie obracamy w karmelu żeby się nie rozpadły. Gotowe owoce odstawiamy na około godzinę do ostudzenia i przekładamy do formy na tartę razem z pozostałym karmelem.

Ciasto wałkujemy na okrągły placek trochę większy niż foremka i kładziemy na owocach w karmelu, wciskając je  w boki.

Pieczemy w temperaturze 170ºC przez około 30 minut, aż ciasto będzie jasnozłote. Po upieczeniu zostawiamy ciasto na około 5 minut by odpoczęło i przestygło, po czym wykładamy odwrotnie na duży płaski talerz tak, by owoce były na górze. 

 

wtorek, 02 sierpnia 2011

Te fantastyczne, szybkie miniserniczki można przygotować z dowolnymi owocami. Choć wersja podstawowa to ekskluzywnie wyglądające małe, białe dzieła sztuki, z połówką zapieczonej truskawki w kształcie serca, to myślę, że można się tym ekskluzywem nie zrażać i wykorzystać bogactwo lata w tym jednym przepisie. Z porzeczkami są świetne. Doskonałe będą niewątpliwie z jagodami i malinami. Znalazłam je u Małgosi w Smakach Alzacji.

A jak chcecie pooglądać artystyczne oryginały to zajrzyjcie TUTAJ.

Składniki:

  • 150 g ciasteczek owsianych (zastąpiłam ciastkami w czekoladzie)
  • 500 g zmielonego twarogu
  • 1/2 - 3/4 szklanki cukru (wymieszałam pół na pół z cukrem brązowym)
  • 1 pełna łyżka mąki pszennej
  • 1 białko jajka (lub całe jajko)
  • 6 truskawek (u mnie spora garść porzeczek)

 

Wykonanie:

Piekarnik nagrzałam do 175 stopni. Formę na muffiny wyłożyłam papilotkami. Ciastka pokruszyłam, włożyłam do papilotek i lekko uklepałam. Wymieszałam ze sobą pozostałe składniki. Masę wyłożyłam na ciasteczka, a wierzch posypałam porzeczkami. Wstawiłam do nagrzanego piekarnika i  zmniejszyłam temperaturę do 120 stopni. Serniczki należy piec około 25 minut.

 

środa, 27 lipca 2011

Jagodzianki to, przyznacie sami, jedne z najlepszych drożdżówek. Pełne jagód, puszyste, słodkie i pachnące, najlepsze na świecie. Takie też są jagodzianki, które znalazłam na blogu Moje Wypieki od zeszłego roku czekałam na okazję do ich upieczenia. I oto są! Bardzo "sklepowe" (jeśli wiecie co mam na myśli :), bardzo pyszne a w wykonaniu zupełnie niekłopotliwe. Mnie jedynie sprawił nieco kłopotów sok z jagód ale o tym potem. Najpierw zapraszam na jagodzianki.

Składniki na ciasto:

  • 500 g mąki pszennej chlebowej
  • jedno opakowanie suchych drożdży (7 g) lub 14 g świeżych drożdży
  • szczypta soli
  • 1 szklanka mleka (250 ml)
  • 1 jajko
  • 1/4 szklanki oleju słonecznikowego
  • pół szklanki cukru
  • 8 g cukru waniliowego

Składniki farszu:

  • 300 g jagód
  • 3 łyżki cukru
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej

Wykonanie:

Łączymy ze soba mąkę, drożdże i sól. Jeśli używamy drożdży świeżych, to wcześniej robimy zaczyn z drożdży, odrobiny mleka, łyżki cukru i szczypty mąki - mieszamy wszystkie składniki i czekamy 10-15 minut aż zaczyn zacznie rosnąć.  Następnie dodajemy mleko i jajko i dokładnie mieszamy. Dodajemy pozostałe składniki i wyrabiamy miękkie, plastyczne ciasto. Zostawiamy do wyrośniecia tzn. do podwojenia objętości . Może to trwać od godziny o dwóch.

Nastepnie ciasto znów wyrabiamy, ale krótko. Dzielimy na  16 części (ok. 60g każda) i formujemy z nich okrągłe bułeczki. Znów zostawiamy do podrośnięcia na około 15 minut.
Tuż przed ostatecznym formowaniem jagodzianek mieszamy ze sobą składniki farszu. Po to, zeby przed nadziewaniem z jagód nie wydzieliło się zbyt dużo soku.
Ja wymieszałam farsz na samym początku roboty i póżniej nie wiedziałam co zrobić z sokiem z jagód. Tam gdzie dodałam jagody z sokiem - sok wypłynął z bułeczek podczas ich ostatniego rośnięcia, natomiast w bułeczkach bez soku farsz był trochę suchy. Dlatego najlepiej farsz wymieszać tuż przed nadziewaniem bułeczek. Jagody z pewnością puszczą sok podczas wyrastania bułek, ale może nie będzie go zbyt dużo i nie wypłynie z  drożdżówek.
Wróćmy do pracy. Kulki z ciasta na pewno się już napuszyły.
Z każdej kuli robimy dłonią placek i na jego środku kładziemy kopiastą łyżkę farszu. Zlepiamy placki jak pierogi, dokładnie dociskając. Każdą bułkę umieszczamy złączeniem do dołu na blacie i delikatnie rolujemy nadając im kształt owalnych bułeczek. Gotowe kładziemy na naoliwionej blaszce (ja używałam do tego mat silikonowych i woskowanego papieru do pieczenia) i zostawiamy do wyrośnięcia na 45 minut.

Wyrośnięte jagodzianki piecczemy w temperaturze 220ºC przez około 15 minut. Studzimy na kratce i lukrujemy rzadkim lukrem wykonanym z 1 szklanki cukru pudru i kilku łyżek gorącej wody.






niedziela, 17 lipca 2011



 

Od dawna mnie zachwycał i od dawna obiecywałam sobie, że koniecznie, że napewno, że w najbliższym czasie, że na święta itd, itp. Aż tu nagle bomba pękła, bo okazało się że lipiec należy do Pawłowej. Małgosia, współwłaścicielka Weekendowej Cukierni i jednocześnie jej lipcowa gospodyni zaproponowała właśnie ten wypiek do wspólnego pieczenia. A ja znów zaczęłam swoją śpiewkę, że gorąco, albo że pada, może nie dziś, może w następny weekend... I trwałoby to tak zapewne do końca miesiąca, albo do momentu w którym obie Gosie przemówiłyby do mojej ambicji, gdyby nie nagła chęć zabłyśnięcia w towarzystwie :) Nieważne, że byłam nieprzygotowana. Wiedziałam, że to jest ten moment o którym mówi się "teraz albo nigdy". Dlatego też moja Pawłowa zamiast świeżych sezonowych owoców ma pokrojone w kostkę brzoskwinie z puszki :( Nieważne. Ważne jest tylko to że nic pyszniejszego w życiu nie jadłam!

Zapraszam więc do cukierni na Pawłową. Naprawdę warto, zwłaszcza, że włożony w jej przygotowanie wysiłek jest niewspółmiernie mały do walorów smakowych jakie nam oddaje :)

Cytuję za gospodynią:

Składniki:

  • 6 białek
  • 300 g drobnego cukru do wypieków
  • 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka octu (ja dodałam soku z cytryny)
  • 300 ml śmietany kremówki
  • owoce sezonowe (i tu pełna dowolność, ja użyłam truskawek :-), ale świetnie pasują również jagody, maliny czy porzeczki)


Wykonanie:

Białka ubić na sztywno. Pod koniec ubijania dodawać powoli cukier, skrobię ziemniaczaną i na końcu łyżeczkę octu. Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze narysować nieduży okrąg. Wyłożyć na niego masę białkową. Wstawić do nagrzanego wcześniej piekarnika (do temperatury 180 stopni). Po 5 minutach zmniejszyć temperaturę do 150 stopni i piec przez 1,5 godziny. Studzić w piekarniku przy otwartych drzwiczkach.
Wystudzoną bezę przełożyć na paterę, wyłożyć na nią ubitą śmietanę (bez cukru). Udekorować owocami.

 
sobota, 16 lipca 2011

To druga wersja sernika z jagodami. Marzył mi się sernik przypominający nieco truskawkowy Eton Mess Nigelli Lawson, tyle, że z jagodami. No to go zrobiłam :)

Składniki:

  • 200 g herbatników w czekoladzie (ja użyłam Digestive)
  • 60 g roztopionego masła

Herbatniki kruszymy w malakserze na piasek, po czym dodajemy masło i mieszamy. Masę ciasteczkową wykładamy do wyłożonej folią aluminiową tortownicy i lekko ugniatamy.Wkładamy do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

  • 500 g twarogu trzykrotnie zmielonego (u mnie nieodmiennie wiaderkowa Piątnica)
  • 250 g mascarpone
  • 1/2 szklanki drobnego cukru
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 500 ml śmietany kremówki 36% (koniecznie)
  • 300 g jagód
  • kilka pokruszonych z grubsza bez
  • opcjonalnie 2 łyżki żelatyny

Twaróg, mascarpone, cukier, sok z cytryny i ekstrakt waniliowy miksujemy na puszystą, gładką masę. Jeśli masa nie trzyma kształtu (tzn. jeśli wzorki zrobione mikserem rozpływają się) teraz należy dodać żelatynę rozpuszczoną w kilku łyżkach wrzątku i przestudzoną. W osobnym naczyniu ubijamy na sztywno śmietanę, uważając, żeby nie zrobić masła :) Dodajemy śmietanę do masy serowej i łyżką delikatnie mieszamy do lekkiego połączenia obu mas. Dodajemy jagody i pokruszone bezy i dalej delikatnie mieszamy, do czasu aż śmietana połączy się z masą serową, uważając przy tym , żeby nie rozgniatać jagód, bo zabarwią nam sernik na fioletowy kolor :)

Masę przekładamy na spód z herbatników i wstawiamy na minimum 2 godziny do lodówki. Sernik z żelatyną powinien chłodzić się dłużej. Najlepiej zostawić go w lodówce na całą noc.

Przed podaniem sernik dekorujemy. Ja użyłam do tego mlecznej czekolady, którą starłam na tartce, na małych oczkach wprost nad sernikiem.

W zeszłym roku swoją sernikową przygodę zaczęłam od sernika z czerwonymi porzeczkami, a już niebawem ten sam sernik, ale z czarną porzeczką (tak dla odmiany:). W ten weekend palnuję też ugotować pierwsze w tym roku leczo. Jeśli mielibyście na nie ochotę to zapraszam TUTAJ. Mam też ogromną ochotę na forszmak, choć to bardziej zimowe danie, ale dawno go nie jadłam, no i nie pochwaliłam się nim jeszcze na blogu.

Poza tym jemy ostatnio na okrągło dania z cukinii: placki, zapiekankę, cukinię panierowaną i cukinię  z czosnkiem. W tym roku planuję nowe dania z cukinii. Jeszcze nie wiem jakie, ale na pewno będzie wśród nich tarta. Robiłam ją już w tym sezonie na cieście francuskim, i z pewnością do niej wrócę.

środa, 13 lipca 2011

Jeszcze nigdy w swoim życiu nie zrobiłam niczego z agrestu, co nie oznacza wcale, ze go nie jadłam lub nie lubiłam! Boże broń. Agrest uwielbiałam zawsze i zawsze kojarzyuł mi się z babcinym ogródeczkiem w którym rosły róże, lilie, żonkile, dalie, konwalie, truskawki i agrest :) Zakradałam się tam po cichutku (uwielbiałam to robić!) przykucałam przy krzaczku agrestu i, kłując sobie niemożliwie ręce, zrywałam owoce i ładowałam prosto do buzi, takie czerwone, kwaskowo - słodkie i pyszne. Do dziś hasło "agrest" natychmiast przywołuje tamte letnie wspomnienia z dzieciństwa. Dopiero później, przy lekkim wysiłku umysłu przypominam sobie, że agrest to nie tylko przepyszny owoc, ale również świetny dżem. Przypominam też sobie, że mama zamykała agrest w słoikach również pod postacią kompotów, których (nie rozumiem dziś - dlaczego) zupełnie nie akceptowałam. I to by było na tyle.

W zeszłym roku zobaczyłam agrest w postaci owoców upieczonych pod pierzynką z kruszonki. Dowiedziałam się wtedy o istnieniu cuda o nazwie "crumble" i choć zdjęcie potrawy nie zachęcało do jej degustacji, zaprzyjaźniłam się z crumble na śmierć i życie. I choć uważam, że do crumble najlepszymi owocami są jabłka (a w drugiej kolejności truskawki) robię je ze wszystkimi niemalże owocami. Nie mogłam więc nie spróbować smaku agrestu pod słodko - kruchą pierzynką.

Przepis wzięłam żywcem z Moich Wypieków i w ogóle nie zmodyfikowałam! :)

Zapraszam

Składniki:

  • 1 kg owoców agrestu,
  • 150 g cukru demerara do owoców
  • 120 g masła
  • 70 g mąki pszennej
  • 80 g mąki razowej
  • 50 g płatków owsianych
  • 120 g cukru demerara do kruszonki
  • 1 łyżeczka cynamonu



Wykonanie:

Do naczynia żaroodpornego wsypujemy odszypułkowany agrest i mieszamy do z cukrem.

Masło, mąkę, płatki owsiane, 120 g cukru i cynamon wumieszczamy w misce i wyrabiamy palcami. Jeśli kruszonka będzie zbyt zbita dosypujemy mąkę,  jeśli zbyt sucha - dodajemy trochę masła.

Posypujemy owoce kruszonką i zapiekamy przez około 35 minut w temperaturze 185ºC . Podajemy na gorąco z kulką lodów waniliowych (dentyści bardzo tego nie lubią :).

Smacznego 

 

Jeśli chcecie spróbować innej wersji  owoców z kruszonką, zapraszam na zeszłoroczne crumble z truskawkami. Według tego przepisu przygotujecie też smaczne crumble jabłkowe.


poniedziałek, 11 lipca 2011

Jeszcze nigdy do tej pory nie używałam w swojej kuchni sera ricotta. Kupiłam więc opakowanie bez wyraźnego celu, ot tak na wszelki wypadek. No i dobrze, bo jeszcze tego samego dnia Małgosia ze Smaków Alzacji, moja internetowa bratnia dusza, zaproponowała przepis na muszelki nadziewane szpinakiem i ricottą. Niby nic nadzwyczajnego, ale pod koniec przepisu napisane było: "przed podaniem posypać mielonymi migdałami". I to było to! Pozostało do sera dokupić muszle i szpinak i wziąć się do dzieła.

Samo danie jest szalenie proste w przygotowaniu, muszle nie zrobią problemów podczas nadziewania. Nie ma znaczenia czy szpinak jest papką czy liściem, bo elegancko pakuje się do muszelki i nie grymasi, że mu ciasno. Danie jest łagodne i kremowe (za sprawą sera i śmietany). Następnym razem jednak spróbuję nieco zaostrzyć mu smak. Może więcej czosnku, może bardziej zdecydowane przyprawy, jeszcze nie wiem. I z całą pewnością posypię danie płatkami migdałowymi jeszcze przed pieczeniem. Liczę na to, że wzmocni to aromat migdałów i będą w potrawie bardziej wyczuwalne.

Zapraszam do stołu!

Składniki:

  • 250 g makaronu typu muszle
  • 500 g szpinaku 
  • 2 ząbki czosnku (dałam 4 i następnym razem jeszcze dołożę)
  • 250 g sera ricotta
  • 200 ml śmietanki (dodałam 250 ml)
  • sól i grubo zmielony pieprz
  • oliwa z oliwek
  • mielone migdały do posypania na koniec

 Wykonanie:

 Makaron gotujemy al dente. Szpinak rozmrażamy na patelni lub w rondlu. Jeśli używamy świeżego to najpierw blanszujemy go przez kolka minut we wrzątku, a dopiero potem przekładamy na patelnię. Dodajemy czosnek, posiekany i roztarty z odrobiną soli, oraz pokruszony ser ricotta. Na koniec doprawiamy solą i pieprzem.

Na dno naczynia żarooodpornego wlewamy śmietankę i posypujemy ją solą i pieprzem. Ugotowane muszle przelewamy zimną wodą, żeby nieco ostygły i nie kleiły się do siebie. Nadziewamy każdą muszelkę łyżeczką farszu i układamy w naczyniu. Na koniec wszystko skrapiamy oliwą. Wkładamy do mocno nagrzanego piekarnika na najniższą półkę i podgrzewamy. Nie umiem powiedzieć jak długo podgrzewałam muszelki, sami musicie rozpoznać moment kiedy potrawę należy wyjąć z piekarnika. Jedno jest istotne. Jesli będzie zbyt długo siedziała w piekarniku, brzegi muszelek wyschną i stwardnieją. Nie dopuśćcie do tego. Na koniec, przed podaniem posypujemy danie zmielonymi migdałami. Jeśli chcielibyście zapiec potrawę z migdałami, posypcie makaron płatkami migdałowymi. Mączka migdałowa może się przypalić. Z pewnością nie wpłynie to pozytywnie na smak potrawy.

Smacznego :)



Oprócz muszelek piekłam dziś jeszcze słone paluchy, które znajdziecie TUTAJ, oraz jagodzianki według przepisu Tatter, a na deser jedliśmy crumble  z agrestu, z razową kruszonką (już niebawem pochwalę się zdjęciami). Na dzisiejszy wieczór mam jeszcze zaplanowany kolejny sernik z jagodami.

Wiem wiem... Miałam dziś jakieś masochistyczne zacięcie. Upał sięgający 30oC, a ja cały dzień przy piekarniku :) Czasami człowiek musi...



Przepis dodaję do akcji "Viva la pasta! 2"

środa, 06 lipca 2011

Poniżej kopia posta zamieszczonego na blogu Moje Wypieki. Pomyślałam sobie, że może warto go zamieścić. Niech wieść się niesie...

"Witam serdecznie!

Piszę do Pani z ogromną prośbą. Niedaleko nas, wśród codziennych spraw i zwykłych ludzkich trosk, żyje mały dzielny Żołnierzyk. Żołnierzyk, który ma w sobie ogromne pokłady energii i wielką wolę walki. Ma dopiero 5 lat, ale doskonale wie, czym jest cierpienie i walka o każdy dzień... Michałek od 3 lat walczy z nowotworem złośliwym- neuroblastomą...

W Polsce wyczerpały się możliwości leczenia dla naszego Misia- jedyną nadzieją dla chłopca jest konsultacja i leczenie w zagranicznych klinikach... Niestety, wiąże się to z ogromnymi kosztami... Michałek pochodzi z ubogiej rodziny, mieszka wraz z rodzicami i dwójką rodzeństwa w jednym pokoju z kuchnią i łazienką w małej wiosce na Lubelszczyźnie... Tej rodzinie potrzebna jest nasza pomoc- sami sobie nie poradzą...

Kilka dni temu TVP Lublin wyemitował wzruszający reportaż o Michałku. Można go zobaczyć tutaj: http://www.tvp.pl/lublin/reportaze/zdarzenia-magazyn-reporterow/wideo/22-czerwca-2011/4738021

Zapadła decyzja o konsultacji Michałka w klinice w Kolonii. Żeby Michałek mógł wyjechać na badania, na konto kliniki trzeba było wpłacić z góry 10.000 Euro. W ciągu kilkunastu dni, dzięki wielu wspaniałym osobom, udało się zebrać całą kwotę. Michałek dziś jest już w Niemczech. Na jutro zaplanowana jest pierwsza konsultacja u prof. Bertholda. Jeśli Profesor podejmie się leczenia Michałka, na konto kliniki trzeba będzie przelać w krótkim czasie ogromną sumę pieniędzy...

Uprzejmie proszę, w imieniu Michałka, jego rodziny oraz wszystkich wspaniałych osób, które włączyły się do walki o życie Misia o zaapelowanie do czytelników o pomoc dla naszego dzielnego Żołnierzyka... Mamy bardzo mało czasu... Nie pozwólmy, żeby pieniądze zdecydowały o życiu Misia...

Podaję link do bloga Michałka na którym znajdują się aktualne informacje: http://www.michalekromaniuk.blogspot.com/

oraz namiary na Fundacje Michałka:

Fundacja z Uśmiechem: http://www.zusmiechem.free.ngo.pl/?michal,86

Niemiecka Fundacja Ein Recht auf Leben:  http://www.ein-recht-auf-leben.de/1-Startseite/164,Michals-letzte-Chance.html

 

Będziemy bardzo wdzięczni za pomoc w nagłośnieniu apelu....

Pozdrawiam serdecznie

emi"





16:20, moniazo
Link Dodaj komentarz »

 

Smażona śmietana... Wielu o niej nawet nie słyszało. Dla mnie ma bardzo wiele twarzy. Smażona śmietana to jednocześnie zmora dzieciństwa i najlepszy smakołyk.

W czasach dzieciństwa moja Babcia, mama mamy, serwowała mi ją zawsze, gdy zapadałam na gardło, a mokry kaszel wyrywał mi oskrzela, kiedy piekło i bolało, i nic nie było w stanie tego bólu złagodzić. Wtedy babcia brała dużą patelnię kładła na nią 3-4 łyżki ( z czubem) wiejskiej tłustej śmietany i smażyła doputy, dopóki ze śmietany nie wytopił sie tłuszcz, a białko się nie ścięło. Wówczas kazała mi ten tłuszcz, z tym białkiem, jeść taki gorący, ledwo podmuchany,  prosto z patelni. Parzyło, nie smakowało, ale jadłam, bo z Babcią się nie dyskutuje. Pomagało. Do dziś na oskrzela serwuję sobie smażoną wiejską śmietanę. Nadal pomaga :)

Kiedy zapachniało lato i na talerzu pojawiały się młode ziemniaki, Babcia robiła do nich okrasę, ze śmietany, a jakże, z tą różnicą, że podsmażała jeszcze na niej cebulkę. Na koniec całą miksturę ładowała do garnka z ziemniaczkami, obficie sypała koperek, przykrywała przykrywką i kilkoma zdecydowanymi ruchami potrząsała garem. A ja? Byłam na nią obrażona! Nie rozumiałam JAK MOŻNA w taki sposób zepsuć cudownie słodki smak młodziutkich kartofelków!!!

Jak ja wtedy nic nie rozumiałam! Och gdyby się dało cofnąć czas i jeszcze raz spróbować babcinych kartofelków...

W związku ze wszystkim powyższym, do dziś nie mogę uwierzyć, jakim cudem uwielbieniem obdażałam makaron usmażony na śmietanie. To był najlepszy smakołyk, o którego resztki walczyłam z tatą. Przecież to ta sama śmietana, tak samo smażona, tylko dodatki inne! Dziś uwielbiam wszystko ze smażoną śmietaną, a nawet ją samą. Taką słodko - kwaśną i tłusto- chudą. Nie umiem opowiedzieć na czym polega jej urok i smak. Nie wiem też jak was przekonać że wygląd niekoniecznie ma tu znacznie i że smażona śmietana to jest ten rodzaj smaku, jakiego się nie zapomina.

Przypomniała mi o niej Buruuberii w swojej opowieści o smażonej śmietanie (tutaj). Zapraszam więc na kluski na śmietanie.

 

Składniki:

kubek tłustej  śmietany, najlepiej wiejskiej, ale może być też kwaśna 30%

dwie porcje makaronu (dowolnego, najlepiej wykorzystać to co nam zwykle zostaje, zalega, a później ląduje w koszu)

 

Wykonanie:

Na patelnię wykładamy makaron, polewamy śmietaną, mieszamy i podgrzewamy na średnim ogniu do czasu aż ze śmietany wytopi się tłuszcz, a danie zacznie nam się lekko przypalać. przed podaniem solimy. Podajemy na gorąco - uwielbiam prosto z patelni :)

poniedziałek, 04 lipca 2011



Bardzo lubię jagody z bitą śmietaną. Lubię też serniki na zimno - jak widać :) A szczególnie jeden przypadł mi do gustu - sernik z pistacjami i z białą czekoladą (przepis znajdziecie tutaj). Właśnie w tym serniku po raz pierwszy połączyłam masę serową z rozpuszczoną czekoladą i to połączenie to są dwie ( a nawet trzy) pieczenie przy jednym ognisku, bo czekolada:
- słodzi
- zagęszcza
- daje niepowtarzalną konsystencję masie serowej

Dlatego też postanowiłam wykorzystać ten składnik ponownie, łącząc jednocześnie masę serową z bitą śmietaną i jagodami. Zdecydowałam, że będzie miał dwie warstwy: serową z białą czekoladą na spodzie i bitą śmietanę wymieszaną z jagodami na wierzchu. Planowałam jeszcze przemycić bezy, ale z proporcji, które dobrałam wyszło mi tak dużo obu mas, że ledwo się zmieśniły w małej tortownicy. Dlatego też bezy muszą poczekać do następnego razu. Tymczasem zapraszam na kremowy, delikatny sernik z białą czekoladą, bitą śmietaną i jagodami:

 

Składniki na spód:

  • 225 g pokruszonych herbatników
  • 80 g roztopionego masła

 

Ciastka mieszamy z rozpuszczonym masłem i wykładamy nimi spód i boki małej tortownicy, po czym wkładamy ją do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

 

Składniki na masę serową:

  • 500 g sera trzykrotnie zmielonego (ja używam wiaderkowej Piątnicy - uwielbiam ten ser)
  • 250 g serka mascarpone
  • 100 g białej czekolady
  • 30 g cukru pudru
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego

 

Rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej. w międzyczasie miksujemy ze sobą pozostałe składniki masy. Na koniec dodajemy rozpuszczoną czekoladę i miksujemy wszystko do czasu połączenia składników. Mase serową wykładami na ciasteczkowy spód i wyrównujemy wierzch. Ponownie wkładamy tortownicę do lodówki.

 

Składniki na masę śmietanowo jagodową:

  • 500 ml śmietany kremówki 36% mocno schłodzonej
  • 200 g umytych i osączonych jagód
  • 30 g cukru pudru

 

Śmietanę miksujemy i jak tylko zacznie gęstnieć dodajemy cukier puder. Ubijamy dalej do czasu aż ubije się na sztywno. Trzeba to robić z wyczuciem, żeby nie przesadzić z ubijaniem, bo możemy zrobić masło :) Z ubitej śmietany odkładamy 375 ml (ok. 1,5 szklanki) do dekoracji, a resztę mieszamy z jagodami i wykładamy na masę serową. Wierzch dekorujemy pozostałą bitą  śmietana i dowolnymi owocami.

Smacznego :) I mam nadzieję, ze nie bedziecie mogli się oderwać :o)

piątek, 01 lipca 2011

Donoszę uprzejmie, że Cukiernia u Polki ma nową nazwę, czyli starą dobrą Weekendową Cukiernię. Ponadto, za zgodą Poli, mamy nowy - stary baner. Prawda, ze ładny? Jeśli chcecie mieć go na swoim blogu, zapraszam na stronę Weekendowej Cukierni. Znajdziecie tam kod do pobrania i nasze propozycje do upieczenia. A za chwilę pojawi się zapewne kolejna gospodyni i nowy wypiek do wypróbowania :)

czwartek, 30 czerwca 2011

Czemu nie!

Siedzę sobie i myślę, że zrobię nowy sernik. Będzie z jagodami i bita śmietaną. To na pewno. W końcu mamy sezon na jagody, a co smakuje lepiej niż jagody z bitą śmietaną? NIC!

No może gofry z bitą śmietaną i jagodami :o) Gofrów jednak nie będzie. Sernik dopracowuję w proporcjach. Lada moment będzie gotowy.

Zapraszam wkrótce

 

Proszę bardzo!

 

Składniki:

2-3 cytryny (lub pomarańcze)

2-3 łyżki cukru (według gustu)

1-1,5 litra wody gazowanej (lub nie - według gustu)

 

Wykonanie:

Wyciskamy sok z cytryn, przelewamy do dużego dzbanka, dodajemy cukier i ostrożnie wlewamy wodę gazowaną. Reakcja jest wybuchowa więc róbcie to ostrożnie :)

Ach! Jeszcze jedno - poproście dzieci. Napewno zrobią lemoniadę znacznie lepiej niż Wy :)

 

niedziela, 19 czerwca 2011

Upiekłam dziś moją własną propozycję do czerwcowej Weekendowej Cukierni. Ciasto zagniotłam wczoraj i włożyłam do lodówki na całą noc i pół następnego dnia. I myślałam, że ich w końcu nie upiekę. Moje ciecię miało dzisiaj imprezę urodzinową. Biegałam więc od rana próbując jednocześnie ogarnąć dom, przygotować jakieś co nieco na imprezę, oraz skorzystać z niedzieli tak jak lubię (czyli trochę się poobijać przed poniedziałkiem). Nietrudno się domyślić, że wprawiłam się tym wszystkim w stan lekkiego wnerwienia. Dlatego też ciasteczka co chwilę schodziły na dalszy plan. W końcu przyszedł jednak ten moment, że musiałam zdecydować - upiec czy wyrzucić. Upiekłam. Wprawdzie poziom wkurzenia w trakcie jeszcze wzrósł, bo ciasto jest dość trudne i nie chciało się zlepić ani w usteczka, ani w miseczki ani w pierożki, ani w łódeczki, ani w żadną inną formę. W końcu mój brat (obecny przy walce z ciastem) poradził mi, żebym owoce położyła na krążki ciasta i nic już więcej z nim nie robiła. Posłuchałam, bo i tak nie miałam już wiele do stracenia. W końcu nie o wygląd tutaj chodzi tylko o smak. Chociaż z drugiej strony...

Popatrzcie sami

Ciasteczka są bardzo pyszne. Ciasto jest kruche, wytrawne i lekko się rozwarstwia. Dyskretnej słodyczy dodają owoce, które wcześniej były zasypane cukrem i pokryły się słodką glazurą. Jeśli uda wam się ulepić bardziej zamknięty kształt, wówczas możecie je z wierzchu posmarowac białkiem i posypać cukrem kryształem. Będą słodsze, ale to nie jest konieczne.

Życzę cierpliwości i smacznego.

Przepis i zeszłoroczne zdjęcia znajdziecie TUTAJ.

PS. W rzeczywistości wyglądały dużo lepiej niż na tym zdjęciu, ale w związku z imprezą nie udało mi się zrobić niczego lepszego. Jeśli foto was nie zachęca, to chociaż uwierzcie na słowo...



Chociaż to nie do końca prawda. Bo galaretki, takiej chemicznej, sklepowej nie ma w tym serniku ani grama.

Wprawdzie truskawki kupiłam po to, żeby upiec cukierniane ciasteczka, ale jakoś tak upalnie było w zeszły weekend, że postanowiłam już nie konkurować piekarnikiem ze słońcem.

Sernik oczywiście wymyśliłam na poczekaniu. Nie muszę chyba dodawać, że jest doskonałym deserem w upalne dni. Nie wymaga pieczenia, ani długiego wiszenia nad garami. 15 minut i po zabiegu :)

Składniki na spód:

160 g herbatników (u mnie tradycyjnie digestive - mogą być z czekoladą)

60 g stopionego masła

 

Składniki na masę:

500g sera twarogowego trzykrotnie zmielonego (użyłam, jak zwykle wiaderkowej piątnicy)

250g serka mascarpone

2/3 szklanki cukru pudru

1 łyżka ekstraktu waniliowego

0,5 kg truskawek pokrojonych w ćwiartki

3 łyżki cukru kryształu

1 lub 2 płaskie łyżki żelatyny

opcjonalnie:

250 g śmietany kremówki

1 łyżka cukru pudru

 

Wykonanie:

Ciasteczka kruszymy na piasek i mieszamy ze stopionym masłem. Wysypujemy do wyłożonej folią aluminiowa tortownicy o średnicy 20 cm. Lekko uklepujemy i wyrównujemy powierzchnię. Wstawiamy do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

Truskawki zasypujemy cukrem kryształem i odstawiamy na 15-20 minut, żeby puściły sok. W tym czasie miksujemy obydwa sery z cukrem pudrem i ekstraktem waniliowym.

Teraz powinniśmy ubić śmietanę, jeśli planujemy ją dodać do sernika. Do lekko ubitej śmietany dodajemy łyżkę cukru pudru i ubijamy jeszcze krótką chwilę, aż śmietana wyraźnie zgęstnieje. Tu należy być czujnym, żeby nie przesadzić z ubijaniem, bo wówczas możemy wyprodukować słodzone masło:). Śmietanę dodajemy do masy serowej.

Jeśli mamy gęsty ser (tak jak ja miałam), dodatek śmietany go rozrzedzi, dlatego trzeba dodać więcej żelatyny. Tak samo trzeba postąpić gdy ser jest rzadki. Wówczas ilość żelatyny powinniśmy zwiększyć do lekko czubatych łyżek. Jeśli zrezygnujemy ze śmietany, wówczas sernik będzie mniej puszysty, za to bardziej serowy. Wówczas dodajmy tylko jedną łyżkę żelatyny. Sernik i tak się nie rozpłynie.

Po rozstrzygnięciu wątpliwości, co do dodatku śmietany i ilości żelatyny, wróćmy do truskawek. Zdążyły już puścić sok. Żelatynę rozpuszczamy w kilku łyżkach gorącej wody. Jeśli nie chce się rozpuścić, to naczynie z żelatyną wstawmy do miski z wrzątkiem. Teraz pójdzie już błyskawicznie. Rozpuszczoną i lekko przestudzoną żelatynę dodajemy do truskawek i bardzo energicznie mieszamy. Odkładamy kilka łyżek truskawek do osobnej miseczki, a pozostałe dodajemy do masy serowej i znów energicznie mieszamy całość. Masę serowo-truskawkową wykładamy na ciasteczkowy spód, a na nią delikatnie kładziemy pozostawione truskawki. Jeśli masa jest bardzo rzadka - trzeba ją włożyć do lodówki na pół godziny. W tym czasie trochę stężeje i udekorowanie wierzchu sernika nie będzie już stanowiło problemu.

Życzę smacznego i spieszcie się - sezon truskawkowy już się kończy :)

wtorek, 31 maja 2011

Tym razem, choć Cukiernia nadal oficjalnie nosi nazwę "u Polki" będzie to cukiernia Małgosi, tak samo jak majowa edycja. Przypomnieć sobie pozwolę, że dzieje się tak dlatego, że to właśnie Małgosia ze Smaków Alzacji przygarnęła porzucone dziecko Poli (Polu nie obraź się na mnie - tak mi pasuje napisać dla lepszej dramaturgii :). A ja niespodziewanie znów zostałam GOSPODYNIĄ (hura!!). Ponieważ lato mamy za pasem i wysyp przeróżnych owoców tuż, tuż, do zaproponowania mam ciasteczka uniwersalne. U mnie pojawiły się już w zeszłym roku w wersji z jabłkami, ale można je zastępować owocami dowolnej maści i przeznaczenia. Są pyszne, krucho - drożdżowe, niekłopotliwe, i pozwalają wykorzystać nadmiar nieskonsumowanych na świeżo owoców. Polecam je gorąco i zapraszam do udziału w Cukierni.

Dla pobudzenia wyobraźni, obejrzyjcie moje zeszłoroczne fotki. Są TUTAJ.

Składniki:

350 g mąki

200 g masła (część można zastąpić margaryną)

100g kwaśnej gęstej śmietany

1 jajko

1 żółtko

10 g drożdży

pół łyżki cukru (do drożdży)

500 g małych jabłek

pół szklanki cukru (do jabłek)

 

Wykonanie:

Mąkę przesiać, posiekać z masłem (wyjętym z lodówki) i drożdżami roztartymi z cukrem. Dodać śmietanę, jajko i żółtko i dalej wyrabiać siekając nożem. Potem jeszcze trochę wyrobić rękami. Ulepić kulę i włożyć do lodówki, najlepiej na noc. Ciasto w tym czasie trochę urośnie.

Jabłka obrać i pokroić w ósemki. Posypać cukrem i oczekać chwilę, aż puszczą sok i pokryją się glazurą. W tym czasie ciasto wyjąć z lodówki i rozwałkować na grubość ok 2-3 mm - podczas pieczenia urośnie, więc nie może być zbyt grube. Wycinać krążki - ja robiłam to okrągłą foremką do ciastek. Jabłka zawijać w ciasto jak pierożki, zlepić tylko końce. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przed pieczeniem posmarować pozostałym białkiem i posypać cukrem kryształem (niekoniecznie). Piec na złoto ok. 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180oC.

Smacznego :)



poniedziałek, 30 maja 2011

Właściwie miało jej nie być. Potem jednak miała być, ale potem zginął mój pies i znów jej miało nie być. Ale pies się jednak odnalazł i szarlotka jednak jest. Ostatnie tchnienie minionego weekendu, pełnego wrażeń i emocji, łez rozpaczy i łez szczęścia, jako zwieńczenie nieudanego przyjęcia z okazji rocznicy komunii mojej córki. Nieudanego, bo zamiast pełnego obiadu z deserem (w roli głównej miał wystąpić krem ze szparagów, a jako deser nowy sernik na zimno i szarlotka), podany został krem i szarlotka. Jednakże, jak mawiają Włosi: nieważne co na stole, ważne kto przy stole :)

Była tak dobra, że ledwo udało mi się uratować ostatnie jej szczątki do fotografii. Dzięki Gosiu za Twoje honorowe gospodarzenie. Dołączam swój wpis do Twojej Cukierni i szykuję się do czerwcowej edycji.

Ps. Przepis lekko zmodyfikowałam :)

Przy okazji dorzucam też przepis do akcji "Ra-bar-bar":

 

Składniki na ciasto:

  • cukier waniliowy lub łyżeczka esencji waniliowej (zapomniałam dodać)
  • 125 g cukru pudru
  • 250 g mąki
  • 125 g masła o temp. pokojowej
  • 1 jajko


Składniki na nadzienie:

  • 0,6 kg jabłek
  • 0,4 kg rabarbaru
  • 200 g cukru (użyłam tylko 1 łyżki)
  • 1 płaska łyżka mąki (pominęłam)

Kruszonka:

  • 40 g masła
  • 40 g cukru
  • 50 g mąki

Wykonanie:

Jabłka obrałam, pokroiłam w ósemki, a później w małe kawałki. Rabarbar umyłam i pokroiłam na kawałki ok 1,5 cm.

Zagniotłam szybko ciasto. Należy to robić tylko do czasu połączenia się składników, żeby nie było później twarde. Powinnam je zawinąc w kulę, owinąć folią i włożyć do lodówki, ale po atrakcjach minionej doby po prostu zapomniałam. Formę o wymiarach ok. 20x30 cm wyłożyłam papierem do pieczenia i wylepiłam ciastem spód foremki. W międzyczasie rozgrzałam piekarnik do 180oC. Podpiekłam ciasto (powinno być ponakłuwane widelcem, ale też zapomniałam) przez około 10 minut. W tym czasie w miseczce wymieszałam składniki kruszonki.

Na podpieczone ciasto wyłożyłam pokrojone owoce (tu celowo pominęłam etap ich wcześniejszej obróbki termicznej), posypałam łyżką cukru i kruszonką, po czym zapiekłam przez kolejne 30 minut.

Szarlotka przed pokrojeniem powinna ostygnąć, ale nie zdążyła. Zjedliśmy ja na ciepło :)

Mniam

Prawie w ostatniej chwili udało mi się też ugotować zupę krem ze szparagów, której recepturę również zaczerpnęłam z Kuchni Bei :) Absolutny klasyk, podstawa i niezaprzeczalna królowa wśród zup-kremów. Tego trzeba spróbować. Jest idealna na przyjęcie: szybka i niekłopotliwa w wykonaniu, a jednocześnie wykwintna i salonowa. Polecam i dołączam do akcji "Sezon na szparagi".

 

Składniki:

  • 1 kg szparagów
  • 2 ziemniaki średniej wielkości
  • 2 małe cebule dymki (użyłam zwykłej cebulki)
  • 1 – 2 łyżki masła lub oliwy
  • 1 litr wody (lub wywaru)
  • sól, pieprz
  • śmietana (crème fraîche)

Wykonanie:

Szparagi myjemy, obcinamy stwardniałe końce i obieramy ich dolną część. Odkrawamy kilka najładniejszych główek, a resztę kroimy na małe kawałki. Cebulkę drobno siekamy i zrumieniamy na tłuszczu. Ziemniaki obieramy i kroimy w drobną kostkę, po czym wrzucamy do cebuli i dokładnie mieszamy. Zalewamy gorącą wodą (ok 300 ml) tak, zeby przykryła ziemniaki. gotujemy około 15 minut, po czym dodajemy szparagi (bez odłożonych gówek rzecz jasna) i wlewamy resztę wody. Gotujemy kolejne 20 minut, po czym zupę miksujemy. Doprawiamy solą i pieprzem, a przed podaniem zabielamy śmietaną. Podajemy udekorowaną ugotowanymi na parze główkami szparagów.

Zupa jest naprawdę pyszna, aksamitna i pożywna. Koniecznie spróbujcie :)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Bake Bread for World Bread Day 2011
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...