Życie ze smakiem
piątek, 28 października 2011

 

Tytułem wstępu powiem tylko: SĄ PRZEPYSZNE!!!

 

Bułeczki upiekłam w ramach październikowej Weekendowej Piekarni i znikły tak szybko, że musiałam upiec je jeszcze raz żeby zrobić im zdjęcie. No i ledwo zdążyłam. Bułek wyszło mi około szesnastu, a to co na zdjęciu, to wszystko co mi zostało.

Przepis pochodzi z bloga "Palce lizać".

Składniki:
100g dojrzałego białego zakwasu pszennego (100% hydracji)
450g mąki (dowolnej, ale dobrze by miała sporo glutenu)
5 g świeżych drożdży (org. 7.5g x 2 =15g)
1 łyżeczka soli
12g cukru
10g masła
350g wody

Przygotowanie:

Wszystkie składniki wymieszać, następnie zagnieść elastyczne, nieco lepkie ciasto.

Moje ciasto było bardzo luźne więc wyrabiałam je na blacie około 10 minut, po czym zostawiłam na następne 10 minut i jeszcze raz wyrobiłam.

Zostawić do wyrośnięcia na 3 godziny, składając ciasto w tym czasie dwukrotnie. Wyrośnięte ciasto odgazować i podzielić na kawałki. Z każdej części uformować lekko kule i zostawić na 10 minut, żeby odpoczęły.

Następnie za pomocą drewnianego wałka rozwałkować cienkie placki o owalnym kształcie i zwinąć je w rulon. Ułożyć na blasze złączeniem w dół i zostawić do ponownego wyrośnięcia. Gdy prawie podwoją objętość, wstawić blachę do rozgrzanego piekarnika (240 stopni Celsjusza) i piec z parą 10 minut, a następnie obniżyć temperaturę do 220 stopni Celsjusza i dopiec jeszcze 10-15 minut. Studzić na kratce.

SMACZNEGO :)

 

poniedziałek, 24 października 2011

 

Zaczęło się od tego, że znalazłam na targu stragan z samymi tylko pomidorami. Różnych odmian, kształtów, kolorów, zapachów było tam bez liku. Pomyślałam sobie że pan, który wyhodował tyle odmian pomidorów musi być podobny do mojego nieżyjącego już dziadka, który wielbił pomidory pod każdą postacią. Krzaczkami pomidorowymi opiekował się czule i zajadał pomidory z wielką atencją.

Okazało się jednak, że Pomidorowy Pan jest z zamiłowania żeglarzem, a pomidory hoduje ot tak dla zabicia czasu i trochę dla pieniędzy. Niemniej jednak w sposobie, w jaki wkładał pomidory do siateczek, w jaki doradzał kupującym, w jaki wybierał pomidory ze skrzyneczek, było coś z pasji. Od tamtej pory pomidory kupuję tylko od Pana Pomidorowego Żeglarza. Ostatnio moją uwagę przykuła skrzyneczka z zielonymi pomidorami. Wiem, że pomidorów takich używa się do robienia słoiczkowych sałatek, ale mnie ich smak nie bardzo odpowiada. Jednak pokusa przygotowania czegoś z przepięknie wyglądających małych, zielonych pomidorków była bardzo silna. Poszukałam. I oto jest!!!

Przepyszny dżem, o zaskakującym, świeżym smaku. Będzie z pewnością doskonały do nadziewania rożków, może być alternatywą dla żurawiny podawanej do mięs, ale jest też fantastyczny jako dodatek do śniadaniowej bułeczki.

Skorzystałam z TEGO przepisu.

 

Składniki:

  • 1 kg zielonych pomidorów
  • 2 cytryny
  • 500 g cukru

 

Wykonanie:

 

Pomidory myjemy i kroimy w kostkę. Cytryny myjemy i sparzamy wrzątkiem. Do garnka z grubym dnem wkładamy pokrojone pomidory, ścieramy żółtą część skórki z cytryn i wyciskamy z nich sok. Wszystko razem gotujemy na wolnym ogniu około 3 godzin.

Pomidory przecieramy, wkładamy znów do garnka i dodajemy cukier. Gotujemy jeszcze około jednej godziny.

W tym czasie przygotowujemy 3-4 małe słoiczki. Wyparzamy je razem z przykrywkami, osuszamy czystą ściereczką i napełniamy gorącym dżemem. Zakręcamy i odstawiamy na ściereczkę do ostygnięcia odwrócone do góry dnem i przykryte drugą ściereczką, tak aby stygły jak najwolniej.

 


 

Czy wiecie co jest na tej fotografii?

Jeszcze dziś słodki przepis na wykorzystanie tego co jest w misce :)

 

 


niedziela, 23 października 2011

Do Świętego Marcina jest jeszcze trochę czasu, ale jeśli macie zamiar zaskoczyć swoją rodzinę tym tradycyjnym wielkopolskim wypiekiem, przygotowania musicie zacząć już teraz. Do wykonania rogali niezbędny jest bowiem biały mak, który raczej nie jest do zdobycia w normalnych sklepach. Z powodzeniem dostaniecie go jednak w sklepach internetowych, ale zanim przyniesie go Wam listonosz, minie trochę czasu.

Dlaczego moje rogale są PRAWIE świętomarcińskie? Nazwy tej mogą używać jedynie cukiernie które uzyskały certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego. Ponadto prawo do takiej nazwy zostało ograniczone również geograficznie i mogą się starać o nie wyłącznie cukiernie z niektórych powiatów Wielkopolski. Reguluje tę kwestię wniosek o uznanie pochodzenia geograficznego i nazwy, usankcjonowane rozporządzeniem Komisji (WE) nr 1070/2008. We wniosku tym została określona również receptura,sposób wykonania oraz wielkość i kształt tradycyjnego rogala marcińskiego.

Jak więc widzicie sprawa jest dość poważna i skomplikowana, a produkt finalny wymaga sporego nakładu pracy. Zaręczam Was jednak, że jego smak znakomicie wynagradza trud włożony w jego przygotowanie.

Uczciwie mówiąc, nie wszyscy lubią ten wypiek. Ciasto nie jest wyszukane, a nawet powiedziałabym, że lekko gniotowate, pewnie z powodu dużej ilości ciężkiego makowo-orzechowego nadzienia, ale są tacy (jak ja na ten przykład), którzy uwielbiają ten smak. Połączenie makowej masy z ciastem półfrancuskim, lukrem i orzechową posypką według mnie nie ma sobie równych.

Przepis pochodzi od Bajaderki z forum Cincin i jest chyba najbliższy oryginałowi. Ponieważ moje rogale są zeszłoroczne, a przepis dość skomplikowany - cytuję za autorką przepisu, z niewielkimi własnymi wtrętami.

 

Ciasto:
1 szklanka ciepłego mleka
1 łyżka suchych drożdży (użyłam 1 opakowanie 7g)
1 jajko
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
3 1/2 szklanki mąki
3 łyżki cukru
szczypta soli
225g miękkiego masła (z tego 2 łyżki użyjemy do ciasta)

Nadzienie:
30 dkg białego maku
10 dkg pasty migdałowej (marcepanu)
3/4 szklanki cukru pudru
10 dkg orzechów włoskich
10 dkg zblanszowanych migdałów
1-2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
2-3 łyżki gęstej śmietany
3 podłużne, pokruszone na okruszki biszkopty

Do posmarowania:
1 jajko rozbełtane z 2 łyżkami mleka

Lukier:
1 szklanka cukru pudru
2-3 łyżki mleka

posiekane migdały lub orzechy włoskie do posypania

Wykonanie:
Suche drożdże wsypać do mleka, zostawić na kilka minut aby się rozpuściły i dobrze wymieszać. Dodać jajko i wanilię i lekko wszystko pomieszać.
Mąkę, cukier i sól wymieszać razem w dużej misce, dodać lekko miękkie masło (2 łyżki) i rozetrzeć palcami razem z mąką.
Dodać rozczyn mieszając łyżką lub ręką, przełożyć ciasto na stolnicę i lekko i krótko wyrobić, tylko do momentu kiedy ciasto stanie się gładkie. Nie wyrabiać za długo - to ciasto powinno zostać lekko lepiące i chłodne. Uformować je w prostokąt, ułożyć na oprószonej mąką blasze, przykryć folią i schłodzić w lodówce około 1 godziny.
Schłodzone ciasto przełożyć na stolnice i rozwałkować na prostokąt o wymiarach 30x15cm, tak aby krótsze strony stanowiły górę i dół. Masło rozsmarować równomiernie na cieście (zostawić 1/2cm margines dookoła). Złożyć 1/3 ciasta od góry, następnie złożyć dolną część tak aby przykryła to złożenie (tak jak składamy kartkę papieru). Dobrze skleić brzegi i delikatnie wywałkować w prostokąt 25x17cm używając jak najmniejszej ilości mąki do podsypywania. Złożyć tak jak poprzednio i schłodzić na blasze przez 45 minut. Powtórzyć proces 3 razy, chłodząc ciasto między wałkowaniami przez 30 minut. Po zakończeniu procesu ciasto dobrze zawinąć i włożyć do lodówki na co najmniej 5 godzin, a najlepiej na całą noc. Wyjąć z lodówki na około 20 minut przed planowanym robieniem.
Wywałkować na prostokąt o wymiarach mniej więcej 65x34cm i przeciąć wzdłuż długiego boku na 2 części. Każdy powstały w ten sposób pasek pokroić na 12 trójkątów.


Mak i orzechy sparzyć gorącą wodą, po 15 minutach odcedzić i dobrze odsączyć. Zmielić dwukrotnie w maszynce razem z migdałami. Pastę migdałową (marcepan) rozetrzeć mikserem z cukrem pudrem, dodać zmielony mak z bakaliami, okruszki biszkoptowe i posiekaną skórkę pomarańczową. Dobrze wymieszać, dodać śmietanę - ale tylko tyle by uzyskać dość zwartą ale plastyczną masę. Masa nie może być zbyt płynna, ani za twarda i właśnie świetnie reguluje się jej konsystencję dodając śmietanę stopniowo. Niekoniecznie trzeba zużyć całą ilość śmietany podaną w składnikach.

Rozsmarować nadzienie zostawiając mały margines na wszystkich bokach trójkąta - zwijać w rogaliki zaczynając od podstawy. Ułożyć na wyłożonej pergaminem blasze, przykryć i zostawić do wyrośnięcia aż podwoją objętość, około 1 1/2 godziny.
Rozgrzać piekarnik do 180ºC, wyrośnięte rogale posmarować jajkiem roztrzepanym z mlekiem i piec około 20 minut aż się ładnie zezłocą. Wyjąć na drucianą siateczkę i jeszcze ciepłe polać lukrem. Posypać posiekanymi migdałami lub orzechami.


S M A C Z N E G O :O)



piątek, 07 października 2011

Dziś przyszła słota. Ochłodziło się, pociemniało, a po szybach spływają strugi deszczu. Świat posmutniał, przycichł, jakby zmalał. Jednak jest coś co nie pozwala poddać się nastrojowi. Coś ukryte we wnętrzu czasu. Coś co zawsze przychodzi, poprawia humor i napełnia nadzieją.

Boże Narodzenie.

W miniony weekend, kiedy piękne słońce jeszcze nie pozwalało zasłonić się chmurom i rozpieszczało nas swoim ciepłem przyszedł mi do głowy pomysł prawie szalony. Postanowiłam zrobić...PIERNIK! Dojrzewający. I tak to niespodziewanie, w samym środku cudownej złotej jesieni, w moim domu zapachniało świętami. I kiedy tak zapach miodu i korzennych przypraw mieszał się z zapachem odchodzącego lata, pomyślałam, że to było dobry pomysł, żeby połączyć ze sobą dwa piękne światy. I chociaż pomiędzy nimi będzie padał deszcz, dął przenikliwy wiatr a wilgotny chłód będzie wdzierał się pod płaszcze, to wiem, że jak tylko wyjmę z lodówki dojrzałe ciasto piernikowe, natychmiast wróci do mnie wspomnienie tej pięknej jesieni, która wczoraj właśnie od nas odeszła.

A tak wyglądały moje zeszłoroczne wypieki:

 

Piernikowe ciasto dojrzewające jest bardzo wdzięczne, a im dłużej dojrzewa, tym więcej w nim szlachetności i delikatności. Dlatego też, jeśli macie zamiar piec dojrzewający piernik na święta, nie czekajcie. Teraz jest najlepszy po temu czas.

Recepturę i więcej zdjęć znajdziecie TUTAJ.

Życzę Wam miłego weekendu.

wtorek, 04 października 2011

Dzień dobry po wakacjach. Niektórym skończyły się wprawdzie całe wieki temu, ale ja byłam w tym roku mocno opóźniona i dlatego moje wakacje skończyły się dopiero dwa tygodnie temu. W dodatku w międzyczasie zaszwankował mi piekarnik, a poza tym, na skutek pięknej pogody wcale nie chciało mi się piec ani gotować. I chociaż w podróży powrotnej z wakacji obiecywałam sobie, że ta jesień będzie należała po raz pierwszy w moim domu do dyni, to moje postanowienia jak do tej pory spełzają na niczym. Dyni nie jadłam, nie wiem jak smakuje i w związku z tym wyzwanie miesza się u mnie z obawą, co sprawia, że przypływy energii natychmiast pożerane są przez potwory niechęci.

Tak więc zamiast przepisu na kolejne ciasto z dynią, dyniowe muffinki, lub sto trzydziestą siódmą odsłonę zupy dyniowej u mnie zagadka. Poniżej cytuję fragment tekstu piosenki o dyni. A pytanie brzmi: jaki jest jej tytuł?

   
Bo widzisz w tym świecie niestałym 
Trza się umieć cieszyć małym 
Jak dużo ma człowiek 
Mąci mu się w głowie 
I mogą nadwątlić mu zdrowie 
 
Więc ty mi nie marudź, Hinia 
Ty turlaj, bo to jest dynia 
A ten, co ma dynię 
To z dynią nie zginie 
Tylko jak statek 
Opływa w dostatek 
 

 

Bake Bread for World Bread Day 2011
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...