Życie ze smakiem
niedziela, 31 października 2010

Pyszny! Ma dość zbity, sprężysty miąższ, jest wilgotny i ma grubą chrupiącą skórkę. Udało mi się wreszcie wyhodować nowy zakwas (stary niestety zepsuł się był latem), a nie było to proste z powodu inwazji muszek-owocówek. Więc piekę, piekę, piekę, coraz to nowe chleby. Nadrabiam dwumiesięczne zaległości. Ostatnie bochenki dopiekam około północy. Tak było z tym właśnie chlebem. Mordowałam się z nim od południa do północy. Już myślałam, że wyjdzie MEGA zakalec. Ciasto było mocno zwięzłe, zakwas młody i mimo, że dosypałam na wzmocnienie trochę drożdży - za skarby nie chciało rosnąć. Ale za to dziś... Smakiem zapłacił mi za wszystkie troski wczorajszego dnia :) Polecam go bardzo!!!

Chleb jest propozycją  Piekarni po godzinach z drobnymi zmianami według sugestii Tatter.


Składniki:

  • 200g ugotowanych ziemniaków, przeciśniętych przez praskę (zmielonych)
  • 200g mąki żytniej białej (lub średniej)
  • 300g białej pszennej mąki chlebowej wysokobiałkowej (np. Manitoby lub mąki Lubelli do wypieku pizzy)
  • 6 łyżek żytniego zakwasu razowego aktywnego, 130% hydracji
  • 1 łyżka soli
  • 200g maślanki (zsiadłego mleka)


Wykonanie:

Ziemniaki mieszamy z maślanką i zakwasem. Zostawiamy na 12 godzin, szczelnie przykryte w temperaturze pokojowej, do przefermentowania.

Następnie dodajemy całą mąkę żytnią, pół mąki pszennej i sól. Wyrabiamy gładkie, odrobinę lepkie ciasto (13 minut), dosypując stopniowo pozostałą mąkę. Ciasto zostawiamy do fermentacji  na ok. 3 1/2 godziny, w czasie której  dwukrotnie je składamy. Potem formujemy owalny bochenek i złączeniem do góry, umieszczamy go w koszu. Chleb wyrasta nieco ponad godzinę, choć mój kwitł w koszyku chyba ze cztery. Nie należy się tym przejmować tylko czekać cierpliwie momentu, aż ciasto naciśnięte palcem odkształci się i nie wróci na swoje miejsce, albo wróci bardzo powoli. Innymi słowy ciasto musi zmienić swoją właściwość - przestanie być elastyczne a zacznie być plastyczne. Wówczas będzie nadawało się do pieczenia.

Przed wsunięciem bochenka do pieca nacinamy wierzch. Pieczemy z parą przez 15 minut w 250oC, później kolejne 30 minut (bez pary), zmniejszając temperaturę do 200oC.

Smacznego :)

 

 

Wersja do druku

Smacznego:)

Przepis jest TUTAJ.

sobota, 30 października 2010

Dla mnie ten sernik to rewelacja. Tak jak pieczona wersja zupełnie nie przypadła mi do gustu, tak wersja na zimno okazała się najlepszym sernikiem jaki jadłam. Połączenie kajmaku ze świeżą masą serową to istne niebo w gębie.Spróbujcie sami :)

Składniki na spód:

  • 160 g ciastek digestive
  • 60 g masła
  • 50 g drobno posiekanych batoników lub cukierków daim

Ciastka rozdrabniamy w malakserze lub wałkiem na piasek, mieszamy z roztopionym masłem i drobno posiekanymi batonikami. Tortownicę o średnicy 21 cm  wykładamy papierem do pieczenia i wciskamy w dno  masę ciasteczkową. Chłodzimy  w lodówce do czasu przygotowania masy serowej.

Masa serowa:

  • 600 g twarogu półtłustego zmielonego trzykrotnie (lub sera twarogowego śmietankowego)
  • 0,5 szklanki cukru
  • 1 opakowanie budyniu waniliowego (40 g) + 250 ml mleka
  • 250 ml śmietany kremówki
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 100 g posiekanych batoników lub cukierków daim (mozna zastąpić batonami twix)
  • 2 łyżki żelatyny

Wierzch:

  • Pół puszki masy kajmakowej (ok. 200 g)
  • 50 g batoników daim

Budyń gotujemy na jednej szklance mleka i odstawiamy do wystudzenia. Twaróg miksujemy z cukrem na puszystą masę, dodajemy przestudzony budyń i ekstrakt waniliowy. Ponownie miksujemy, do połączenia składników. Rozpuszczamy żelatynę w 3-4 łyżkach gorącej wody. Jeśli nie chce się rozpuścić to wstawiamy naczynie  z żelatyną do miski z wrzątkiem. Odstawiamy żelatynę do ostygnięcia.

Śmietanę ubijamy na sztywno. Żelatynę powoli dodajemy do sera. Dobrze jest jak obie masy są lekko ciepłe, wówczas żelatyna nie będzie się ścinać w niekontrolowany sposób. Dodajemy śmietanę i posiekane cukierki daim i mieszamy wszystkie składniki. Przekładamy masę na spód z ciastek i wstawiamy do lodówki na minimum 4 godziny, a najlepiej na całą noc. Przed podaniem wierzch smarujemy kajmakiem i posypujemy posiekanymi karmelkami.

Smacznego :)

Wersja do druku

wtorek, 26 października 2010

Niedawno robiłam sernik na zimno, który stał się inspiracją do powstania Orzechowej Drogi Mlecznej. Pomysł zrodził się wtedy, gdy powstawał sernik z Marsa. Tak mi się jakoś od razu nasunęło, że wystarczy batony mars zastąpić batonikami milky way, i prawie gotowe:) Odkrywcze, nieprawdaż:):):) W mniędzyczasie snułam jeszcze różne inne wizje na temat tego sernika, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że nie ma co udoskonalać doskonałego, bo można to tylko zepsuć.Ostatecznie zdecydowałam się na trzy modyfikacje. Pierwsza z nich to owe batoniki, a druga, to użycie nutelli zamiast sosu z mlecznej czekolady. Zrezygnowałam też z siekania batoników, bo zauważyłam, że pod wpływem serowej wilgoci ich wnętrze topi się i nie widać go w strukturze ciasta. Widoczne pozostają jedynie kawałki czekolady. Mnie zależało jednak na tym, żeby batonikowa pianka była wyraźnie widoczna. Efekt jest jednak taki, że może nam się trafić wielki kawał megasłodkiego milky waya, którego masa serowa nie zdoła zneutralizować.

Sernik wychodzi dość słodki. Jeśli wam to nie odpowiada, to proponuję zmniejszyć ilość cukru o połowę. Kwaskowy smak sera powinien zneutralizować słodycz batoników. Poza tym można batony zastapić ptasim mleczkim. Myślę że efekt będzie jeszcze bardziej udany.

 

Składniki na spód:

  • 250 g ciasteczek w czekoladzie typu Digestive
  • 100 g rozpuszczonego masła

Składniki na jasny sos:

  • 1 łyżka brązowego cukru
  • 10 g masła
  • 1 łyżka śmietany kremówki

Składniki na ciemny sos:

  • Użyłam nutelli, ale można ją zastąpić ciemnym sosem z  mlecznej czekolady z tego przepisu.

Składniki na masę serową:

  • 400 g sera białego trzykrotnie mielonego
  • 250 g mascarpone
  • 300 ml śmietany kremówki (bez jednej łyżki zużytej wcześniej)
  • 3 płaskie łyżeczki żelatyny
  • 60 ml gorącej wody
  • 110 g drobnego cukru (można użyć o połowę mniej)
  • 6 sztuk batoników milky way


Wykonanie:

Ciastka pokruszyć i wymieszać z roztopionym masłem. Przełożyć do tortownicy wyłożonej folią aluminiową, ugnieść łyżką formując w ten sposób spód sernika. Włożyć do lodówki do czasu przygotowania masy serowej.

Składniki na jasny sos umieścić w małym garnuszku i podgrzać. Mieszać do czasu aż składniki się rozpuszczą i połączą. Odstawić.

Nutellę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 80oC, żeby stała się półpłynna.

Biały ser, mascarpone i cukier zmiksować razem do uzyskania gładkiej serowej masy. Żelatynę rozpuścić w gorącej wodzie. Ubić śmietanę i wymieszać z masą serową. Powoli dodawać jeszcze ciepłą żelatynę, cały czas miksując. Do tortownicy przekładamy połowę masy serowej, wyrównujemy i układamy pionowo cztery batony w równych odstępach, a dwa pozostałe kładziemy poziomo, jeden nad a drugi pod pionowo ułozonymi batonami. Wykładamy drugą część masy i wstawiamy do lodówki na około godzinę. Ozdabiamy obydwoma sosami i chłodzimy przed podaniem przez minimum 3 godziny.

Smacznego :)

 

Wersja do druku

niedziela, 24 października 2010

Jest absolutnie genialna. Długo szukałam przepisu na bagietkę francuską. Piekłam, próbowałam, piekłam, próbowałam i ciągle coś było nie tak. W końcu na forum Cincin znalazłam przepis od Mirabbelki i bez nadziei postanowiłam dać mu szansę. Okazało się, że to właśnie TO czego szukałam. Bagietka wychodzi bardzo smaczna, wilgotna, co się prawie nie zdarza w przypadku wypieków drożdżowych, długo zachowuje świeżość, ma chrupiącą skórkę. Za największą jej zaletę uważam fakt, że jest bardzo "sklepowa". Chodzi mi o smak i konsystencję wypieku, bo skład jest oczywiście o wiele lepszy.

Wykonanie bagietki nie jest trudne ani pracochłonne. Pracę jednak trzeba sobie rozplanować na dwa dni: jednego dnia przygotowujemy zaczyn, a drugiego przystępujemy do właściwego wypieku. Dla mnie to było też zupełnie nowe doświadczenie: ciekawa konsystencja solonego zaczynu, dość trudne, bo rzadkie, ciasto właściwe. To najlepsze pieczywo drożdżowe jakie jadłam.

Składniki na pate farmentee:

  • 140g maki pszennej 405
  • 140g maki pszennej 550
  • 3/4 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki drozdzy instant
  • 170-200 ml wody


Mieszamy obie mąki, po czym dodajemy sól i drożdże. wyrabiamy około minuty, stopniowo dodając wodę. Ciasto nie powinno być ani zbyt ściśłe, ani zbyt luźne. W razie czego korygujemy ilość wody i mąki.
Ciasto wykładamy na posypany mąką blat i wyrabiamy jeszcze około 4-6 minut, aż ciasto będzie gładkie. Smarujemy olejem miskę i wkładamy do niej wyrobione ciasto. Obracamy je tak aby całe pokryło się olejem. Przykrywamy folioą i zostawiamy na godzinę w temperaturze pokojowej. Ciasto w tym czasie powinno lekko przefermentować i podrosnąć.

Po tym czasie wyjmujemy ciasto i lekko wygniatamy, żeby się odgazowało. Wkładamy spowrotem do miski, obtaczamy w tłuszczu, przykrywamy folią i zostawiamy na całą noc. Pate fermentee, czyli zaczyn drożdżowy z solą, może być przechowywany w lodówce do trzech dni.

Składniki na ciasto właściwe:

  • 450g zaczynu pate fermentee
  • 170g mąka pszenna 550
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki drożdży suchych
  • 180-200g letniej wody



Cały przygotowany wcześniej zaczyn wyjmujemy z lodówki, dzielimy na mniejsze części i zostawiamy pod przykryciem na godzinę, żeby się ocieplił. Po tym czasie wszystkie składniki z wyjątkiem wody mieszamy w misce, dodajemy wodę i wyrabiamy ciasto około minuty. Jeśli będzie zbyt luźne, lub zwięzłe, korygujemy wodę lub mąkę i wyrabiamy dalej, jeszcze około 6 minut.

Wkładamy ciasto do wysmarowanej olejem miski, obtaczamy w tłuszczu, przykrywamy folia i zostawiamy do wyrośnięcia, na około 2 godziny. Ciasto w tym czasie powinno podwoić objętość.

Wyjmujemy ostrożnie z miski, wykładamy na omączony blat i dzielimi na dwie części. Formujemy podłużne bagietki i układamy w formach do bagietek, lub między fałdami lnianej ściereczki. Ponownie zostawiamy do wyrośnięcia. Powinny urosnąć około 1,5 raza. Po wyrośnięciu nacinamy ukośnie ostrym nożem na głębokość około 1 cm.


Przed włożeniem bagietek w piekarniku musimy naparować. Na dno piekarnika wkładamy brytfankę i jak się nagrzeje wlewamy do niej wodę. Bagietki pieczemy przez 2 minuty w temperaturze 260oC, najlepiej na kamieniu do pizzy, w tym czasie trzy razy spryskując ścianki piekarnika wodą. Następnie obniżamy temperaturę do
230oC i pieczemy jeszcze około 10 minut do zrumienienia. Studzimy na kratce i kroimy dopiero po 40 minutach.



Wersja do druku

piątek, 22 października 2010

Marzyłam o tym, żeby upiec ten sernik odkąd zobaczyłam go na blogu u Doroty. Dowiedziałam się wtedy o istnieniu karmelków daim, i też marzyłam o tym, żeby spróbować jak smakują, bo mnóstwo osób zachwycało się ich smakiem. Na sam widok sernika ciekła mi ślinka i nie mogłam o nim zapomnieć. Przeszkodą była jednak odległość od Ikei - jedyne 170 km. Musiałam czekać na okazję.

Jak tylko zdobyłam karmelki, przystąpiłam do dzieła. Najpierw spróbowałam cukierków. Według mnie są fantastyczne: miękka, mleczna czekolada na zewnątrz, chrupiący karmel z drobinami migdałów w środku. Pycha! Moje, i tak już wysokie, oczekiwania co do sernika wzrosły. Upiekłam, cierpliwie odczekałam całą noc, polałam kajmakiem, przyozdobiłam posiekanymi cukierkami, obfotografowałam, po czym przystąpiłam do konsumpcji. I tu.... rozczarowanie. Mdły smak podkreślony jeszcze kajmakiem i cukierkami oraz wyczuwalna kasza manna. To zupełnie nie moje rejony.

Nie mogę jednak powiedzieć: nie pieczcie go. Bardzo dużo osób już piekło ten sernik i bardzo im smakował. Wystarczy poczytać komentarze pod przepisami u Doroty czy u Majanki, u której ten sernik pojawił się w akcji "Sernikowo". Mnie on jednak nie smakował. Może z Wami będzie inaczej.

Nadmienię tylko jeszcze, że postanowiłam dać temu połączeniu jeszcze jedną szansę. Bazując na tym przepisie opracowałam recepturę na sernik na zimno. Niebawem pojawi się na blogu.


Składniki na spód:

  • 160 g ciastek digestive
  • 60 g masła
  • 50 g drobno posiekanych batoników daim

 

Składniki na masę serową:

  • 600 g twarogu półtłustego zmielonego dwukrotnie (lub sera twarogowego śmietankowego)
  • 1 niepełna szklanka cukru
  • 1 opakowanie budyniu waniliowego (40 g)
  • 2 łyżki kaszy manny
  • 3 jajka
  • 150 ml kwaśnej śmietany 18%
  • 150 ml śmietany kremówki
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 100 g posiekanych batoników daim


Składniki na wierzch:

  • 200 g kajmaku najlepiej z puszki
  • 50 g posiekanych batoników daim


Wykonanie:

Ciastka rozdrabniamy na piasek i dodajemy roztopione masło oraz posiekane karmelki. Masę ciasteczkową przesypujemy do okrągłej formy wyłożonej papierem i uklepujemy łyżką, żeby powstał spód. Wkładamy do lodówki do czasu przygotowania masy serowej.

Mikserem ucieramy zmielony twaróg ze śmietaną, cukrem, budyniem (proszkiem), kaszą i ekstraktem z wanilii, do uzyskania gładkiej masy. Wbijamy po jednym jajku i nadal ucieramy. Na koniec dodajemy posiekane karmelki, mieszamy i przelewamy do tortownicy, na przygotowany spód. Pieczemy w temeraturze 180oC przez około 60-70 minut. Po upieczeniu czekamy aż ostygnie i stężeje. Najlepiej wtawić go do lodówki na całą noc. Przed podaniem smarujemy wierzch sernika masą kajmakową i posypujemy posiekanymi karmelkami.

Kaszę mannę można w tym przepisie pominąć, sernik na pewno na tym zyska. Mnie się jednak moja masa serowa wydawała zbyt rzadka. Dosypałam więc kaszę, żeby wilgoć z sera miała się gdzie wchłonąć. Myślę jednak, że nie było to potrzebne, a zepsuło smak ciasta.

 

Wersja do druku

czwartek, 21 października 2010

 

Są to nasze ulubione mufinki, a tym razem w 100% samodzielnie wykonane przez moją dziewięcioletnią córkę!!! Ja ograniczyłam się do fotografowania. Wilgotne, pachnące, z chrupiącymi, prażonymi migdałami na wierzchu, najlepsze jeszcze ciepłe. Patrzcie i podziwiajcie :):):)

Przepis pochodzi z książki "Mufinki" wydawnictwa Le Cordon Bleu.


Składniki:

  • 375 g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 125 g drobnego cukru
  • 100 g białej czekolady
  • 2 jajka
  • 375 ml mleka
  • 2 łyżeczki drobno startej skórki cytrynowej ( z całej jednej cytryny)
  • 160 g stopionego masła
  • płatki migdałowe na wierzch


Wykonanie:

Rozgrzewamy piekarnik do 210oC. Formę na mufinki smarujemy roztopionym masłem lub wykładamy papilotkami.

Do dużej miski przesiewamy mąkę (ja nigdy tego nie robię), proszek do pieczenia, sól, dodajemy posiekaną czekoladę i cukier. Robimy w środku dołek.

W dzbanku rozbijamy jajka z mlekiem i skórką z cytryny. Do dołka w mące wlewamy masę jajeczną i roztopione masło. Szybko mieszamy, tak aby składniki się połączyły. Ciasto powinno być grudkowate.

Wkładamy łyżką ciasto do formy, posypujemy migdałami, lekko je przyciskamy i pieczemy ok. 25 minut lub do suchego patyczka. Zostawiamy mufinki w formie na 5 minut, po czym wyjmujemy i studzimy na kratce.

Najlepsze - jeszcze ciepłe, z miękkim, wilgotnym, pachnącym miąższem i chrupiącą skórką :)

 

Wersja do druku

niedziela, 17 października 2010

To jest przepis taki zwyczajny. Chyba każda mama, albo babcia ma go w swoim zeszycie, albo prędzej w głowie. Nie potrzeba dokładnych proporcji. Wystarczy tylko znać składniki. Reszta zrobi się sama. Ja też ten przepis miałam w głowie, ale im więcej nowości wprowadzam do swojej kuchni, tym bardziej zapominam o starych, dobrych, sprawdzonych daniach. Na szczęście latem przypomniała mi o racuszkach Dorotus76, więc czym prędzej wzięłam się ponownie za smażenie. Mój przepis różni się od tego z bloga Doroty tym, że ja do swoich racuchów dodaję jabłka pokrojone w grubą kostkę. Dzięki temu racuszki są nieco lżejsze i mają wartość dodaną w postaci doskonale wyczuwalnych kawałków upieczonego jabłka. Polecam tę, dla niektórych być może, innowację.


Składniki:

500 g mleka zsiadłego

320 g mąki pszennej

2 jajka

płaska łyżeczka sody

50 g cukru - może być brązowy

1 duże jabłko

olej do smażenia


Wykonanie:

Jabłko obieramy, wydrążamy i kroimy w grubą kostkę o boku ok 1 cm. Wszystkie składniki mieszamy w misce. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany - mniej więcej taką jak na naleśniki. Gdyby było za bardzo lejące - nalezy dosypać mąki. Na patelni rozgrzewamy olej i wyładamy na niego po łyżce ciasta formując podłużne placki grubości ok. 3-4 mm. Smażymy z obu stron na złoty kolor. Przekładamy na talerz wyłożony papierową serwetką, żeby osączyć z nadmiaru tłuszczu. Możemy je podać z golden syrupem lub posypane cukrem pudrem.

Smacznego :)

 

Wersja do druku

sobota, 16 października 2010

To kolejna propozycja Weekendowej Cukierni. Początkowo podchodziłam do nich jak do jeża, ale podejmując decyzję o przystąpieniu do Weekendowej Cukierni obiecałam sobie, ze będę regularnie w niej uczestniczyć. Na szczęście dla mnie Pinkcake, która jest gospodynią tego wydania, zaproponowała dwa przepisy: jeden na buraczane ciasto czekoladowe, a drugi na rogaliki marchewkowe właśnie. Buraczanego bym nie upiekła i tym samym złamałabym słowo dane sobie na początku, ale te rogaliki.... Postanowiłam spróbować.

Właśnie siedzę i chrupię sobie cieplutkie jeszcze, nadziane powidłami śliwkowymi rogaliki i muszę przyznać, że są naprawdę pyszne, a do tego wyjątkowo proste w wykonaniu.


Składniki:

200 g marchewki startej na drobnych oczkach
kostka masła lub margaryny
2 szklanki mąki
2-3 łyżki cukru pudru

na nadzienie: gęsta marmolada brzoskwiniowa, morelowa lub dowolna inna byle gęsta


Wykonanie:

Wszystkie składniki zagniotłam, ciasto podzieliłam na cztery części, z każdej z nich rozwałkowałam koło i podzieliłam na osiem części.Posmarowałam powidłami śliwkowymi i zawinęłam rogaliki zlepiając im końce. Piekłam przez 30 minut w piekarniku rozgrzanym do 180oC.Jeśli ciasto będzie zbyt luźne lub lepiące trzeba dosypać więcej mąki.

Rogaliki są chrupiące i smaczne, mają ładny kolor, a marchewka nie jest w nich wyczuwalna.

 

Wersja do druku

 

Światowy Dzień Chleba to wielka okazja, żeby wzbogacić swoje kuchenne doświadczenie o nowe wypieki, wypróbować przepisy na które od dawna mieliśmy ochotę, ale brakowało imperatywu, ale nade wszystko dla mnie jest to okazja do odkurzenia starych przepisów. Jednym z nich jest mój ulubiony drożdżowiec na maślance. Przepis przywiozłam z Izb od Agnieszki i Andrzeja, którzy przypomnieli mi jaką wartość mają rzeczy i potrawy przygotowywane samodzielnie. To dzięki nim podjęłam trud pieczenia domowego chleba i bynajmniej tego nie żałuję. To dzięki nim piekę dziś chleby na zakwasie i sięgam po coraz bardziej urozmaicone i skomplikowane receptury, Dzięki nim rozróżniam dziś rodzaje mąk i wiem co to hydracja  - ba - umiem sobie ją nawet POLICZYĆ. To był początek, nieskomplikowany, niewymagający, ale bez początku jak wiadomo nie ma ciągu dalszego.Dlatego też z okazji Światowego Dnia Chleba wracam dziś z posypaną popiołem głową do chleba, który był początkiem.

Pieczcie, smakujcie i nie zapomnijcie przyprawić go dużą szczyptą fantazji.


Składniki:

1 kg mąki pszennej

1 litr maślanki

2 łyżeczki soli

100 g świeżych drożdży (cała kostka)

Warianty:

Pół mąki można zastąpić mąką pszenną razową, albo mąką żytnią chlebową, albo żytnią chlebową wymieszaną z żytnią razową. Można dosypać garść ziaren słonecznika, siemienia lnianego, sezamu, posiekanych orzechów laskowych lub suszonych śliwek, albo dodać wszystkiego po trochu. Można też zredukować ilość drożdży.

Mój chleb upiekłam z 500 g mąki pszennej, 400 g mąki żytniej chlebowej, 100 g mąki żytniej razowej, a do środka dodałam słonecznik, sezam i siemię lniane.


Wykonanie:

Maślankę podgrzać do temperatury ciała i rozpuścić w niej drożdże. Mąkę wsypać do miski, dodać sól i wymieszać. Zrobić w środku dołek i wlać maślankę z drożdżami. Wyrabiać około 10 minut, aż ciasto będzie gładkie i zacznie odchodzić od ręki. Zostawić pod przykryciem do podwojenia objętości (około godziny). Potem ciasto nalezy przebić, żeby uszły z niego gazy, i ponownie wyrobić przez około 5 minut.Ponownie zostawić do wyrośnięcia.

Dwie keksówki posmarować masłem i wysypać otrębami. Ciasto podzielić na dwie części i przełożyć do przygotowanych form. Przykryć ściereczką i poczekać aż podrośnie. W tym czasie piekarnik nagrzać do 230oC. Piec przez 40 minut. Po wyjęciu z piekarnika upieczony chleb postukany od dołu powinien wydawać głuchy odgłos. Studzić na kratce. Chleb można zamrażać


 

Wersja do druku

piątek, 15 października 2010

Widziałam go na kilku blogach, ale mijałam bez większego zainteresowania. W końcu było to jeszcze wtedy gdy nie lubiłam serników na zimno. Ale odkąd polubiłam, wciąż szukam nowych inspiracji. Nie jest to łatwe bo choć od serników na zimno roi się w internecie, to większość z nich jest to odmiana tego samego sernika na serkach homogenizowanych, usztywnianego galaretką w różnych smakach. Natomiast książki kucharskie, które posiadam nie podejmują tego tematu wcale. Ale kto szuka ten znajdzie. Znajduję więc i ja coraz to inne wersje niehomogenizowanego sernika na zimno.

Jedną z takich propozycji jest niewątpliwie sernik z Marsa. Przepis ostatecznie wzięłam z bloga Moje Wypieki, ale oczywiście zmodyfikowałam na swój gust i muszę przyznać że nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Z całą pewnością wrócę jeszcze na blogu do tego sernika, ale w trochę innej, choć tematycznie bardzo związanej, odsłonie.

Kilka słów na temat samego ciasta: masa serowa nie jest przesłodzona, co jest niewątpliwym plusem, bardzo fajnie komponują się smakowo z sernikiem obydwa sosy, a poza tym dają pole wyobraźni jeśli chodzi o zdobienie. Wadą jest zbyt duża ilość batoników, bo po pierwsze dominują chwilami nad masą serową, a po drugie niepotrzebnie przesładzają cały deser. Wiem napewno, że robiąc ponownie sernik w tej wersji, zrezygnuję z połowy użytych batonów, a być może dam ich jeszcze mniej, za to dużo drobniej posiekanych. Spróbujcie.


Składniki na spód:

250 g ciasteczek w czekoladzie typu Digestive

100 g rozpuszczonego masła


Składniki na jasny sos:

2 łyżki brązowego cukru

20 g masła

2 łyżki śmietany kremówki


Składniki na ciemny sos:

50 g czekolady mlecznej

2 łyżki śmietany kremówki


Składniki na masę serową:

400 g sera białego trzykrotnie mielonego

250 g mascarpone

300 ml śmietany kremówki (bez czterech łyżek zużytych wcześniej)

3 płaskie łyżeczki żelatyny

60 ml gorącej wody

110 g drobnego cukru

180 g batoników Mars (4 szt.)


Wykonanie:

Ciastka pokruszyć i wymieszać z roztopionym masłem. Przełożyć do tortownicy wyłożonej folią aluminiową, ugnieść łyżką formując w ten sposób spód sernika. Włożyć do lodówki do czasu przygotowania masy serowej.

Składniki na jasny sos umieścić w małym garnuszku i podgrzać. Mieszać do czasu aż składniki się rozpuszczą i połączą. Odstawić.

Składniki na ciemny sos umieścić w drugim garnuszku i postępować tak samo jak z pierwszym sosem.

Biały ser, mascarpone i cukier zmiksować razem do uzyskania gładkiej serowej masy. Żelatynę rozpuścić w gorącej wodzie. Ubić śmietanę i wymieszać z masą serową. Powoli dodawać jeszcze ciepłą żelatynę, cały czas miksując. Dodać posiekane batoniki i wymieszać całość łyżką. Do tortownicy przekładamy połowę masy serowej, wyrównujemy i polewamy połową każdego z sosów, robiąc łyżką malownicze esy-floresy. Wykładamy drugą część masy i ponownie polewamy pozostałymi sosami, tak aby uzyskać ładny wzorek.

Wstawiamy do lodówki na minimum 3 godziny.

Smacznego /:o)

 


 

Wersja do druku


czwartek, 14 października 2010

Tym razem wizualizacja przepisu, który zamieściłam na blogu już wcześniej, ale wówczas jeszcze nie robiłam zdjęć moim kulinarnym wyczynom. Ja wiem, że owsianka zasadniczo jest trująca :), ale tak jak zdarzają się jadalne i bardzo smaczne muchomory (kania na ten przykład), tak też zdarzają się takie wersje owsianki, które nie tylko nie trują, ale są bardzo smakowite. Tak jest moim zdaniem z tą owsianką (możecie ją znaleźć TUTAJ), oraz z owsianką z patelni, którą kilka dni temu znalazłam u Polki. Oczywiście - nie musicie mi wierzyć. Po prostu sami spróbujcie.

Smacznego :)

 

 

środa, 13 października 2010

Niektórzy z Was być może pamiętają czasy głębokiego kryzysu lat 80-tych, kiedy to w sklepach  tylko ocet i musztarda były w dostatku, a ketchupu nie było wcale, bo nikt nie znał jeszcze takiego słowa. W owej zamierzchłej przeszłości brakowało praktycznie wszystkiego: jajek, cukru, mleka, a po kawę, czekoladę albo cytrusy ustawiały się kilometrowe kolejki, jak tylko poszła plotka że "rzucili". Wędlina była tylko na kartki, a i to nie gwarantowało udanych zakupów. Jednak kryzys kryzysem, a jeść było trzeba. A i na ciasto też się czasem miało ochotę. Wówczas to sąsiadka mojej mamy Grażyna (przez wszystkich zwana jednak Ewą), z wypiekami na twarzy, przyniosła super przepis na super ciastka, do których zamiast masła dodaje się margaryny, a jajek nie potrzeba wcale. Składników jest mało, są tanie i ogólnie dostępne. Mama moja, nie bez sceptycyzmu, przepis wzięła i wypróbowała. Ciastka okazały się być faktycznie takie jak obiecywała sąsiadka. Lata całe minęły od kryzysu lat 80-tych. W sklepach jest wszystko czego dusza zapragnie. Jest masło, jajka w kilku rozmiarach, cukier wszelkiej maści, czekolad rozmaitość wielka, cytrusy tanie i dostępne w każdej ilości przez 365 dni w roku. Trudno się dziwić że wszyscy zapomnieli o kryzysowych ciastkach.

Ja jednak z sentymentem do nich wracam i to w formie z kryzysowych lat, choć dziś margarynę można zastąpić masłem, co niewątpliwie doda im wykwintu i delikatności. Spróbujcie. Są naprawdę pyszne. Można je przechowywać i nie tracą wiele na jakości. Są szybkie i niekłopotliwe. Ponadto ciasto można przygotować jednego dnia, a rożki upiec drugiego. Dzięki temu nawet zapracowani będą mieli szansę.


Składniki:

2 szklanki mąki

1 kostka margaryny (250 g)

1 opakowanie serka waniliowego (200 g)

powidła śliwkowe


Wykonanie:

Mąkę, margarynę i serek waniliowy zagniatamy razem. Powinno powstać miękkie, plastyczne, lekko klejące ciasto. Nie trwa to długo bo składniki szybko się ze sobą łączą. Po zagnieceniu ciasto zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na min. 2 godziny, a idealnie byłoby na całą noc. Po tym czasie wyjmujemy ciasto z lodówki, rozwałkowujemy na grubość ok. 3 mm i wykrawamy kwadraty o boku ok. 6-7 cm. Na środek każdego kwadratu kładziemy po pół łyżeczki powideł, lub innego nadzienia (u mnie domowe wiśnie z syropu) i składamy kwadraty po przekątnej, ale nie całkiem równo tylko tak mniej więcej 0,5 cm przed przekątną. Chodzi o to, żeby górny trójkąt był mniejszy, a dolny większy.

Ciastka pieczemy w temperaturze 190oC do momentu aż się zezłocą, czyli około 10 - 15 minut. Prawda, że proste? Smacznego :)

 

Wersja do druku

niedziela, 10 października 2010

To był mój pierwszy chleb na zakwasie. Doskonały dla początkujących w tej dziedzinie. Jest bardzo prosty w wykonaniu a dodatek drożdży sprawia, że nie musimy zbyt długo czekać na efekty działania zakwasu. Piekąc ten chleb bardzo często, z czasem doszłam do tego, że wyeliminowałam drożdże z receptury, bez szkody a nawet z korzyścią dla konsystencji i smaku samego chleba. Przepis zarówno na chleb jak i na zakwas zaczerpnęłam z blogu Moje Wypieki, ale zmodyfikowałam go lekko i tu podaję przepis na czeski chleb wiejski według mojego gustu.


Składniki:

300 g zakwasu żytniego

600 g letniej wody

800 g mąki pszennej chlebowej (część można zastąpić mąką razową - ja 100 g zastępuję razową żytnią)

200 g mąki żytniej jasnej

3 łyżeczki soli

1 łyżeczka drożdży suchych (4 g) lub 8 g drożdży świeżych

Jeśli nasz zakwas jest dojrzały, drożdże można całkowicie wyeliminować.


Wykonanie:

Wszystkie składniki umieszczamy w dużej misie i wyrabiamy około 8 minut. Misę przykrywamy i odstawiamy na 10 minut. Po tym czasie ciasto wyrabiamy ponownie przez około 5 minut. Ciasto dzieki temu zmieni konsystencję i stanie się elastyczne. Zostawiamy na około 2 godziny do podwojenia objętości. Przy młodym zakwasie może to zająć nieco dłużej, natomiast przy dojrzałym - krócej. Jesli jednak wyeliminujemy drożdże z receptury, czas rośnięcia może wydłużyć się nawet do 4 godzin.

Wyrośnięte ciasto dzielimy na dwie części formujemy dwa podłużne bochenki i umieszczamy w wysmarowanych masłem i wysypanych otrębami formach keksowych. Ponownie zostawiamy do wyrośnięcia. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 240oC. Wyrośnięte chleby możemy przed włożeniem do piekarnika posmarować roztrzepanym jajkiem lub opruszyć mąką. Pieczemy ok. 40-45 minut do zbrązowienia skórki. Studzimy na kratce. Chleb można zamrażać.

 

Wersja do druku

sobota, 09 października 2010

Dostałam jakiś czas temu 5 kg mąki graham z wiejskiego małego młyna. Cóż miałam robić? Upiekłam grahamki. Nawet nie musiałam długo szukać. Na blogu Moje Wypieki znalazłam dobry przepis. Wprawdzie dla mnie te grahamki są za słodkie i za ciężkie, ale po kolejnych modyfikacjach doprowadzę przepis do satysfakcjonującej mnie wersji. A tymczasem spróbujcie tego co lubi Dorota.


Składniki:

pół szklanki letniego mleka

pół szklanki letniej wody

1 łyżka melasy (można zastapić miodem)

1,5 łyżki miodu

1 łyżeczka soli

2,5 szklanki mąki graham (typ 1850)

1 szklanka mąki pszennej chlebowej (typ 650 lub 720)

30 ml oleju (2 łyżki)

7 g suchych drożdży lub 14 g świeżych drożdży

1 jajko roztrzepane z 1 łyżką mleka do posmarowania bułeczek z wierzchu


Wykonanie:

Suche drożdże mieszamy z obydwoma mąkami. Jeśli używacie świeżych drożdży, to najpierw rozpuśćcie je w mleku z odrobiną cukru (ok. 0,5 łyżeczki)  i poczekajcie aż drożdże ruszą. . Mleko i wodę mieszamy z melasą, miodem, solą i olejem., dodajemy do mąki i wyrabiamy. Powinno to trwać około 10 minut. W tym czasie składniki powinny się dokładnie połączyć. Ciasto może być klejące,. Jeśli jednak będzie zbyt luźne to podsypcie kilka łyżek mąki. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy w ciepłym miejscu do podwojenia objętości. Potrwa to ok. 1,5 godziny. Gdyby w tym czasie ciato nie podwoiło objętości to czekamy dłużej, do czasu aż podowi.

Po tym czasie ciasto należy jeszcze raz krótko wyrobić. Dzielimy na 10 części (o wadze ok. 90 gram )  i formujemy podłużne bułeczki. Układamy je na blaszce wysmarowanej masłem i oprószonej semoliną, przykrywamy i  zostawiamy w cieple do podwojenia objętości (około 30 - 40 minut).

Przed pieczeniem smarujemy jajkiem roztrzepanym z 1 łyżką mleka. Pieczemy w temperaturze 200ºC przez około 25 minut. Studzimy na kratce. Bułeczki możemy mrozić.

 

Wersja do druku

piątek, 01 października 2010

Dla nas to najsmaczniejsza przekąska do piwa ( i nie tylko) jaką można przygotować w domu. Mają masę zalet: są słone, pikantne, chrupiące, domowe i ZDROWE. Nie ma w nich proszku do pieczenia, nie ma jajek, z konieczności jest w nich trochę masła. Baaardzo szybko się je robi i oczywiście bardzo szybko zjada. Dla miłośników płatków owsianych pod wszystkimi postaciami dobra rada - przygotujcie krakersy od razu z podwójnej porcji ciasta, bo jedna porcja to stanowczo za mało. Ponieważ nadają się do przechowywania, nie musimy zjadać ich od razu po upieczeniu (ale założę się, ze trudno będzie się powstrzymać). Możemy je podawać "na goło" do piwa, albo z miękkimi serami pleśniowymi. Świetnie się też skomponują z dipami wszelkiej maści. Wierzch można posypać solą gruboziarnistą, kminkiem lub makiem, albo niczym jeśli nie mamy czym (to mój przypadek). Zapewniam Was, że w każdej wersji będą doskonałe. Faktem jest, że trudno im nadać  estetyczną formę, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy żeby sie tym specjalnie przejąć. Na zdjęciu nie wyglądają więc przystojnie, ale w tym przypadku zdecydowanie bardziej liczy się  wnętrze :):):)

Przepis na nie znalazłam całe lata temu w magazynie Kuchnia. Od tamtej pory piekłam wielokrotnie - zawsze się udawały i jeszcze nam się nie znudziły.

Polecam więc gorąco i życzę smacznego :)


Składniki:

120 g płatków owsianych

100 g mąki pszennej

80 g miękkiego masła

1 płaska łyżeczka soli drobnoziarnistej

1 łyżka kminku (ja używam mielonego)

szczypta mielonego chilli

4 łyżki wody


Wykonanie:

Wszystkie składniki z wyjątkiem wody wkładamy do miksera i miksujemy na średnich obrotach przez około dwie minuty. Kiedy składniki nieco się połączą, dodajemy po łyżce wodę, tak aby utworzyło nam się dosyć zwięzłe ciasto. Wykładamy je na posypana mąką stolnicę i wałkujemy dość cienko (nie grubiej niż 4 mm). Posypujemy solą gruboziarnistą lub innym dodatkiem jekko wciskając posypkę w ciasto, żeby nie odpadła po upieczeniu. Ciasto tniemy nożem na kwadraty o boku mniej więcej 6 cm, lub prostokąty, lub inne figury. Układamy na blasze i pieczemy ok 5 minut w piekarniku nagrzanym do 220oC na złoty kolor. Nie trzeba robić dużych odstępów, bo ciastka nie rosną, więc nie pozlepiają się ze sobą. Studzimy na kratce.

S.M.A.C.Z.N.E.G.O. :):):)

 

Wersja do druku

Bake Bread for World Bread Day 2011
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...