Życie ze smakiem
środa, 12 września 2012

Nie znam nikogo w moim bliższym i dalszym otoczeniu, kto na pytanie, czy lubi trzydniowe ziemniaki moczone w zupie, odpowiedziałby twierdząco. Bynajmniej nie dziwię się temu, bo co tu kryć, zupa najlepsza jest świeżo ugotowana i to wie nawet pięciolatek. Niestety nie każdemu dany jest luksus jedzenia codziennie świeżej zupy. Ci, którzy muszą zadowalać się dwu- albo trzydniówkami, mają jednak szansę zjeść swoją zupę z nowym apetytem.

Oczywiście do tego nie są potrzebne żadne czary, ani też autosugestia. Czasem wystarczy głupi pomysł, żeby się okazało, że wychodzi z tego całkiem niegłupie danie. Właśnie dziś taki głupi pomysł przyszedł mi do głowy. Wprowadziłam go więc w życie zanim zdroworozsądkowa część mojej natury nie podpowiedziała mi żebym się nie wygłupiała.

Zanim jednak całkiem się odsłonię, powiem wprost, że nie każdą zupę można zrewitalizować w ten sam sposób. Dlatego też moje pomysły bynajmniej nie są wyrocznią i jeśli macie inne to błagam, podzielcie się nimi.

Kiedyś, dawno temu, ugotowałam wielki gar zupy ogórkowej. Każdy, komu dane było jeść w życiu ogórkową na drugi dzień, wie jak zabójczo na ziemniaki i smak całej zupy działa kwas z ogórków. Dwudniowa ogórkowa to jeden z koszmarów mojego dzieciństwa. Kiedy więc okazało się, że ugotowałam tej zupy zdecydowanie za dużo, pomyślałam, że nic nie stoi na przeszkodzie, żebym taką świeżo ugotowaną, jeszcze gorącą, wlała do litrowych słoików. W końcu to nie grzech, a poza tym, łatwiej upchnąć w lodówce taką rozczłonkowaną zupę, niż siłować się z  całym garem. Podejrzewałam, że po wyjęciu na drugi dzień, zupa będzie równie smaczna jak zwykle, jednak życie zaskoczyło mnie wtedy niewymownie, bo zupa ... smakowała jak świeża!!! Nie mogłam uwierzyć. Zrobiłam test z drugim słoikiem, rzecz jasna następnego dnia. I co? Znów się okazało, że działa. Życie nie jest jednak tak piękne jakby się mogło wydawać, bo kolejnego dnia, otworzywszy kolejny słoik, skonstatowałam, że niestety zupa znów smakuje jak zwykle. Mimo to, nie znam lepszgo sposobu na przechowanie ogórkowej do następnego dnia, i zachowanie jej świeżego smaku.

Dziś natomiast miałam na obiad trzydniową kalafiorową. Jakoś tak nieopatrznie popadłam dziś na chwilę w nie najlepszy nastrój, w związku z czym miałam takie ciche marzenie, żeby się dopieścić kulinarnie. Nie jest to łatwe z załadowaną po brzegi lodówką, w której na głównej półce króluje gar z niedojedzona kalafiorową. Jednakowoż  pan bóg nie zostawia ludzi w potrzebie i zsyła na człowieka mniejsze lub większe objawienia, dzięki którym człowiek ów może sobie łątwiej poradzić z przeciwnościami losu. W moim dzisiejszym objawieniu ukazał mi się blender, który czymprędzej zaprzęgłam do pracy. Zmiksowałam całą zupę, doprawiłam lekko pieprzem i ruszyłam do spiżarki w poszukiwaniu groszku ptysiowego. Życie jednak nie jest takie lekkie, z brakiem groszku musiałam się pogodzić. I choć zupa zyskałaby z pewnością na jego obecności, muszę przyznać że i bez tego zaskoczyła mnie smakiem. Wprawdzie okazało się że zmiksowana kalafiorowa jest mniej kalafiorowa niż niezmiksowana, ale nowa jakość nie wymaga kalafiorowatości, a jedynie niewyczuwalności smaku wymoczonych ziemniaków. Sposób na rewitalizację kalafiorowej swoje zadanie spełnił w 150%, więc następnym razem zrobię to również  z pieczarkową i jarzynową. Jestem pewna, że efekty będą równie oszałamiające.

Acha! I koniecznie zaopatrzę się w groszek.

niedziela, 02 września 2012

Zdarza się to po raz drugi w moim blogowym życiorysie. W zeszłym roku za sprawą Małgosi, a w tym dzięki Centce, uwielbianej przeze mnie za treść i formę swojej twórczości blogowej. Otóż mój skromny blog wyróżniony został i dostałam taką oto nagrodę:

 

Prawda, że ładna?

 

Skoro już się pochwaliłam, to teraz przejdę do konkretów, czyli do obowiązków wyróżnionej.

Po pierwsze:

- wyróżniony ma obowiązek zaprezentować nagrodę, co wyżej już uczyniłam

Po drugie:

- podziękować Blogerowi, który przyznał wyróżnienie, co też uczyniłam z radością i zakłopotaniem jednocześnie

Po trzecie:

- wyjawić 7 faktów o sobie - to chyba najtrudniejsze zadanie, więc połknę tę żabę od razu i będę miała święty spokój:

  • miewam huśtawki nastrojów - bardzo męczące dla mojej rodziny
  • gotuję i piekę nieregularnie - znaczy głównie wtedy, kiedy mam wenę, czasem z musu
  • uwielbiam rękodzieło, ale szybko się nudzę
  • często stawiam sobie nierealne cele, żeby później porzucić je nie doszedłszy nawet do połowy drogi - szalenie frustrujące
  • właściwie nie wiem, czy jestem leniwa czy pracowita - zdania moich znajomych znacznie odbiegają w tym względzie od moich wyobrażeń o samej sobie, w związku z tym nie wiem komu wierzyć
  • denerwuje mnie planowanie - zwykle nic nie idzie zgodnie z planem, ale bez planu nie potrafię
  • ćwiczę się w cierpliwości...

Po czwarte:

- nominować 15 blogów do wyróżnienia Versatile Blogger Award - tu postanowiłam odbiec nieco od zasad, albowiem gdyż ostatnimi czasy blogi odwiedzam rzadko i raczej tylko te ulubione i 15 z pewnością się nie uzbiera. Wyróżnię więc tyle ile mogę, czyli pięć. Oto one:

  • Smaki Alzacji - za bliskość myśli i uczuć, energię, pasję i chęć do życia
  • Bea w Kuchni - za domową atmosferę i bogactwo smaków
  • Around the kitchen table - za błędy i błądzenie i za to że o wszystkim tym szczerze i na blogu, oraz za nostalgiczne zdjęcia i ciepłe teksty
  • Makagigi i 55 pierników - choć nigdy nic nie ugotowałam na wzór i podobieństwo, bardzo cenię Buruuberii  za trud pokazywania i opisywania potraw o których nam się nie śniło.
  • Na koniec jeszcze Cooking & Eating - może to głupio nominować "nominanta", ale to tu właśnie spędzam największą część swojego blogowego życia, to śmiejąc się do łez to znów wycierając cieknącą ślinkę. Jak już coś w domu jem, to najczęściej to samo co Centka tylko parę dni później :)

Po piąte:

- mam jeszcze w obowiązku powiadomić nominowanych, co też za chwilę uczynię z pewną jednak nieśmiałością :)

Bake Bread for World Bread Day 2011
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...