Życie ze smakiem
środa, 27 lipca 2011

Jagodzianki to, przyznacie sami, jedne z najlepszych drożdżówek. Pełne jagód, puszyste, słodkie i pachnące, najlepsze na świecie. Takie też są jagodzianki, które znalazłam na blogu Moje Wypieki od zeszłego roku czekałam na okazję do ich upieczenia. I oto są! Bardzo "sklepowe" (jeśli wiecie co mam na myśli :), bardzo pyszne a w wykonaniu zupełnie niekłopotliwe. Mnie jedynie sprawił nieco kłopotów sok z jagód ale o tym potem. Najpierw zapraszam na jagodzianki.

Składniki na ciasto:

  • 500 g mąki pszennej chlebowej
  • jedno opakowanie suchych drożdży (7 g) lub 14 g świeżych drożdży
  • szczypta soli
  • 1 szklanka mleka (250 ml)
  • 1 jajko
  • 1/4 szklanki oleju słonecznikowego
  • pół szklanki cukru
  • 8 g cukru waniliowego

Składniki farszu:

  • 300 g jagód
  • 3 łyżki cukru
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej

Wykonanie:

Łączymy ze soba mąkę, drożdże i sól. Jeśli używamy drożdży świeżych, to wcześniej robimy zaczyn z drożdży, odrobiny mleka, łyżki cukru i szczypty mąki - mieszamy wszystkie składniki i czekamy 10-15 minut aż zaczyn zacznie rosnąć.  Następnie dodajemy mleko i jajko i dokładnie mieszamy. Dodajemy pozostałe składniki i wyrabiamy miękkie, plastyczne ciasto. Zostawiamy do wyrośniecia tzn. do podwojenia objętości . Może to trwać od godziny o dwóch.

Nastepnie ciasto znów wyrabiamy, ale krótko. Dzielimy na  16 części (ok. 60g każda) i formujemy z nich okrągłe bułeczki. Znów zostawiamy do podrośnięcia na około 15 minut.
Tuż przed ostatecznym formowaniem jagodzianek mieszamy ze sobą składniki farszu. Po to, zeby przed nadziewaniem z jagód nie wydzieliło się zbyt dużo soku.
Ja wymieszałam farsz na samym początku roboty i póżniej nie wiedziałam co zrobić z sokiem z jagód. Tam gdzie dodałam jagody z sokiem - sok wypłynął z bułeczek podczas ich ostatniego rośnięcia, natomiast w bułeczkach bez soku farsz był trochę suchy. Dlatego najlepiej farsz wymieszać tuż przed nadziewaniem bułeczek. Jagody z pewnością puszczą sok podczas wyrastania bułek, ale może nie będzie go zbyt dużo i nie wypłynie z  drożdżówek.
Wróćmy do pracy. Kulki z ciasta na pewno się już napuszyły.
Z każdej kuli robimy dłonią placek i na jego środku kładziemy kopiastą łyżkę farszu. Zlepiamy placki jak pierogi, dokładnie dociskając. Każdą bułkę umieszczamy złączeniem do dołu na blacie i delikatnie rolujemy nadając im kształt owalnych bułeczek. Gotowe kładziemy na naoliwionej blaszce (ja używałam do tego mat silikonowych i woskowanego papieru do pieczenia) i zostawiamy do wyrośnięcia na 45 minut.

Wyrośnięte jagodzianki piecczemy w temperaturze 220ºC przez około 15 minut. Studzimy na kratce i lukrujemy rzadkim lukrem wykonanym z 1 szklanki cukru pudru i kilku łyżek gorącej wody.






niedziela, 17 lipca 2011



 

Od dawna mnie zachwycał i od dawna obiecywałam sobie, że koniecznie, że napewno, że w najbliższym czasie, że na święta itd, itp. Aż tu nagle bomba pękła, bo okazało się że lipiec należy do Pawłowej. Małgosia, współwłaścicielka Weekendowej Cukierni i jednocześnie jej lipcowa gospodyni zaproponowała właśnie ten wypiek do wspólnego pieczenia. A ja znów zaczęłam swoją śpiewkę, że gorąco, albo że pada, może nie dziś, może w następny weekend... I trwałoby to tak zapewne do końca miesiąca, albo do momentu w którym obie Gosie przemówiłyby do mojej ambicji, gdyby nie nagła chęć zabłyśnięcia w towarzystwie :) Nieważne, że byłam nieprzygotowana. Wiedziałam, że to jest ten moment o którym mówi się "teraz albo nigdy". Dlatego też moja Pawłowa zamiast świeżych sezonowych owoców ma pokrojone w kostkę brzoskwinie z puszki :( Nieważne. Ważne jest tylko to że nic pyszniejszego w życiu nie jadłam!

Zapraszam więc do cukierni na Pawłową. Naprawdę warto, zwłaszcza, że włożony w jej przygotowanie wysiłek jest niewspółmiernie mały do walorów smakowych jakie nam oddaje :)

Cytuję za gospodynią:

Składniki:

  • 6 białek
  • 300 g drobnego cukru do wypieków
  • 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka octu (ja dodałam soku z cytryny)
  • 300 ml śmietany kremówki
  • owoce sezonowe (i tu pełna dowolność, ja użyłam truskawek :-), ale świetnie pasują również jagody, maliny czy porzeczki)


Wykonanie:

Białka ubić na sztywno. Pod koniec ubijania dodawać powoli cukier, skrobię ziemniaczaną i na końcu łyżeczkę octu. Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze narysować nieduży okrąg. Wyłożyć na niego masę białkową. Wstawić do nagrzanego wcześniej piekarnika (do temperatury 180 stopni). Po 5 minutach zmniejszyć temperaturę do 150 stopni i piec przez 1,5 godziny. Studzić w piekarniku przy otwartych drzwiczkach.
Wystudzoną bezę przełożyć na paterę, wyłożyć na nią ubitą śmietanę (bez cukru). Udekorować owocami.

 
sobota, 16 lipca 2011

To druga wersja sernika z jagodami. Marzył mi się sernik przypominający nieco truskawkowy Eton Mess Nigelli Lawson, tyle, że z jagodami. No to go zrobiłam :)

Składniki:

  • 200 g herbatników w czekoladzie (ja użyłam Digestive)
  • 60 g roztopionego masła

Herbatniki kruszymy w malakserze na piasek, po czym dodajemy masło i mieszamy. Masę ciasteczkową wykładamy do wyłożonej folią aluminiową tortownicy i lekko ugniatamy.Wkładamy do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

  • 500 g twarogu trzykrotnie zmielonego (u mnie nieodmiennie wiaderkowa Piątnica)
  • 250 g mascarpone
  • 1/2 szklanki drobnego cukru
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 500 ml śmietany kremówki 36% (koniecznie)
  • 300 g jagód
  • kilka pokruszonych z grubsza bez
  • opcjonalnie 2 łyżki żelatyny

Twaróg, mascarpone, cukier, sok z cytryny i ekstrakt waniliowy miksujemy na puszystą, gładką masę. Jeśli masa nie trzyma kształtu (tzn. jeśli wzorki zrobione mikserem rozpływają się) teraz należy dodać żelatynę rozpuszczoną w kilku łyżkach wrzątku i przestudzoną. W osobnym naczyniu ubijamy na sztywno śmietanę, uważając, żeby nie zrobić masła :) Dodajemy śmietanę do masy serowej i łyżką delikatnie mieszamy do lekkiego połączenia obu mas. Dodajemy jagody i pokruszone bezy i dalej delikatnie mieszamy, do czasu aż śmietana połączy się z masą serową, uważając przy tym , żeby nie rozgniatać jagód, bo zabarwią nam sernik na fioletowy kolor :)

Masę przekładamy na spód z herbatników i wstawiamy na minimum 2 godziny do lodówki. Sernik z żelatyną powinien chłodzić się dłużej. Najlepiej zostawić go w lodówce na całą noc.

Przed podaniem sernik dekorujemy. Ja użyłam do tego mlecznej czekolady, którą starłam na tartce, na małych oczkach wprost nad sernikiem.

W zeszłym roku swoją sernikową przygodę zaczęłam od sernika z czerwonymi porzeczkami, a już niebawem ten sam sernik, ale z czarną porzeczką (tak dla odmiany:). W ten weekend palnuję też ugotować pierwsze w tym roku leczo. Jeśli mielibyście na nie ochotę to zapraszam TUTAJ. Mam też ogromną ochotę na forszmak, choć to bardziej zimowe danie, ale dawno go nie jadłam, no i nie pochwaliłam się nim jeszcze na blogu.

Poza tym jemy ostatnio na okrągło dania z cukinii: placki, zapiekankę, cukinię panierowaną i cukinię  z czosnkiem. W tym roku planuję nowe dania z cukinii. Jeszcze nie wiem jakie, ale na pewno będzie wśród nich tarta. Robiłam ją już w tym sezonie na cieście francuskim, i z pewnością do niej wrócę.

środa, 13 lipca 2011

Jeszcze nigdy w swoim życiu nie zrobiłam niczego z agrestu, co nie oznacza wcale, ze go nie jadłam lub nie lubiłam! Boże broń. Agrest uwielbiałam zawsze i zawsze kojarzyuł mi się z babcinym ogródeczkiem w którym rosły róże, lilie, żonkile, dalie, konwalie, truskawki i agrest :) Zakradałam się tam po cichutku (uwielbiałam to robić!) przykucałam przy krzaczku agrestu i, kłując sobie niemożliwie ręce, zrywałam owoce i ładowałam prosto do buzi, takie czerwone, kwaskowo - słodkie i pyszne. Do dziś hasło "agrest" natychmiast przywołuje tamte letnie wspomnienia z dzieciństwa. Dopiero później, przy lekkim wysiłku umysłu przypominam sobie, że agrest to nie tylko przepyszny owoc, ale również świetny dżem. Przypominam też sobie, że mama zamykała agrest w słoikach również pod postacią kompotów, których (nie rozumiem dziś - dlaczego) zupełnie nie akceptowałam. I to by było na tyle.

W zeszłym roku zobaczyłam agrest w postaci owoców upieczonych pod pierzynką z kruszonki. Dowiedziałam się wtedy o istnieniu cuda o nazwie "crumble" i choć zdjęcie potrawy nie zachęcało do jej degustacji, zaprzyjaźniłam się z crumble na śmierć i życie. I choć uważam, że do crumble najlepszymi owocami są jabłka (a w drugiej kolejności truskawki) robię je ze wszystkimi niemalże owocami. Nie mogłam więc nie spróbować smaku agrestu pod słodko - kruchą pierzynką.

Przepis wzięłam żywcem z Moich Wypieków i w ogóle nie zmodyfikowałam! :)

Zapraszam

Składniki:

  • 1 kg owoców agrestu,
  • 150 g cukru demerara do owoców
  • 120 g masła
  • 70 g mąki pszennej
  • 80 g mąki razowej
  • 50 g płatków owsianych
  • 120 g cukru demerara do kruszonki
  • 1 łyżeczka cynamonu



Wykonanie:

Do naczynia żaroodpornego wsypujemy odszypułkowany agrest i mieszamy do z cukrem.

Masło, mąkę, płatki owsiane, 120 g cukru i cynamon wumieszczamy w misce i wyrabiamy palcami. Jeśli kruszonka będzie zbyt zbita dosypujemy mąkę,  jeśli zbyt sucha - dodajemy trochę masła.

Posypujemy owoce kruszonką i zapiekamy przez około 35 minut w temperaturze 185ºC . Podajemy na gorąco z kulką lodów waniliowych (dentyści bardzo tego nie lubią :).

Smacznego 

 

Jeśli chcecie spróbować innej wersji  owoców z kruszonką, zapraszam na zeszłoroczne crumble z truskawkami. Według tego przepisu przygotujecie też smaczne crumble jabłkowe.


poniedziałek, 11 lipca 2011

Jeszcze nigdy do tej pory nie używałam w swojej kuchni sera ricotta. Kupiłam więc opakowanie bez wyraźnego celu, ot tak na wszelki wypadek. No i dobrze, bo jeszcze tego samego dnia Małgosia ze Smaków Alzacji, moja internetowa bratnia dusza, zaproponowała przepis na muszelki nadziewane szpinakiem i ricottą. Niby nic nadzwyczajnego, ale pod koniec przepisu napisane było: "przed podaniem posypać mielonymi migdałami". I to było to! Pozostało do sera dokupić muszle i szpinak i wziąć się do dzieła.

Samo danie jest szalenie proste w przygotowaniu, muszle nie zrobią problemów podczas nadziewania. Nie ma znaczenia czy szpinak jest papką czy liściem, bo elegancko pakuje się do muszelki i nie grymasi, że mu ciasno. Danie jest łagodne i kremowe (za sprawą sera i śmietany). Następnym razem jednak spróbuję nieco zaostrzyć mu smak. Może więcej czosnku, może bardziej zdecydowane przyprawy, jeszcze nie wiem. I z całą pewnością posypię danie płatkami migdałowymi jeszcze przed pieczeniem. Liczę na to, że wzmocni to aromat migdałów i będą w potrawie bardziej wyczuwalne.

Zapraszam do stołu!

Składniki:

  • 250 g makaronu typu muszle
  • 500 g szpinaku 
  • 2 ząbki czosnku (dałam 4 i następnym razem jeszcze dołożę)
  • 250 g sera ricotta
  • 200 ml śmietanki (dodałam 250 ml)
  • sól i grubo zmielony pieprz
  • oliwa z oliwek
  • mielone migdały do posypania na koniec

 Wykonanie:

 Makaron gotujemy al dente. Szpinak rozmrażamy na patelni lub w rondlu. Jeśli używamy świeżego to najpierw blanszujemy go przez kolka minut we wrzątku, a dopiero potem przekładamy na patelnię. Dodajemy czosnek, posiekany i roztarty z odrobiną soli, oraz pokruszony ser ricotta. Na koniec doprawiamy solą i pieprzem.

Na dno naczynia żarooodpornego wlewamy śmietankę i posypujemy ją solą i pieprzem. Ugotowane muszle przelewamy zimną wodą, żeby nieco ostygły i nie kleiły się do siebie. Nadziewamy każdą muszelkę łyżeczką farszu i układamy w naczyniu. Na koniec wszystko skrapiamy oliwą. Wkładamy do mocno nagrzanego piekarnika na najniższą półkę i podgrzewamy. Nie umiem powiedzieć jak długo podgrzewałam muszelki, sami musicie rozpoznać moment kiedy potrawę należy wyjąć z piekarnika. Jedno jest istotne. Jesli będzie zbyt długo siedziała w piekarniku, brzegi muszelek wyschną i stwardnieją. Nie dopuśćcie do tego. Na koniec, przed podaniem posypujemy danie zmielonymi migdałami. Jeśli chcielibyście zapiec potrawę z migdałami, posypcie makaron płatkami migdałowymi. Mączka migdałowa może się przypalić. Z pewnością nie wpłynie to pozytywnie na smak potrawy.

Smacznego :)



Oprócz muszelek piekłam dziś jeszcze słone paluchy, które znajdziecie TUTAJ, oraz jagodzianki według przepisu Tatter, a na deser jedliśmy crumble  z agrestu, z razową kruszonką (już niebawem pochwalę się zdjęciami). Na dzisiejszy wieczór mam jeszcze zaplanowany kolejny sernik z jagodami.

Wiem wiem... Miałam dziś jakieś masochistyczne zacięcie. Upał sięgający 30oC, a ja cały dzień przy piekarniku :) Czasami człowiek musi...



Przepis dodaję do akcji "Viva la pasta! 2"

środa, 06 lipca 2011

Poniżej kopia posta zamieszczonego na blogu Moje Wypieki. Pomyślałam sobie, że może warto go zamieścić. Niech wieść się niesie...

"Witam serdecznie!

Piszę do Pani z ogromną prośbą. Niedaleko nas, wśród codziennych spraw i zwykłych ludzkich trosk, żyje mały dzielny Żołnierzyk. Żołnierzyk, który ma w sobie ogromne pokłady energii i wielką wolę walki. Ma dopiero 5 lat, ale doskonale wie, czym jest cierpienie i walka o każdy dzień... Michałek od 3 lat walczy z nowotworem złośliwym- neuroblastomą...

W Polsce wyczerpały się możliwości leczenia dla naszego Misia- jedyną nadzieją dla chłopca jest konsultacja i leczenie w zagranicznych klinikach... Niestety, wiąże się to z ogromnymi kosztami... Michałek pochodzi z ubogiej rodziny, mieszka wraz z rodzicami i dwójką rodzeństwa w jednym pokoju z kuchnią i łazienką w małej wiosce na Lubelszczyźnie... Tej rodzinie potrzebna jest nasza pomoc- sami sobie nie poradzą...

Kilka dni temu TVP Lublin wyemitował wzruszający reportaż o Michałku. Można go zobaczyć tutaj: http://www.tvp.pl/lublin/reportaze/zdarzenia-magazyn-reporterow/wideo/22-czerwca-2011/4738021

Zapadła decyzja o konsultacji Michałka w klinice w Kolonii. Żeby Michałek mógł wyjechać na badania, na konto kliniki trzeba było wpłacić z góry 10.000 Euro. W ciągu kilkunastu dni, dzięki wielu wspaniałym osobom, udało się zebrać całą kwotę. Michałek dziś jest już w Niemczech. Na jutro zaplanowana jest pierwsza konsultacja u prof. Bertholda. Jeśli Profesor podejmie się leczenia Michałka, na konto kliniki trzeba będzie przelać w krótkim czasie ogromną sumę pieniędzy...

Uprzejmie proszę, w imieniu Michałka, jego rodziny oraz wszystkich wspaniałych osób, które włączyły się do walki o życie Misia o zaapelowanie do czytelników o pomoc dla naszego dzielnego Żołnierzyka... Mamy bardzo mało czasu... Nie pozwólmy, żeby pieniądze zdecydowały o życiu Misia...

Podaję link do bloga Michałka na którym znajdują się aktualne informacje: http://www.michalekromaniuk.blogspot.com/

oraz namiary na Fundacje Michałka:

Fundacja z Uśmiechem: http://www.zusmiechem.free.ngo.pl/?michal,86

Niemiecka Fundacja Ein Recht auf Leben:  http://www.ein-recht-auf-leben.de/1-Startseite/164,Michals-letzte-Chance.html

 

Będziemy bardzo wdzięczni za pomoc w nagłośnieniu apelu....

Pozdrawiam serdecznie

emi"





16:20, moniazo
Link Dodaj komentarz »

 

Smażona śmietana... Wielu o niej nawet nie słyszało. Dla mnie ma bardzo wiele twarzy. Smażona śmietana to jednocześnie zmora dzieciństwa i najlepszy smakołyk.

W czasach dzieciństwa moja Babcia, mama mamy, serwowała mi ją zawsze, gdy zapadałam na gardło, a mokry kaszel wyrywał mi oskrzela, kiedy piekło i bolało, i nic nie było w stanie tego bólu złagodzić. Wtedy babcia brała dużą patelnię kładła na nią 3-4 łyżki ( z czubem) wiejskiej tłustej śmietany i smażyła doputy, dopóki ze śmietany nie wytopił sie tłuszcz, a białko się nie ścięło. Wówczas kazała mi ten tłuszcz, z tym białkiem, jeść taki gorący, ledwo podmuchany,  prosto z patelni. Parzyło, nie smakowało, ale jadłam, bo z Babcią się nie dyskutuje. Pomagało. Do dziś na oskrzela serwuję sobie smażoną wiejską śmietanę. Nadal pomaga :)

Kiedy zapachniało lato i na talerzu pojawiały się młode ziemniaki, Babcia robiła do nich okrasę, ze śmietany, a jakże, z tą różnicą, że podsmażała jeszcze na niej cebulkę. Na koniec całą miksturę ładowała do garnka z ziemniaczkami, obficie sypała koperek, przykrywała przykrywką i kilkoma zdecydowanymi ruchami potrząsała garem. A ja? Byłam na nią obrażona! Nie rozumiałam JAK MOŻNA w taki sposób zepsuć cudownie słodki smak młodziutkich kartofelków!!!

Jak ja wtedy nic nie rozumiałam! Och gdyby się dało cofnąć czas i jeszcze raz spróbować babcinych kartofelków...

W związku ze wszystkim powyższym, do dziś nie mogę uwierzyć, jakim cudem uwielbieniem obdażałam makaron usmażony na śmietanie. To był najlepszy smakołyk, o którego resztki walczyłam z tatą. Przecież to ta sama śmietana, tak samo smażona, tylko dodatki inne! Dziś uwielbiam wszystko ze smażoną śmietaną, a nawet ją samą. Taką słodko - kwaśną i tłusto- chudą. Nie umiem opowiedzieć na czym polega jej urok i smak. Nie wiem też jak was przekonać że wygląd niekoniecznie ma tu znacznie i że smażona śmietana to jest ten rodzaj smaku, jakiego się nie zapomina.

Przypomniała mi o niej Buruuberii w swojej opowieści o smażonej śmietanie (tutaj). Zapraszam więc na kluski na śmietanie.

 

Składniki:

kubek tłustej  śmietany, najlepiej wiejskiej, ale może być też kwaśna 30%

dwie porcje makaronu (dowolnego, najlepiej wykorzystać to co nam zwykle zostaje, zalega, a później ląduje w koszu)

 

Wykonanie:

Na patelnię wykładamy makaron, polewamy śmietaną, mieszamy i podgrzewamy na średnim ogniu do czasu aż ze śmietany wytopi się tłuszcz, a danie zacznie nam się lekko przypalać. przed podaniem solimy. Podajemy na gorąco - uwielbiam prosto z patelni :)

poniedziałek, 04 lipca 2011



Bardzo lubię jagody z bitą śmietaną. Lubię też serniki na zimno - jak widać :) A szczególnie jeden przypadł mi do gustu - sernik z pistacjami i z białą czekoladą (przepis znajdziecie tutaj). Właśnie w tym serniku po raz pierwszy połączyłam masę serową z rozpuszczoną czekoladą i to połączenie to są dwie ( a nawet trzy) pieczenie przy jednym ognisku, bo czekolada:
- słodzi
- zagęszcza
- daje niepowtarzalną konsystencję masie serowej

Dlatego też postanowiłam wykorzystać ten składnik ponownie, łącząc jednocześnie masę serową z bitą śmietaną i jagodami. Zdecydowałam, że będzie miał dwie warstwy: serową z białą czekoladą na spodzie i bitą śmietanę wymieszaną z jagodami na wierzchu. Planowałam jeszcze przemycić bezy, ale z proporcji, które dobrałam wyszło mi tak dużo obu mas, że ledwo się zmieśniły w małej tortownicy. Dlatego też bezy muszą poczekać do następnego razu. Tymczasem zapraszam na kremowy, delikatny sernik z białą czekoladą, bitą śmietaną i jagodami:

 

Składniki na spód:

  • 225 g pokruszonych herbatników
  • 80 g roztopionego masła

 

Ciastka mieszamy z rozpuszczonym masłem i wykładamy nimi spód i boki małej tortownicy, po czym wkładamy ją do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

 

Składniki na masę serową:

  • 500 g sera trzykrotnie zmielonego (ja używam wiaderkowej Piątnicy - uwielbiam ten ser)
  • 250 g serka mascarpone
  • 100 g białej czekolady
  • 30 g cukru pudru
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego

 

Rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej. w międzyczasie miksujemy ze sobą pozostałe składniki masy. Na koniec dodajemy rozpuszczoną czekoladę i miksujemy wszystko do czasu połączenia składników. Mase serową wykładami na ciasteczkowy spód i wyrównujemy wierzch. Ponownie wkładamy tortownicę do lodówki.

 

Składniki na masę śmietanowo jagodową:

  • 500 ml śmietany kremówki 36% mocno schłodzonej
  • 200 g umytych i osączonych jagód
  • 30 g cukru pudru

 

Śmietanę miksujemy i jak tylko zacznie gęstnieć dodajemy cukier puder. Ubijamy dalej do czasu aż ubije się na sztywno. Trzeba to robić z wyczuciem, żeby nie przesadzić z ubijaniem, bo możemy zrobić masło :) Z ubitej śmietany odkładamy 375 ml (ok. 1,5 szklanki) do dekoracji, a resztę mieszamy z jagodami i wykładamy na masę serową. Wierzch dekorujemy pozostałą bitą  śmietana i dowolnymi owocami.

Smacznego :) I mam nadzieję, ze nie bedziecie mogli się oderwać :o)

piątek, 01 lipca 2011

Donoszę uprzejmie, że Cukiernia u Polki ma nową nazwę, czyli starą dobrą Weekendową Cukiernię. Ponadto, za zgodą Poli, mamy nowy - stary baner. Prawda, ze ładny? Jeśli chcecie mieć go na swoim blogu, zapraszam na stronę Weekendowej Cukierni. Znajdziecie tam kod do pobrania i nasze propozycje do upieczenia. A za chwilę pojawi się zapewne kolejna gospodyni i nowy wypiek do wypróbowania :)

Bake Bread for World Bread Day 2011
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...