Życie ze smakiem
wtorek, 31 maja 2011

Tym razem, choć Cukiernia nadal oficjalnie nosi nazwę "u Polki" będzie to cukiernia Małgosi, tak samo jak majowa edycja. Przypomnieć sobie pozwolę, że dzieje się tak dlatego, że to właśnie Małgosia ze Smaków Alzacji przygarnęła porzucone dziecko Poli (Polu nie obraź się na mnie - tak mi pasuje napisać dla lepszej dramaturgii :). A ja niespodziewanie znów zostałam GOSPODYNIĄ (hura!!). Ponieważ lato mamy za pasem i wysyp przeróżnych owoców tuż, tuż, do zaproponowania mam ciasteczka uniwersalne. U mnie pojawiły się już w zeszłym roku w wersji z jabłkami, ale można je zastępować owocami dowolnej maści i przeznaczenia. Są pyszne, krucho - drożdżowe, niekłopotliwe, i pozwalają wykorzystać nadmiar nieskonsumowanych na świeżo owoców. Polecam je gorąco i zapraszam do udziału w Cukierni.

Dla pobudzenia wyobraźni, obejrzyjcie moje zeszłoroczne fotki. Są TUTAJ.

Składniki:

350 g mąki

200 g masła (część można zastąpić margaryną)

100g kwaśnej gęstej śmietany

1 jajko

1 żółtko

10 g drożdży

pół łyżki cukru (do drożdży)

500 g małych jabłek

pół szklanki cukru (do jabłek)

 

Wykonanie:

Mąkę przesiać, posiekać z masłem (wyjętym z lodówki) i drożdżami roztartymi z cukrem. Dodać śmietanę, jajko i żółtko i dalej wyrabiać siekając nożem. Potem jeszcze trochę wyrobić rękami. Ulepić kulę i włożyć do lodówki, najlepiej na noc. Ciasto w tym czasie trochę urośnie.

Jabłka obrać i pokroić w ósemki. Posypać cukrem i oczekać chwilę, aż puszczą sok i pokryją się glazurą. W tym czasie ciasto wyjąć z lodówki i rozwałkować na grubość ok 2-3 mm - podczas pieczenia urośnie, więc nie może być zbyt grube. Wycinać krążki - ja robiłam to okrągłą foremką do ciastek. Jabłka zawijać w ciasto jak pierożki, zlepić tylko końce. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przed pieczeniem posmarować pozostałym białkiem i posypać cukrem kryształem (niekoniecznie). Piec na złoto ok. 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180oC.

Smacznego :)



poniedziałek, 30 maja 2011

Właściwie miało jej nie być. Potem jednak miała być, ale potem zginął mój pies i znów jej miało nie być. Ale pies się jednak odnalazł i szarlotka jednak jest. Ostatnie tchnienie minionego weekendu, pełnego wrażeń i emocji, łez rozpaczy i łez szczęścia, jako zwieńczenie nieudanego przyjęcia z okazji rocznicy komunii mojej córki. Nieudanego, bo zamiast pełnego obiadu z deserem (w roli głównej miał wystąpić krem ze szparagów, a jako deser nowy sernik na zimno i szarlotka), podany został krem i szarlotka. Jednakże, jak mawiają Włosi: nieważne co na stole, ważne kto przy stole :)

Była tak dobra, że ledwo udało mi się uratować ostatnie jej szczątki do fotografii. Dzięki Gosiu za Twoje honorowe gospodarzenie. Dołączam swój wpis do Twojej Cukierni i szykuję się do czerwcowej edycji.

Ps. Przepis lekko zmodyfikowałam :)

Przy okazji dorzucam też przepis do akcji "Ra-bar-bar":

 

Składniki na ciasto:

  • cukier waniliowy lub łyżeczka esencji waniliowej (zapomniałam dodać)
  • 125 g cukru pudru
  • 250 g mąki
  • 125 g masła o temp. pokojowej
  • 1 jajko


Składniki na nadzienie:

  • 0,6 kg jabłek
  • 0,4 kg rabarbaru
  • 200 g cukru (użyłam tylko 1 łyżki)
  • 1 płaska łyżka mąki (pominęłam)

Kruszonka:

  • 40 g masła
  • 40 g cukru
  • 50 g mąki

Wykonanie:

Jabłka obrałam, pokroiłam w ósemki, a później w małe kawałki. Rabarbar umyłam i pokroiłam na kawałki ok 1,5 cm.

Zagniotłam szybko ciasto. Należy to robić tylko do czasu połączenia się składników, żeby nie było później twarde. Powinnam je zawinąc w kulę, owinąć folią i włożyć do lodówki, ale po atrakcjach minionej doby po prostu zapomniałam. Formę o wymiarach ok. 20x30 cm wyłożyłam papierem do pieczenia i wylepiłam ciastem spód foremki. W międzyczasie rozgrzałam piekarnik do 180oC. Podpiekłam ciasto (powinno być ponakłuwane widelcem, ale też zapomniałam) przez około 10 minut. W tym czasie w miseczce wymieszałam składniki kruszonki.

Na podpieczone ciasto wyłożyłam pokrojone owoce (tu celowo pominęłam etap ich wcześniejszej obróbki termicznej), posypałam łyżką cukru i kruszonką, po czym zapiekłam przez kolejne 30 minut.

Szarlotka przed pokrojeniem powinna ostygnąć, ale nie zdążyła. Zjedliśmy ja na ciepło :)

Mniam

Prawie w ostatniej chwili udało mi się też ugotować zupę krem ze szparagów, której recepturę również zaczerpnęłam z Kuchni Bei :) Absolutny klasyk, podstawa i niezaprzeczalna królowa wśród zup-kremów. Tego trzeba spróbować. Jest idealna na przyjęcie: szybka i niekłopotliwa w wykonaniu, a jednocześnie wykwintna i salonowa. Polecam i dołączam do akcji "Sezon na szparagi".

 

Składniki:

  • 1 kg szparagów
  • 2 ziemniaki średniej wielkości
  • 2 małe cebule dymki (użyłam zwykłej cebulki)
  • 1 – 2 łyżki masła lub oliwy
  • 1 litr wody (lub wywaru)
  • sól, pieprz
  • śmietana (crème fraîche)

Wykonanie:

Szparagi myjemy, obcinamy stwardniałe końce i obieramy ich dolną część. Odkrawamy kilka najładniejszych główek, a resztę kroimy na małe kawałki. Cebulkę drobno siekamy i zrumieniamy na tłuszczu. Ziemniaki obieramy i kroimy w drobną kostkę, po czym wrzucamy do cebuli i dokładnie mieszamy. Zalewamy gorącą wodą (ok 300 ml) tak, zeby przykryła ziemniaki. gotujemy około 15 minut, po czym dodajemy szparagi (bez odłożonych gówek rzecz jasna) i wlewamy resztę wody. Gotujemy kolejne 20 minut, po czym zupę miksujemy. Doprawiamy solą i pieprzem, a przed podaniem zabielamy śmietaną. Podajemy udekorowaną ugotowanymi na parze główkami szparagów.

Zupa jest naprawdę pyszna, aksamitna i pożywna. Koniecznie spróbujcie :)

Po kilku sezonach szparagowych, podczas których jedliśmy wyłącznie szparagi gotowane na parze lub w wodzie, polane masłem (bo takie nam bardzo smakowały), dojrzałam wreszcie do zmian. Impulsem był przepis Bei na szpinak ze szparagami i kokosem. Na ten przysmak jednakże jeszcze się nie zdecydowałam, ale Bea poleciła mi TO:

Szparagi z sezamem i miodem są naszym tegorocznym odkryciem na szparagowy sezon, dlatego też dołączam ten przepis do akcji "Sezon na szparagi".

 

Składniki:

  • 1/2 kg szparagów
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 1 łyżeczka cukru (zamiast cukru użyłam ½ łyżki miodu)
  • 1 łyżka oleju sezamowego
  • 2 ząbki posiekanego czosnku
  • ok. 3 łyżek sezamu

Wykonanie:

Sos sojowy mieszamy z cukrem lub miodem. Szparagi umyjemy, obcinamy twarde końcówki i kroimy na ok. 5 cm kawałki.
Olej sezamowy rozgrzewamy na głębokej patelni, dodajemy posiekany czosnek i krótko obsmażamy, ale tak by się nie zrumienił. Dodajemy szparagi i ciągle mieszając smażymy je około 4 minut. Dodajemy sos sojowy i smażymy dalej aż prawie cały sos wyparuje.
Przekładamy na talerz, posypujemy sezamem i natychmiast zjadamy. Na ciepło są bardzo dobre, ale jak ostygną są też świetnym dodatkiem do grillowanych mięs.


niedziela, 29 maja 2011

Na szczęście dla niej i dla nas - trafiła do dobrych ludzi, który oddali ją nam dziś po południu.

Dziękuję wszystkim, którzy zaangażowali się w poszukiwanie mojego psa i wspólnie ze mną martwili się o niego.

Dziękuję :):):)

sobota, 28 maja 2011

Dziś około godziny 19.30 w okolicach Lublina - blisko trasy na Nałęczów zginął mój pies.

Jest to biało - ruda suczka setera irlandzkiego. Miała na szyi czarną, podniszczoną obrożę.

Reaguje na imię" Szanta".

Prosimy o pomoc w jej odnalezieniu.

W uchu ma tatuaż K012.

Znalazca może liczyć na nagrodę pieniężną.


Moja babcia, mama mojej mamy, kiedy tylko nadeszły cieplejsze dni, z gotowaniem i pieczeniem przenosiła się do kuchni na dworze. Rzecz jasna nie była to kuchnia pod chmurką, ale pomieszczenie w ciągu budynków gospodarskich w którym była druga kaflowa kuchnia (w domu też była, taka z okapem :) Tam babcia gotowała przez całe lato pyszne zupy, aromatyczne kompoty, młode ziemniaczki i bób. Tam też "zsiadało" się mleko na jutrzejszy obiad, dojrzewały pomidory na oknie, młode jabłka zebrane spod drzewa czekały na zagospodarowanie. Ciągle tam coś pachniało, wrzało, kipiało, czasem nawet przypalało się. Kaflowa kuchnia wszak nie posiada sterowania kurkiem :) Zawsze tam było pełno kulinarnych skarbów, choć ja mając lat 10 czy 15 nie potrafiłam właściwie ocenić ich wartości. Zawsze wydawało mi się, że tam jest po prostu bałagan! A wszystkiego jest za dużo, no i kto to wszystko zje.

Dziś wiem, że taka wiejska "kuchnia na dworze", zwana też często "letnią kuchnią" to nie to samo co wymuskana kuchnia w bloku. Świeże warzywa prosto z pola są oblepione ziemią, a jabłka zbierane spod drzewa są poobijane i napoczęte przez robaczki. Kurka nie znosi wypolerowanych jajek, a mleko nie bierze się z kartonu. Dlatego babcie przenoszą się na lato do kuchi letnich, żeby tego brudu z pola, tych robaków z jabłek i słomy z obóki nie wlec do swoich wysprzątach domów.

Mojej babci już nie ma więc i w letniej kuchni nic już się nie dzieje. Nie ma brudu i robaczków, o zsiadłym mleku od własnej krowy nikt z rodziny już nawet nie marzy. Obiady w cieniu pod wisienką to tylko wspomnienie. Wisienka wprawdzie ciągle jest, ale nie ma już babci i młodych kartofelków polanych smażoną wiejską śmietaną z cebulką. Bób nie rośnie na grządce, nie dojrzewają truskawki, nie ma młodej cebulki jedzonej wprost na polu, ledwo otrzepanej z ziemi, ani kłujących jędrnych młodych ogórków, które grzechem było obierać ze skórki, ani marchewki, soczystej i słodkiej, pomidorów pielęgnowanych przez dziadzia, który uważał je za największy przysmak. To już przeszłość.

Acha, zostało mi jeszcze coś. Babcia latem obierała ziemniaki i inne jarzyny siadając na schodku letniej kuchni. Kiedy podrosłam, zaczęłam jej pomagać, póżniej przejęłam ten obowiązek. Dziś często obieram ziemniaki siadając na schodkach swojego tarasu. Obieram i słucham śpiewu ptaków. Czuję obecność babci. Praca i przyjemność jednocześnie.

Pozdrawiam letnio i serdecznie

Ps. Czy grill w ogródku to to samo co letnia kuchnia? Nie, ale przynajmniej obiad można zjeść na dworze. Uwielbiam czuć smak kotleta w ustach i wiatr we włosach. Jednocześnie :)

piątek, 27 maja 2011

Sprawy jak widać lekko się skomplikowały. Polka straciła serce do zajmowania się cukiernią, ale w tym samym momencie Małgosia z bloga Smaki Alzacji poczuła poryw serca i natychmiast osieroconą cukiernię adopotowała. W związku z komplikacjami jakie sie pojawiły,  podsumowanie kwietniowej edycji robię ja, tu i teraz. Problem mam jedynie z ustaleniem, kto uczestniczył. Zamieszczam więc linki do wypieków, które udało mi się ustalić samodzielnie. Jeśli jest jeszcze ktoś kto uczestniczył w cukierni, a został pominięty - wystarczy że w komentarzu pod tym postem napisze, a ja natychmiast uaktualnię wpis.

Oto lista osób, które wzięły udział w kwietniowej edycji Cukierni u Polki:

Gosienkah z bloga "Z mojego podwórka" - przygotowała pieczony sernik z karmelkami daim

Margot11 z bloga "Kuchnia Alicji" - sernik pieczony z ciastkami oreo

Ko ko ko z bloga o tej samej nazwie - sernik pieczony z ciastkami oreo

MałgosiaZ z  bloga "Smaki Alzacji" - sernik na zimno z karmelkami daim

no i na końcu ja - zrobiłam dwa serniki z ciastkami oreo: na "ciepło" i na zimno

Wszystkim, którzy wzięli udział w "mojej" edycji cukierni bardzo serdecznie dziękuję. Mam nadzieję, że nie rozczarowały Was moje propozycje.

 

W związku z tym że Cukiernia u Polki została przygarnięta od maja przez Małgosię ze Smaków Alzacji zapraszam na jej bloga - jeszcze zdążycie wziąć udział w majowej edycji:

Cukiernia # 1- maj

 

A już niebawem edycja czerwcowa w której znów założę fartuch gospodyni :) Propozycja będzie letnia i uniwersalna. Jestem pewna, że wam posmakuje.

niedziela, 22 maja 2011

Inspiracją dla tego sernika był przepis z forum cincin na pieczony sernik z białą czekoladą i pistacjami.

Plan był taki, żeby wyrzucić z przepisu mąkę i jajka, a w to miejsce dodać śmietanę i żelatynę. W trakcie przygotowania jednak koncepcja zmieniała się z każdym kolejno dodawanym składnikiem. Ostatecznie wyszedł sernik o niebywałym smaku i konsystencji. Kremowy, słodko - słony, delikatny. Sernik salonowy, szalenie elegancki w smaku i całkiem inny od wszystkich, które do tej pory przygotowałam. Nie ma w nim śmietany, ani żelatyny, jest ser, czekolada i pistacje.

Zapraszam do degustacji.

Składniki:

160 g ciastek digestive lub innych lekko słonych herbatników

60 g rozpuszczonego masła

700 g sera twarogowego dwukrotnie zmielonego (najlepszy jest wiaderkowy z Piątnicy)

1 łyżka ekstraktu waniliowego

1/2 szklanki cukru pudru

250  g serka mascarpone

160 g białej czekolady

3/4 szklanki wyłuskanych pistacji

 

Opcjonalnie do dekoracji:

250 ml śmietany kremówki

1 łyżka cukru pudru

 

Wykonanie:

Herbatniki kruszymy w malakserze i mieszamy z roztopionym masłem. Do wyłożonej folią aluminiową tortownicy o średnicy 20 cm wsypujemy pokruszone ciastka i lekko ugniatamy. Tortownicę wkładamy do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

Twaróg, ekstrakt waniliowy, cukier i mascarpone miksujemy do połączenia składników. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i dodajemy do masy serowej. Na koniec wsypujemy posiekane pistacje (wcześniej odkładamy 2 łyżki do posypania wierzchu sernika). Mieszamy wszystko razem. Masę serową wykładamy do tortownicy i wygładzamy wierzch. Jeśli nie zamierzamy dekorować sernika bitą śmietaną, to w tym momencie posypujemy wierzch pozostałymi pistacjami i bardzo leciutko wgniatamy je w masę serową.

Jeśli chcemy sernik udekorować bitą śmietaną, to po wyłożeniu masy serowej na ciasteczkowy spód wkładamy sernik na kilka godzin do lodówki. Przed podaniem ubijamy śmietanę dodając pod koniec cukier puder. Dzięki niemu bita śmietana będzie się lepiej trzymać, nie radzę więc go pomijać.

Wyjmujemy sernik z tortownicy. Wierzch smarujemy 2/3 śmietany, a resztą dekorujemy brzeg. Na środek wysypujemy pistacje.

Smacznego :)

PS. Wiaderkowy twaróg z Piątnicy jest bardzo gęsty, dlatego zrezygnowałam z dodatku żelatyny, domniemując (słusznie zresztą), że czekolada tężejąc zwiąże sernik. Tak się też stało. Jeśli jednak wasza masa będzie wyraźnie płynna, użyjcie żelatyny, bo sama czekolada nie da sobie rady. Proponuję 1 czubatą łyżeczkę żelatyny rozpuścic w 2-3 łyżkach wrzątku i przed dodaniem czekolady wymieszać ją z masą serową, kiedy będzie jeszcze mocno ciepła. Dalej postępować zgodnie z przepisem.


Kiedy śmietana nie chce się ubić najpierw robi nam się nieprzyjemnie, później gorąco, następnie wpadamy w złość i... I tu należy się zatrzymać. Nie raz już i nie dwa, w gniewie wylałam oporną śmietanę. Czyn tyleż uzasadniony co karygony. Wprawdzie takiej śmietany dla wypieku czy też deseru nie da się już uratować, ale nie oznacza to bynajmniej że z tej śmietany nic już nie będzie.

Dlaczego śmietana nie chce się ubić? Powodów może być kilka. Najczęściej chodzi o to, że nie dość dobrze została schłodzona. Bywa też tak (to mój przypadek bo kupuję na zapas - na wypadek gdybym znalazła odrobinę czasu dla kuchni), że śmietana trochę za długo poleży w lodówce i lekko skwaśnieje, o czym my nie mamy pojęcia i w dobrej wierze chcemy ją wykorzystać do wykwintnego deseru z bitą śmietaną. Taka śmietana też już się niestety nie ubije, ale dowiadujemy się o tym najczęściej już w trakcie.

Cóż więc począć z taką oporną śmietaną? Po prostu ubijać dalej. W efekcie tego ubijania tłuszcz zawarty w śmietanie zacznie zbijać się w grudki. Na początku będzie to wyglądało tak jakby nam się śmietana zważyła. Czasem też kiedy ubijamy śmietanę do deseru i wszystko jest z nią w porządku, może nam się zdażyć, że będziemy ją ubijać ciut za długo. Wówczas też dojdziemy do tego momentu, w którym z ubitej już śmietany zacznie nam się niestety robić masło. Nie polecam wykorzystywać takiej zwarzonej śmietany do deserów, do grudki tłuszczu będą w nim bardzo dobrze wyczuwalne i z pewnością popsuje to smak deseru.

Wróćmy do masła. Początkowo, tak jak wspomniałam, grudki tłuszczu będą niewielkie, ale po chwili zauważycie, że robią się coraz większe i ze śmietany zaczyna się oddzielać również maślanka. Na tym etapie proponuję garnek ze śmietaną wstawić do zlewu i zmniejszyć obroty miksera, ponieważ wydzielająca się maślanka zacznie się strasznie rozchlapywać. Wytrzymajmy ten moment. Niedługo koniec. Kiedy podczas ubijania zauważycie, że grudki tłuszczu nie robią się już większe, odłużcie mikser. Powstałą miksturę najlepiej przelać przez sitko i zostawić na chwilę do odsączenia. Teraz przełóżcie prawie gotowe masło do głębszej miski i łyżką połączcie grudki w osełkę, lekko ją wyciskając. Z pewnością wydzieli się jeszcze trochę maślanki, którą należy odlać.

Takie masło trzeba przechowywac w lodówce i w miarę możliwości szybko zużyć.

Co z maślanką? Nie wylewać broń boże. Można ją wypić samemu lub dać do wypicia swojemu ukochanemu czworonogowi. Z pewnością latem będzie to bardzo stosowny napój. Poza tym to właśnie co uzyskacie produkując swoje masło będzie prawdziwą maślanką - nie zaś to co pod tą nazwą jest sprzedawane w sklepach i niewiele różni się od kefiru.

Smacznego:)

Ps. Nie polecam produkcji masła domowego na codzień bo interes jest mało opłacalny. Jest to za to świetny sposób na zagospodarowanie nadmiaru tłustej śmietanki, który pozostał nam w lodówce i do niczego innego raczej się nie nada.

środa, 18 maja 2011

 

 

Sernik wpadł mi w oko jakieś trzy tygodnie temu. Nie wiedziałam czy będzie dobry, ale miałam w domu zapomnianą butelkę likieru Baileys. Zapomnianą, bo wg mnie to przereklamowany trunek. Nie będę się tu rozpisywała ile wad w nim znalazłam, w każdym razie, kiedy zobaczyłam przepis, najpierw pomyślałam o tym, że jak raz w serniku ten niedobry likier może zyskać na smaku. Potem pomyślałam, że to połączenie może się okazać jedynym jego rozsądnym zastosowaniem. Podjęłam decyzję - robię. W końcu i tak do niczego innego nie zużyję tej napoczętej butelki - przecież nie będę się zmuszać do picia jak mi nie smakuje :)

Efekt okazał się może nie nadzwyczajny, bo jadłam lepsze serniki, ale też nie mogę powiedzieć , że nic w sobie nie ma. Jest naprawdę smaczny, kremowy, puszysty i MOCNO alkoholowy. Dodatkowo gorzka czekolada podkreśla ten smak i przywodzi na myśl czekoladowe cukierki z alkoholem.

Wypróbowałam go na moich koleżankach z pracy - orzekły, że jest pyszny. Niektóre wiary nie dawały, że mógł wyjść spod ludzkiej ręki (hihi - w domyśle było, że go kupiłam w cukierni). Tak więc jeśli lubicie mocno alkoholowe desery i gorzką czekoladę - odżałujcie parę złotych na Baileysa i zróbcie sobie ten sernik. A jeśli macie, tak jak ja, niewykorzystany trunek - wykorzystajcie go do sernika. Nie znajdziecie lepszego sposobu na jego uszlachetnienie.

Przepis znalazłam u Kasi z Gotuję bo lubię i lekko zmodyfikowałam

Spód:

  • 120 g zmielonych herbatników (użyłam 225 g ciastek Digestive )
  • 60 g stopionego masła (użyłam 100 g żeby skleić większą ilość ciastek)
  • 1 łyżeczka cukru pudru (pominęłam)
  • 1 łyżeczka kakao
  • 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej

 

Masa serowa:

  • 1 kg sera (użyłam twarogu sernikowego z wiaderka)
  • 250 ml kremówki (36%)
  • 150 ml + 50 ml likieru Baileys (można pominąć te dodatkowe 50 ml)
  • 1/2 - 3/4 szklanki cukru pudru (w zależności jak kwaśny macie ser)
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 1/4 szklanki wrzątku
  • 3 łyżeczki żelatyny

 Wszystkie składniki spodu mieszamy i gotową masą wykładamy tortownicę (28 cm ), dociskamy i wstawiamy ją do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

Żelatynę rozpuszczamy we wrzątku. Jesli nie chce się rozpuścić, naczynie z żelatyną wkładamy je do większego naczynia z wrzątkiem. Śmietankę ubijamy na sztywno. Czekoladę topimy w kąpieli wodnej i również odstawiamy aby przestygła. Ser miksujemy z cukrem pudrem, a kiedy masa będzie jednolita dolewamy 150 ml likieru a następnie żelatynę. Chwilę miksujemy. Do masy serowej dodajemy śmietankę i mieszamy delikatnie, na najmniejszych obrotach miksera tylko do chwili połączenia się składników. Masa powinna byc jednolita. 3/4 masy serowej wylewamy na przygotowany wcześniej spód.

Pozostałą masę serową mieszamy ze stopioną czekoladą i 50 ml likieru i energicznie mieszamy. Masę czekoladową nakładamy na wierzch i robimy esy floresy. Ja dla ozdoby nie wygładzałam powierzchni sernika. Wyglądała jak wzburzone morze :)

Zostawiamy do stężenia na całą noc. Smacznego :):):)





czwartek, 12 maja 2011

Witam wszystkie cukierniczki i cukierników, którzy piekli lub robili serniki w kwietniowej cukierni. Ponieważ Polka zrezygnowała całkowicie i nieodwołalnie z prowadzenia cukierni, usuwając ją ze swojej strony, proszę Was o zamieszczanie w komentarzach linków do Waszych prac. Zamieszczę własne podsumowanie, jak tylko wrócę do domu. Jednocześnie dziękuję wszystkim za udział w "mojej" cukierni już dziś, niezależnie od tego czy napiszecie do mnie czy nie. Mam też nadzieję, że serniki które zaproponowałam nie zawiodły Waszych oczekiwań.

Pozdrawiam i czekam na linki.

Bake Bread for World Bread Day 2011
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...