Życie ze smakiem
sobota, 24 kwietnia 2010

Przepyszne. Dlaczego po meksykańsku? Nie mam pojęcia. Przepis przywiozłam z jakiegoś szkolenia, na którym panie namiętnie wymieniały się przepisami. Skorzystałam i ja. Nie są to tradycyjne gołąbki. Przypominają raczej kotlety mielone z kapustą. Są soczyste, miękkie, pachnące i smaczne.


Składniki na gołąbki:

1/2 kg mięsa mielonego

1/2 kg poszatkowanej białej kapusty

6 łyżek ryżu

3-4 jajka

6 łyżek kaszy manny

1 łyżka pieprzu ziołowego

sól i pieprz

Składniki na sos:

1 l wody

2 puszki koncentratu pomidorowego

1 łyżka smalcu

sól i pieprz

 

Potrzebne też będą liście kapusty do wyłożenia naczynia.

 

Wykonanie:

Wszystkie składniki gołąbków umieścić w misce i dobrze wyrobić. Formować małe kotlety, obtaczać w bułce tartej i smażyć na patelni. Kotlety nie są zbyt zwarte ze względu na kapustę, więc trzeba to robić ostrożnie.

Na dno naczynia żaroodpornego położyć liście kapusty. Wyłożyć na nie warstwę usmażonych kotlecików. Przykryć warstwą kapusty, wyłożyć kolejną warstwę kotlecików. Na wierzch położyć warstwę liści.

W osobnym garnku zagotować wodę z koncentratem i smalcem, doprawić solą i pieprzem. Sos wlać do naczynia z gołąbkami. Zapiekać około 2 godzin w piekarniku nagrzanym do 160oC.

Smacznego :)

 

Wersja do druku

czwartek, 22 kwietnia 2010

Jest to słodki likier na bazie mleka. Pyszny, w sam raz na poprawę nastroju. Nieskomplikowany w wykonaniu, a może uatrakcyjnić babskie spotkanie przy kawce i kieliszku czegoś mocniejszego.

Składniki:

1 puszka mleka skondensowanego słodzonego

250 ml wódki

 

Wykonanie:

Puszkę z mlekiem należy gotować całą zanurzoną w wodzie przez około 2 - 2,5 godziny i zostawić do całkowitego wystudzenia - najlepiej na całą noc. Potem masę kajmakową przełożyć do naczynia i rozmiksować tak żeby zrobiła się pulchna i zmieniła lekko kolor. Po tym czasie partiami dodać alkohol cały czas mikując. Likier można pić właściwie od razu, ale dobrze mu to zrobi na smak, jak postoi kilka dni.

 

Wersja do druku

wtorek, 13 kwietnia 2010

Bicie piany w kuchni to nie jest taka prosta sprawa. Właściwie nie wiem od czego zacząć, żeby było po kolei, jasno i na temat. To może najlepiej, jak zwykle, zacząć od początku.

Po pierwsze, żeby piana dobrze się ubiła biorę jajka prosto z lodówki. Chociaż nie sprawdziłam tego empirycznie, to przez analogię do śmietany, wydaje mi się że biorąc zimne białka mamy większe szanse na sukces.

Po drugie starannie oddzielamy białka od żółtek. Bardzo należy uważać, żeby nie wpadła nam do białek nawet odrobina żółtka, bo może to zniweczyć nasze wysiłki.

Po trzecie, należy dodać szczyptę soli do białek, bo sól powoduje, że piana lepiej się ubija. Zarówno w przypadku pierwszego jak i trzeciego punktu zdania na forach internetowych są podzielone. Jedni uważają, że białka powinny być zimne (to tak jak ja) a inni twierdzą, że muszą mieć temperaturę przynajmniej pokojową. Tak samo w przypadku soli. Ale na te dyskusje zawsze jest jedna uniwersalna odpowiedź: tak robiła moja babcia i mama, więc robię i ja. Solę - na wszelki wypadek :)

Teraz można przystąpić do ubijania. I tu najtrudniejsze zadanie, ponieważ trzeba się zdecydować na jakieś narzędzie. Metody są zasadniczo dwie: manualna i maszynowa. W metodzie manualnej narzędzie jest tylko jedno - ubijaczka, w metodzie maszynowej mamy z reguły do wyboru kilka urządzeń: tradycyjny mikser, który zasadniczo odradzam, choć czasem się przydaje, robot kuchenny typu malakser - nie próbowałam, więc nie mam wyrobionego zdania, ale biorąc pod uwagę ogólne parametry techniczne tego typu urządzeń - nie zaryzykowałabym. Trzecim rodzajem urządzeń są maszyny do wyrabiania ciasta o wysokiej mocy (powyżej 800 W), które z reguły mają też końcówkę do ubijania piany, wyglądającą jak tradycyjna trzepaczka.

Wybór metody (jeżeli ktoś w ogóle bierze pod uwagę inną niż maszynowa) zależy od celu w jakim piana jest ubijana.

Ja na biszkopty i rolady ubijam pianę ręcznie, ponieważ jest ona głównym czynnikiem stanowiącym o jakości biszkoptu. Ręczne ubijanie sprawia, że wtłaczamy w białka duże pęcherzyki powietrza. Piana ma wówczas dużą objętość i biszkopt jest wysoki i puszysty.

Pianę na bezy zawsze początkowo ubijam ręcznie, a gdy już jest ubita na sztywno i zaczynam dosypywać cukier, zmieniam trzepaczkę na mikser, bo do masy bezowej dodaje się sporo cukru i w pewnym momencie ręczne ubijanie jest prawie niemożliwe.

Do pozostałych ciast można pianę ubijać bezkarnie mikserem, ponieważ pełni ona rolę spulchniacza i nie decyduje o jakości ciasta. Do takich ciast należą niewątpliwie serniki i makowce.

Ręczną trzepaczkę można zastąpić bez uszczerbku dla jakości piany maszyną do wyrabiania ciast o dużej mocy. Pamiętać jedynie należy, że pianę ubija się na najwyższych obrotach.

Co to jest w ogóle ta sztywna piana i jak długo należy ją ubijać, żeby osiągnąć taki stan? Pianę ubijamy tak długo aż w widoczny sposób zacznie się rwać, jest to szczególnie dobrze widoczne przy ubijaniu ręcznym. W tym momencie można przeprowadzić test polegający na tym, że naczynie z pianą odwracamy do góry nogami. Jeśli piana jest rzeczywiście ubita na sztywno - nie ma prawa nawet drgnąć nie mówiąc już o tym, że mogłaby chcieć wypłynąć z naczynia. Jeśli ten stan nie został osiągnięty, ubijanie należy kontynuować i za jakiś czas przeprowadzić ponownie próbę. Czasem jednak zdarza się, że piana nie chce się ubić. Może to oznaczać właściwie tylko tyle, że jajka były mocno nieświeże. Nieudaną pianę należy wylać jeszcze przed dodaniem cukru. Szkoda dalszej pracy.

Po ubiciu piany na sztywno można zacząć dodawać cukier. Zawsze robimy to stopniowo, chyba, że w przepisie wyraźnie jest napisane, że należy dodać cały cukier od razu. Cukier dodajemy małymi porcjami, po czym pianę ubijamy dalej, aż do rozpuszczenia się dodanej porcji cukru. Dopiero wówczas dodajemy następną porcję i znów ubijamy. Tej zasady trzymam się zawsze wtedy, gdy robię bezy. Jeśli ubijam piane na biszkopt odstępuję delikatnie od tej zasady, bo po ubiciu piany z cukrem dodaję jeszcze żółtka, również stopniowo, więc cukier będzie miał jeszcze okazję się rozpuścić.

To chyba już wszystko na ten temat :)

 

Wersja do druku

Będąc młodą kucharką :) niejednokrotnie miałam dylematy podczas przyrządzania różnych potraw lub pieczenia ciast. A na rodzące się w trakcie kulinarnych zmagań pytania nie zawsze otrzymywałam odpowiedź. Żółty zeszyt z przepisami nie zawierał niestety cennych komentarzy i opisów, dzięki którym można by rozwiązać problem.

 

Teraz, kiedy już młodą kucharką być przestałam, wyszłam na przeciw modzie na blogi i postanowiłam, tak jak moja guru Dorotka z Moich Wypieków, poprowadzić własny blog o wszystkim, co wiąże się z kuchnią.

Wpisując na bloga przepisy, które sprawdziłam i polecam, za każdym razem wpadam w pułapkę gadulstwa, usiłując opisać z nadrobniejszymi szczegółami najtrudniejsze etapy wykonania poszczególnych potraw. Później z ciężkim sercem, koryguję, wycinam, przekształcam, aż wreszcie opis stanie się na tyle krótki, żeby się w nim nie zagubić i jednocześnie na tyle szczegółowy, żeby wykonanie potrawy stało się w ogóle możliwe.

Myśląc sobie o tych wszystkich dylematach, doszłam do wniosku, że dobrym rozwiązaniem tego problemu będzie otwarcie nowego działu na blogu, który nazwałam "Rady nie od parady", w którym będe zamieszczać informacje praktyczne na tematy ogólne związane z kuchnią. Natchnieniem były tu również przemyślenia jakie miałam czytając bloga Dorotki. Tam w komentarzach do różnych wypieków pojawiają się te same pytania, na które Dorota pisze wciąż te same odpowiedzi. Zebranie wszystkich porad w jednym miejscu będzie więc oszczędnością czasu dla wszystkich, którzy chcą szybko znaleźć konkretną odpowiedź na swoje pytania.

piątek, 09 kwietnia 2010

To jest mój osobisty wypróbowany przepis na klasyczne bezy, bez żadnych dodatków. Można je modyfikować dodając cukier waniliowy lub sok z cytryny. Są pyszne, kruche, słodkie - jednym słowem takie jakie powinny być bezy.

Składniki:

4 białka

250 g drobnego cukru

szczypta soli


Wykonanie:

Białka ubić na bardzo sztywną pianę. Dodawać powoli cukier (po łyżce) i ubijać do całkowitego rozpuszczenia. Za pomocą rękawa cukierniczego lub szprycy wyciskać bezy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Trzeba zostawić niewielkie odstępy, bezy trochę urosną. Suszyć w piekarniku w temperaturze 100oC (lub niższej) około 100-120 minut. Zasada jest taka, że im niższa temperatura, tym dłuższy czas suszenia. Bezy w piekarniku są cały czas miękkie, twardnieją dopiero po wyjęciu.

 

 

Wersja do druku

Bake Bread for World Bread Day 2011
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...