Życie ze smakiem
Blog > Komentarze do wpisu

Nowa jakość czyli jak zrewitalizować zupę

Nie znam nikogo w moim bliższym i dalszym otoczeniu, kto na pytanie, czy lubi trzydniowe ziemniaki moczone w zupie, odpowiedziałby twierdząco. Bynajmniej nie dziwię się temu, bo co tu kryć, zupa najlepsza jest świeżo ugotowana i to wie nawet pięciolatek. Niestety nie każdemu dany jest luksus jedzenia codziennie świeżej zupy. Ci, którzy muszą zadowalać się dwu- albo trzydniówkami, mają jednak szansę zjeść swoją zupę z nowym apetytem.

Oczywiście do tego nie są potrzebne żadne czary, ani też autosugestia. Czasem wystarczy głupi pomysł, żeby się okazało, że wychodzi z tego całkiem niegłupie danie. Właśnie dziś taki głupi pomysł przyszedł mi do głowy. Wprowadziłam go więc w życie zanim zdroworozsądkowa część mojej natury nie podpowiedziała mi żebym się nie wygłupiała.

Zanim jednak całkiem się odsłonię, powiem wprost, że nie każdą zupę można zrewitalizować w ten sam sposób. Dlatego też moje pomysły bynajmniej nie są wyrocznią i jeśli macie inne to błagam, podzielcie się nimi.

Kiedyś, dawno temu, ugotowałam wielki gar zupy ogórkowej. Każdy, komu dane było jeść w życiu ogórkową na drugi dzień, wie jak zabójczo na ziemniaki i smak całej zupy działa kwas z ogórków. Dwudniowa ogórkowa to jeden z koszmarów mojego dzieciństwa. Kiedy więc okazało się, że ugotowałam tej zupy zdecydowanie za dużo, pomyślałam, że nic nie stoi na przeszkodzie, żebym taką świeżo ugotowaną, jeszcze gorącą, wlała do litrowych słoików. W końcu to nie grzech, a poza tym, łatwiej upchnąć w lodówce taką rozczłonkowaną zupę, niż siłować się z  całym garem. Podejrzewałam, że po wyjęciu na drugi dzień, zupa będzie równie smaczna jak zwykle, jednak życie zaskoczyło mnie wtedy niewymownie, bo zupa ... smakowała jak świeża!!! Nie mogłam uwierzyć. Zrobiłam test z drugim słoikiem, rzecz jasna następnego dnia. I co? Znów się okazało, że działa. Życie nie jest jednak tak piękne jakby się mogło wydawać, bo kolejnego dnia, otworzywszy kolejny słoik, skonstatowałam, że niestety zupa znów smakuje jak zwykle. Mimo to, nie znam lepszgo sposobu na przechowanie ogórkowej do następnego dnia, i zachowanie jej świeżego smaku.

Dziś natomiast miałam na obiad trzydniową kalafiorową. Jakoś tak nieopatrznie popadłam dziś na chwilę w nie najlepszy nastrój, w związku z czym miałam takie ciche marzenie, żeby się dopieścić kulinarnie. Nie jest to łatwe z załadowaną po brzegi lodówką, w której na głównej półce króluje gar z niedojedzona kalafiorową. Jednakowoż  pan bóg nie zostawia ludzi w potrzebie i zsyła na człowieka mniejsze lub większe objawienia, dzięki którym człowiek ów może sobie łątwiej poradzić z przeciwnościami losu. W moim dzisiejszym objawieniu ukazał mi się blender, który czymprędzej zaprzęgłam do pracy. Zmiksowałam całą zupę, doprawiłam lekko pieprzem i ruszyłam do spiżarki w poszukiwaniu groszku ptysiowego. Życie jednak nie jest takie lekkie, z brakiem groszku musiałam się pogodzić. I choć zupa zyskałaby z pewnością na jego obecności, muszę przyznać że i bez tego zaskoczyła mnie smakiem. Wprawdzie okazało się że zmiksowana kalafiorowa jest mniej kalafiorowa niż niezmiksowana, ale nowa jakość nie wymaga kalafiorowatości, a jedynie niewyczuwalności smaku wymoczonych ziemniaków. Sposób na rewitalizację kalafiorowej swoje zadanie spełnił w 150%, więc następnym razem zrobię to również  z pieczarkową i jarzynową. Jestem pewna, że efekty będą równie oszałamiające.

Acha! I koniecznie zaopatrzę się w groszek.

środa, 12 września 2012, moniazo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: , *.centertel.pl
2012/09/13 14:14:01
hmm cieszę się, że pojadłaś bynajmniej "dobrej" ogórkowej, jednak dziwi mnie Twoje olśnienie z lodówką.Nigdy niczego nie zostawiam na zewnątrz jeśli ma przetrwać do następnego dnia bo zwykle gdy zostawiam to podnosząc pokrywkę trafiam na obrzydliwą pianę i wyrzucam zawartość garnka ale z kalafiorową nie próbowałam, zwykle mało blenduje zup oczywiście :) pozdrawiam
-
moniazo
2012/09/13 16:46:44
??? Ja też niczego nie zostawiam poza lodówką. Nie do końca zrozumiałam co masz na myśli. Nawet ogórkową zawekowaną w słoikach przechowuję w lodówce. Kalafiorową też, i każdą inną zupę. Problem w tym, że kartofelki wymoczone w takiej zupie są niedobre, a ich zmiksowanie poprawia smak zupy. Dzięki temu można ją zjeść bez obrzydzenia, a czasem to nawet ze smakiem :)
-
Gość: Ciekawe, ciekawe.., *.adsl.inetia.pl
2013/03/08 14:39:03
Na pewno wypróbuję Pani sposób :)
-
Gość: Wioletta, *.gdynia.mm.pl
2013/04/07 20:52:48
Może i mnie uda się coś podpowiedzieć - ponieważ jedyną formą, w jakiej jedzenie zup sprawia mi przyjemność są kremy, szukam dobrych smaków. Groszku nie używam, jako że staram się unikać pszenicy. I jako dodatków najczęściej używam więc uprażonych ziaren dyni i słonecznika (i razem i osobno), a niekiedy wysmażonych cieniutkich plasterków wędzonego boczku. Naprawdę polecam.
-
moniazo
2013/04/08 07:34:41
Ooo, te wysmażone boczki bardzo do mnie przemawiają :) z pewnością wypróbuję. Dziękuję Ci Wioletto za podzielenie się pomysłem :)
Bake Bread for World Bread Day 2011
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...