|
O gotowaniu, pieczeniu i innych zabawach kulinarnych
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Nie będzie to niestety post kulinarny, za co przepraszam wszystkie osoby, zaglądające do mnie w oczekiwaniu na nowości. Nie będzie to też post pożegnalny, bo nie mam zamiaru likwidować bloga, ani też czynić postanowień co do jego zawieszania, odwieszania i tym podobnych procedur. Winna jestem jednak wyjaśnienie moim stałym czytelnikom. Toteż niniejszym to wyjaśnienie czynię. Moja praca zawodowa ma taki charakter, że w okresie ponoworocznym, do maja, a czasem nawet do czerwca pochłania mnie absolutnie. Często jest tak, że na pracę doba za krótka, a tu jeszcze dom, rodzina i okazyjnie wyskakujące inne atrakcje. W poprzednich latach starałam się, oczywiście kosztem tych najcierpliwszych (czyli domowników), jednak istnieć w sieci mimo nawału obowiązków. Ten rok jest jednak zdecydowanie inny niż poprzednie. Dlatego mnie tu nie ma i nie wiem kiedy będę. Życie wokół mnie i mojej rodziny jakoś tak się nieoczekiwanie zmieniło, że dotknęło nas dość mocno i nie pozostawiło obojętnymi. Zaangażowaliśmy się w nowe projekty, które pochłaniają resztki naszego wolnego czasu. Nie narzekamy jednak, bo to co robimy obecnie, robimy dla nas samych, ale nie tylko. Takiej energii nie mieliśmy od lat. Chcemy ją wykorzystać. Dziękuję Wam wszystkim, moim czytelnikom, którzy mimo braku zmian na blogu, wciąż mnie odwiedzają. Zaglądam tu razem z Wami, widzę Wasze wizyty i cieszę się jak z najprawdziwszych gości. Pozdrawiam wszystkich i cieszę się, że jesteście.
czwartek, 22 grudnia 2011
Z okazji zbliżających się świąt, zamiast życzeń i w podziękowaniu za to, że jesteście - praca domowa mojej 10-letniej córki. Mam nadzieję, że wywoła uśmiech i sprawi, że na ten świąteczny czas wrócą wspomnienia z dzieciństwa, dadzą Wam radość i sprawią, że życie stanie się piękniejsze i prostsze.
Mikołajek i choinka Dziś w szkole z chłopakami strasznie wierciliśmy się na lekcji. Pani spytała dlaczego się tak kręcimy a my odpowiedzieliśmy że dziś zaczynają się ŚWIĄTECZNE FERIE .Tak świąteczne ferie. Ale nie zdążyliśmy wytłumaczyć pani do końca bo zadzwonił dzwonek. Złożyliśmy sobie życzenia i wyszliśmy ze szkoły. Gdy przyszedłem do domu stanąłem w drzwiach kuchni i krzyknąłem do nadchodzącej z kuchni mamy. -Mamo już jestem!!!!!!!- Mama aż podskoczyła ze strachu i mruknęła- A to szkoda idź się pobawić do pokoju. I nie plącz mi się pod nogami!- krzyknęła- gdy maczałem palce w roztopionej czekoladzie .Ale poszedłem się pobawić tak jak prosiła mama. Ledwo zamknąłem drzwi od pokoju usłyszałem trzask drzwi wejściowych .To tata przyszedł z biura ale nie schodziłem aby nie denerwować mamy. Jednak tata zawołał mnie z dołu. No i poszedłem chociaż nie chciałem. Kiedy zszedłem na dół tata mnie pocałował i kazał znowu iść na górę. Lecz kiedy zamknąłem drzwi usłyszałem krzyk mamy. Pomyślałem że trzeba sprawdzić co się dzieje na dole. Przebrałem się na kremowo tak jak nasze ściany w salonie i zszedłem. Okazało się że wynikiem kłótni była choinka. Był już 21 grudnia a nie było jeszcze choinki. Ja też się zdenerwowałem ale nie chciałem żeby mnie zobaczyli więc schowałem się za firanką .Kiedy tata powiedział że nie miał czasu mama się tak zdenerwowała że zaczęła ściągać firanki i mnie zauważyła a ja się rozpłakałem że wciąż nie ma choinki i że nie będę nic robił przez ferie. W końcu mama krzyknęła – Mikołaj przestań się mazać i się stąd wynoś!!!- Poszedłem do swojego pokoju wciąż płacząc. No bo co w końcu kurczę blade!!! Nie ma choinki to nie ma świąt. Nie ma ubierania choinki to też nie ma świąt. Jak nie ma choinki to nie ma też prezentów. I to jest nie sprawiedliwe. Kiedyś wyjadę stąd bardzo daleko i będę miał mnóstwo choinek i rodzice niech sobie kupują swoją choinkę bo ja im nie dam. Ani jednej. I będzie im strasznie smutno kiedy sobie tak pojadę. Wziąłem kolejkę elektryczną i zacząłem się nią bawić. Jest bardzo fajna. Kiedy właśnie taranowałem wagon restauracyjny mama zawołała mnie z dołu. Zszedłem na dół a mama powiedziała że tata idzie kupić choinkę i spytała czy nie chcę iść z nim a ja krzyknąłem że TAK dużymi literami.
Praca inspirowana książkami o przygodach Mikołajka Rene Goscinny'ego, napisana przez moją córkę Olę.
piątek, 28 października 2011
Tytułem wstępu powiem tylko: SĄ PRZEPYSZNE!!!
Bułeczki upiekłam w ramach październikowej Weekendowej Piekarni i znikły tak szybko, że musiałam upiec je jeszcze raz żeby zrobić im zdjęcie. No i ledwo zdążyłam. Bułek wyszło mi około szesnastu, a to co na zdjęciu, to wszystko co mi zostało. Przepis pochodzi z bloga "Palce lizać". Składniki: Wszystkie składniki wymieszać, następnie zagnieść elastyczne, nieco lepkie ciasto. Moje ciasto było bardzo luźne więc wyrabiałam je na blacie około 10 minut, po czym zostawiłam na następne 10 minut i jeszcze raz wyrobiłam. Zostawić do wyrośnięcia na 3 godziny, składając ciasto w tym czasie dwukrotnie. Wyrośnięte ciasto odgazować i podzielić na kawałki. Z każdej części uformować lekko kule i zostawić na 10 minut, żeby odpoczęły.
poniedziałek, 24 października 2011
Zaczęło się od tego, że znalazłam na targu stragan z samymi tylko pomidorami. Różnych odmian, kształtów, kolorów, zapachów było tam bez liku. Pomyślałam sobie że pan, który wyhodował tyle odmian pomidorów musi być podobny do mojego nieżyjącego już dziadka, który wielbił pomidory pod każdą postacią. Krzaczkami pomidorowymi opiekował się czule i zajadał pomidory z wielką atencją. Okazało się jednak, że Pomidorowy Pan jest z zamiłowania żeglarzem, a pomidory hoduje ot tak dla zabicia czasu i trochę dla pieniędzy. Niemniej jednak w sposobie, w jaki wkładał pomidory do siateczek, w jaki doradzał kupującym, w jaki wybierał pomidory ze skrzyneczek, było coś z pasji. Od tamtej pory pomidory kupuję tylko od Pana Pomidorowego Żeglarza. Ostatnio moją uwagę przykuła skrzyneczka z zielonymi pomidorami. Wiem, że pomidorów takich używa się do robienia słoiczkowych sałatek, ale mnie ich smak nie bardzo odpowiada. Jednak pokusa przygotowania czegoś z przepięknie wyglądających małych, zielonych pomidorków była bardzo silna. Poszukałam. I oto jest!!! Przepyszny dżem, o zaskakującym, świeżym smaku. Będzie z pewnością doskonały do nadziewania rożków, może być alternatywą dla żurawiny podawanej do mięs, ale jest też fantastyczny jako dodatek do śniadaniowej bułeczki. Skorzystałam z TEGO przepisu.
Składniki:
Wykonanie:
Pomidory myjemy i kroimy w kostkę. Cytryny myjemy i sparzamy wrzątkiem. Do garnka z grubym dnem wkładamy pokrojone pomidory, ścieramy żółtą część skórki z cytryn i wyciskamy z nich sok. Wszystko razem gotujemy na wolnym ogniu około 3 godzin. Pomidory przecieramy, wkładamy znów do garnka i dodajemy cukier. Gotujemy jeszcze około jednej godziny. W tym czasie przygotowujemy 3-4 małe słoiczki. Wyparzamy je razem z przykrywkami, osuszamy czystą ściereczką i napełniamy gorącym dżemem. Zakręcamy i odstawiamy na ściereczkę do ostygnięcia odwrócone do góry dnem i przykryte drugą ściereczką, tak aby stygły jak najwolniej.
Czy wiecie co jest na tej fotografii? Jeszcze dziś słodki przepis na wykorzystanie tego co jest w misce :)
niedziela, 23 października 2011
Do Świętego Marcina jest jeszcze trochę czasu, ale jeśli macie zamiar zaskoczyć swoją rodzinę tym tradycyjnym wielkopolskim wypiekiem, przygotowania musicie zacząć już teraz. Do wykonania rogali niezbędny jest bowiem biały mak, który raczej nie jest do zdobycia w normalnych sklepach. Z powodzeniem dostaniecie go jednak w sklepach internetowych, ale zanim przyniesie go Wam listonosz, minie trochę czasu. Dlaczego moje rogale są PRAWIE świętomarcińskie? Nazwy tej mogą używać jedynie cukiernie które uzyskały certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego. Ponadto prawo do takiej nazwy zostało ograniczone również geograficznie i mogą się starać o nie wyłącznie cukiernie z niektórych powiatów Wielkopolski. Reguluje tę kwestię wniosek o uznanie pochodzenia geograficznego i nazwy, usankcjonowane rozporządzeniem Komisji (WE) nr 1070/2008. We wniosku tym została określona również receptura,sposób wykonania oraz wielkość i kształt tradycyjnego rogala marcińskiego. Jak więc widzicie sprawa jest dość poważna i skomplikowana, a produkt finalny wymaga sporego nakładu pracy. Zaręczam Was jednak, że jego smak znakomicie wynagradza trud włożony w jego przygotowanie. Uczciwie mówiąc, nie wszyscy lubią ten wypiek. Ciasto nie jest wyszukane, a nawet powiedziałabym, że lekko gniotowate, pewnie z powodu dużej ilości ciężkiego makowo-orzechowego nadzienia, ale są tacy (jak ja na ten przykład), którzy uwielbiają ten smak. Połączenie makowej masy z ciastem półfrancuskim, lukrem i orzechową posypką według mnie nie ma sobie równych. Przepis pochodzi od Bajaderki z forum Cincin i jest chyba najbliższy oryginałowi. Ponieważ moje rogale są zeszłoroczne, a przepis dość skomplikowany - cytuję za autorką przepisu, z niewielkimi własnymi wtrętami.
Ciasto:
piątek, 07 października 2011
Dziś przyszła słota. Ochłodziło się, pociemniało, a po szybach spływają strugi deszczu. Świat posmutniał, przycichł, jakby zmalał. Jednak jest coś co nie pozwala poddać się nastrojowi. Coś ukryte we wnętrzu czasu. Coś co zawsze przychodzi, poprawia humor i napełnia nadzieją. Boże Narodzenie. W miniony weekend, kiedy piękne słońce jeszcze nie pozwalało zasłonić się chmurom i rozpieszczało nas swoim ciepłem przyszedł mi do głowy pomysł prawie szalony. Postanowiłam zrobić...PIERNIK! Dojrzewający. I tak to niespodziewanie, w samym środku cudownej złotej jesieni, w moim domu zapachniało świętami. I kiedy tak zapach miodu i korzennych przypraw mieszał się z zapachem odchodzącego lata, pomyślałam, że to było dobry pomysł, żeby połączyć ze sobą dwa piękne światy. I chociaż pomiędzy nimi będzie padał deszcz, dął przenikliwy wiatr a wilgotny chłód będzie wdzierał się pod płaszcze, to wiem, że jak tylko wyjmę z lodówki dojrzałe ciasto piernikowe, natychmiast wróci do mnie wspomnienie tej pięknej jesieni, która wczoraj właśnie od nas odeszła. A tak wyglądały moje zeszłoroczne wypieki:
Piernikowe ciasto dojrzewające jest bardzo wdzięczne, a im dłużej dojrzewa, tym więcej w nim szlachetności i delikatności. Dlatego też, jeśli macie zamiar piec dojrzewający piernik na święta, nie czekajcie. Teraz jest najlepszy po temu czas. Recepturę i więcej zdjęć znajdziecie TUTAJ. Życzę Wam miłego weekendu.
wtorek, 04 października 2011
Dzień dobry po wakacjach. Niektórym skończyły się wprawdzie całe wieki temu, ale ja byłam w tym roku mocno opóźniona i dlatego moje wakacje skończyły się dopiero dwa tygodnie temu. W dodatku w międzyczasie zaszwankował mi piekarnik, a poza tym, na skutek pięknej pogody wcale nie chciało mi się piec ani gotować. I chociaż w podróży powrotnej z wakacji obiecywałam sobie, że ta jesień będzie należała po raz pierwszy w moim domu do dyni, to moje postanowienia jak do tej pory spełzają na niczym. Dyni nie jadłam, nie wiem jak smakuje i w związku z tym wyzwanie miesza się u mnie z obawą, co sprawia, że przypływy energii natychmiast pożerane są przez potwory niechęci. Tak więc zamiast przepisu na kolejne ciasto z dynią, dyniowe muffinki, lub sto trzydziestą siódmą odsłonę zupy dyniowej u mnie zagadka. Poniżej cytuję fragment tekstu piosenki o dyni. A pytanie brzmi: jaki jest jej tytuł?
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
W mojej ocenie to jeden z najlepszych serników pieczonych jakie do tej pory jadłam, choć przyznać muszę, że jadłam ich niewiele, więc i o obiektywizm raczej trudno. Niemniej jednak smakował mi baaardzo. Zrobiłam go z czarnĄ i czerwoną porzeczką, bo akurat miałam i doszłam do wniosku, że wypiek nic na tym nie straci. I rzeczywiście tak było. nie mogliśmy się nim najeść. Chociaż upiekłam w dużej tortownicy - zaledwie dwa dni cieszyłam się jego smakiem :) Przepis znalazłam TUTAJ. Składniki:
Wykonanie: Herbatniki zmiksować, by przypominały piasek. Masło i czekoladę rozpuścić, dokładnie wymieszać z ciasteczkami. Tortownicę (26-28 cm) wyłożyć papierem do pieczenia lub folią aluminiową, przesypać masę ciasteczkową i rozprowadzić ją dokładnie do dnie. S M A C Z N E G O :)
środa, 17 sierpnia 2011
Zamarzył mi się sernik na zimno, który będzie połączeniem czerwonych i czarnych porzeczek. Miałam je obie i nie wiedziałam na które się zdecydować. Zrobiłam więc z obu, a co. W końcu od przybytku głowa nie boli. Sernik wyszedł bardzo owocowy i orzeźwiający, głównie dlatego, że z czerwonych porzeczek zrobiłam galaretkę, którą wyłożyłam na wierzch sernika.Do sernika wykorzystałam recepturę na sernik porzeczkowy, który w zeszłym roku zrobiłam jako pierwszy i od którego zaczęła się moja miłość do serników. Najpierw tych na zimno, a potem powoli do tych pieczonych (tak, tak :), te też bywają u mnie w łaskach). Zeszłoroczny sernik znajdziecie TUTAJ. A oryginalna receptura pochodzi z bloga Gotowanie cieszy.
Składniki: 200 g ciastek maślanych 100 g masła 1000 g twarogu półtłustego lub tłustego zmielonego dwukrotnie (u mnie tradycyjnie Piątnica wiaderkowa) 1 łyżka soku z cytryny pół szklanki (125 ml) śmietany kremówki (dodałam 200 g) 200 g drobnego cukru 2 czubate łyżki żelatyny + 1 łyżka do galaretki na wierzch po 400 g czarnej i czerwonej porzeczki,
Wykonanie: Ciastka rozdrobnić, dodać roztopione masło i wymieszać. Powinny mieć wygląd i konsystencję mokrego piasku. Tortownicę o średnicy 24 cm wyłożyć papierem do pieczenia lub folią aluminiową. Na dno wyłożyć masę ciasteczkową, wyrównać i ugnieść łyżką. Włożyć do lodówki do czasu przygotowania masy serowej. Twaróg zmiksować z cukrem, kremówką i sokiem z cytryny. Żelatynę rozpuścić w niewielkiej ilości wrzątku (ok. 1/3 szklanki) i chłodną (ale nie całkiem zimną) dodać do masy serowej cały czas miksując, żeby się nie ścięła i nie utworzyła nieapetycznych grudek. Masę serową podzielić na 2 części. Jedną z nich wymieszać ze zmiksowanymi w blenderze czarnymi porzeczkami, wyłożyć na ciasteczkowy spód i wstawić do lodówki na około 10 minut do lekkiego stężenia. Po tym czasie wyjąć i wyłożyć białą masę serową. Znów włożyć do lodówki. Lekko zmiksować czerwone porzeczki. Pozostałą łyżkę żelatyny rozpuścić w małej ilości gorącej wody i kiedy lekko ostygnie, wymieszać z musem z czerwonych porzeczek. Mus wyłożyć na białą masę serową. Sernik najlepiej pozostawić do stężenia na całą noc w lodówce. Ja swój sernik przygotowałam w niedużej prostokątnej formie z wyjmowanym dnem.
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Bardziej prywatnie
Moje blogi
Spis treści
Ulubione książkowe
Ulubione kulinarne
Tagi
|